Wielki Człowiek za kratami

Wielki Człowiek za kratami

Najpierw do osądzenia Miloszevicia dojdzie w Serbii i między Serbami W kominiarkach, uzbrojeni po zęby policjanci z jednostek specjalnych forsujący wejście do czyjegoś domu – w Belgradzie przez wiele lat tak wyglądała codzienność. Jednak w ub. piątek celem policjantów nie był domagający się demokracji przeciwnik reżimu Slobodana Miloszevicia czy niepokorny dziennikarz. Tym razem policjanci dostali rozkaz doprowadzenia swego dawnego zleceniodawcy – który sam siebie nazywał ajatollahem Chomeinim Serbii. Miał być aresztowany za nadużycie władzy i malwersację 100 mln dolarów z kasy państwa. Przez blisko 30 godzin, od momentu gdy policjanci zjawili się przed rezydencją przy ulicy Użyckiej 11 w ekskluzywnej dzielnicy Dadinje, nie wiadomo było, co dzieje się ze Slobodanem Miloszeviciem. Świadkowie opowiadali o strzelaninie między policjantami a broniącymi eks-prezydenta ochroniarzami. Miloszević miał grozić, że zastrzeli siebie, żonę i córkę. Tymczasem inni świadkowie przysięgali, że widzieli go już aresztowanego w Pałacu Sprawiedliwości. Gdy napływały te informacje, radio B-92 nadawało wywiad z Miloszeviciem, który twierdził, że siedzi w swym salonie z przyjaciółmi i popija kawę. Sytuacja wyjaśniła się dopiero w niedzielę przed świtem, kiedy czarna, opancerzona limuzyna wywiozła byłego prezydenta do aresztu. Serbskie dzienniki podały, że miał on już w kieszeni kwit gwarantujący, iż władze nie postawią go przed Międzynarodowym Trybunałem ONZ w Hadze, który na razie ściga go za zbrodnie wojenne w Kosowie, ale przygotowuje już kolejne akty oskarżenia: za zbrodnie w Bośni i Chorwacji. Wkrótce potem premier Zoran Dzindzić oświadczył, że Miloszević powinien był znaleźć się za kratami już 6 października ub.r., dzień po masowych demonstracjach, które odsunęły go od władzy. Wówczas jego miejsce zajął demokratycznie wybrany Vojislav Kosztunica. Dlaczego minęło aż pół roku i dlaczego Miloszevicia aresztowano właśnie teraz? DYKTATOR ZA DOLARY Stany Zjednoczone stawiały władzom w Belgradzie ultimatum: nie przekażą 50 mln dolarów na odbudowę gospodarki zrujnowanej latami dyktatury Miloszevicia, jeśli nie zostanie on aresztowany do 31 marca. Biały Dom groził też, że zablokuje pomoc dla Jugosławii w wysokości kolejnych setek milionów dolarów, które obiecał Bank Światowy i inne międzynarodowe instytucje finansowe. Dopiero w poniedziałek, gdy było już pewne, że były dyktator siedzi w więzieniu, Waszyngton zapowiedział, że przekaże obiecane pieniądze. Jednak przedstawiciele Departamentu Stanu dali do zrozumienia, że przyznanie dalszych środków będzie zależało od “postępów na drodze współpracy z Trybunałem”. – Zachód pomógł Serbom walczyć z reżimem Miloszevicia, przekazując opozycji duże pieniądze – mówi pragnący zachować anonimowość dziennikarz radia B-92. – Pozarządowe organizacje niemieckich, brytyjskich czy amerykańskich partii oraz najrozmaitsze fundacje sponsorowały niezależne media, pomagały prowadzić kampanię prezydencką i zapobiec sfałszowaniu wyborów. Zagraniczni donatorzy pomogli odsunąć od władzy Miloszevicia, ale chcieli też, by sprawiedliwości stało się zadość – by Miloszević odpowiedział za zbrodnie. Prezydent Kosztunica twierdzi, że aresztowanie Miloszevicia i ultimatum USA nie mają ze sobą związku. Zapewne obawia się, że rodacy mogliby uznać go za “pachołka NATO”, który chce posłać swego poprzednika do Hagi. Prezydent obiecuje wprawdzie współpracować z Trybunałem, ale podkreśla, że jest to “antyserbskie narzędzie Zachodu” i stanowczo wyklucza ekstradycję Miloszevicia. Zdaniem Kosztunicy, sądzenie byłego dyktatora za zbrodnie, jakich dopuścił się podczas 13 lat rządów, jest możliwe, ale tylko w Serbii i na mocy prawa jugosłowiańskiego: – Są pewne kompromisy, na które możemy pójść, jednak jest linia, której nie można przekroczyć – stwierdził w wywiadzie dla “New York Times”. Kosztunicę w tej sprawie popiera większość jego rodaków – według ostatnich sondaży, przeciw sądzeniu byłego dyktatora przed Trybunałem opowiada się 60% Serbów, do Hagi chce go wysłać niewiele ponad 30%. Wierna niegdyś reżimowi “Politika” sugeruje, że Kosztunica nie tylko nie chce międzynarodowego sądu nad Miloszeviciem, ale i próbował uniemożliwić aresztowanie go. Były prezydent powinien mieć tylko jednego ochroniarza, ale chroniła go grupa kilkunastu mężczyzn uzbrojonych po zęby (wśród nich neonazista, Sinisza Vuczinic, dowódca oddziałów Falcon odpowiedzialnych za rzezie w Bośni). Willę, zamieszkiwaną przez Miloszevicia, na polecenie Kosztunicy ochraniał też oddział armii, którego dowódcę były prezydent podobno sam wybrał. Od piątku, gdy zjawili się policjanci z nakazem aresztowania, ów dowódca odmawiał wpuszczenia ich do rezydencji. Twierdził, że to teren wojskowy i cywilom wchodzić tam

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 15/2001, 2001

Kategorie: Świat