Czy stosunki polsko-niemieckie oparte są na fałszywej przyjaźni?

Czy stosunki polsko-niemieckie oparte są na fałszywej przyjaźni?

Marian Podkowiński
honorowy prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy RP, sprawozdawca z procesu norymberskiego

Nie wierzę w to, by przywódcy związku przesiedleńców i ta miła pani, która ich reprezentuje, byli skłonni do przestrzegania jakiegokolwiek układu, np. o granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej. Gdyby poszli na jakiekolwiek porozumienie z Polską, oznaczałoby to ich bankructwo i musieliby się rozwiązać, a reprezentują może nawet 13 mln ludzi. Uważam za wielki skandal, że nie zostałem zaproszony na spotkanie w „Rzeczpospolitej”, a jestem człowiekiem, który miał odwagę zaraz po wojnie stanąć przed grupą kilku tysięcy przesiedleńców i mówić im prawdę. Dyskutowałem też z Herbertem Hupką, wieloletnim federalnym przewodniczącym Ziomkostwa Ślązaków.

Prof. Jerzy Sułek
przewodniczący Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie

W stosunkach z Niemcami nie osiągnęliśmy jeszcze ani stanu „prawdziwej” ani też „fałszywej przyjaźni”. Od 1989-1990 r. budujemy nową jakość współżycia z Niemcami opartą na dobrym sąsiedztwie i współpracy. Mam nadzieję, że po latach wyrośnie z tego stopniowo również przyjaźń między Polakami a Niemcami. W polityce – tak jak w życiu – do zawarcia przyjaźni potrzebne jest wzajemne zaufanie. W stosunkach z Niemcami oznacza to przede wszystkim, iż trzeba pamiętać o tragicznej przeszłości, ale jednocześnie przezwyciężyć ją i pojednać się. Wiele tu już osiągnęliśmy. Ale spór wokół projektu Steinbach pokazuje, iż proces ten w Niemczech i w Polsce jeszcze się nie zakończył.

Małgorzata Laschek
sekretarz Związku Młodzieży Mniejszości Niemieckiej

Różnie to bywa, jak zwykle między ludźmi. Nie powinno się generalizować w żadną stronę. Zaszłości historyczne wpływają na stosunki polsko-niemieckie, ale stają się one coraz szczersze i jesteśmy wszyscy na dobrej drodze. Kwestia Niemców wypędzonych jest bardzo skomplikowana. Chodzi o uznanie i pokazanie prawdy historycznej w każdym wymiarze, i tych, którzy zawinili, rozpoczęli gehennę II wojny światowej, i tych, którzy musieli zapłacić, choć za to nie odpowiadali. Wypędzonym odebrano ten skrawek miejsca, na którym mieszkali, żyli z rodzinami od pokoleń. Te osoby w większości już się pogodziły, zaś Erika Steinbach należy do określonych kół, które walczą o swoje prawa i w demokracji mają możliwość głoszenia poglądów. Jednak to nie ma wpływu na polepszenie ani pogorszenie stosunków polsko-niemieckich.

Janusz Reiter
b. ambasador RP w Bonn

Przyjaźń jest uczuciem zarezerwowanym dla ludzi, nie dla państw. Teza zawarta w tym pytaniu prowadzi do przypuszczenia, że to zbliżenie między Polską a Niemcami jest jakimś szwindlem elit i legendą. Nie zgadzam się z tym. Obecne nastroje nie wyrażają prawdziwego stanu stosunków Polski z Niemcami. Nie podzielałem nigdy poglądu, że nasze stosunki są świetne, zawsze uważałem, że porozumienie ciągle nie jest głębokie i nie mamy pewności, że unikniemy konfliktów i załamań. Przesadą była lansowana do niedawna teoria o świetnym porozumieniu. Zaufanie jest ciągle kruche i wymaga respektowania pewnych reguł.

Krzysztof Wojciechowski
dyrektor Collegium Polonicum w Słubicach, Uniwersytet Europejski Viadrina

Teza w tym pytaniu jest źle postawiona. Nie ma w zasadzie przyjaźni między narodami, są natomiast dobre lub złe kontakty. Probierzem poziomu tych kontaktów jest wykorzystanie własnej pozycji zdecydowanie na korzyść lub też na niekorzyść.

Prof. Jerzy Krasuski
Instytut Zachodni w Poznaniu, autor „Historii Niemiec”

Nasze stosunki są oparte na fałszywej przyjaźni. Ani jedna, ani druga strona nie powinna dążyć do zatrzymania procesu porozumienia. Nasze stosunki dwustronne powinny być poprawne i myślę, że będą poprawne mimo budowy muzeum przez panią Steinbach i mimo zacietrzewienia ze strony Polaków związanych z przeszłością. Uważam, że rząd niemiecki zachował się w tej sprawie właściwie, ale stowarzyszenie, które reprezentuje wypędzonych, ma dane przez demokrację prawo do uczczenia swoich cierpień. Nasz rząd nie powinien protestować przeciwko działalności stowarzyszenia. Trzeba pamiętać, że kilkanaście milionów Niemców wypędzono, nie ma się co spierać, czy to było 12, czy 15 mln, bo działy się rzeczy straszne, co sam na własne oczy widziałem. W tej dezorganizacji zginęło 1-2 mln ludzi. Nad tymi wydarzeniami nie można przejść do porządku dziennego. Nie można żądać, aby wypędzeni zapomnieli, tak jak od Polaków też nie można żądać zapomnienia przeszłości. Budowanie przyjaźni polsko-niemieckiej trzeba sobie wybić z głowy.

Paweł Huelle
pisarz, krytyk literacki

Istnieją różne przyjaźnie polsko-niemieckie i one nie są fałszywe. Pytanie jednak dotyczy sfery stosunków oficjalnych. Trudno mówić w ogóle o przyjaźni między narodami, wspomina się raczej o sympatiach i antypatiach. Dużym osiągnięciem powojennym Polaków i Niemców jest to, że ilość tej sympatii zaczyna wzrastać. Okazuje się jednak, że naiwnością była nadzieja, że udało się wykorzenić całą butę niemiecką, nacjonalizm i imperializm. Oczywiście, nie wszyscy są panią Eriką Steinbach, są jeszcze socjaldemokraci, są Zieloni, którzy jej koncepcjom mocno się sprzeciwiają.

Jacek Głomb
dyrektor Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy

Pytanie jest za mocno sformułowane, choć jak zawsze w stosunkach dobrosąsiedzkich jest więcej ceremonii niż faktycznego kontaktu. Legnica np. jest miastem partnerskim Wuppertalu, bo właśnie tam wyjechało najwięcej legniczan, jednak to porozumienie jest fikcją, tylko urzędnicy odwiedzają się nawzajem, ani Wuppertal, ani Legnica nie są zainteresowane prawdziwą współpracą. Istnieje natomiast wiele nieformalnych grup, które robią sporo dobrego dla rzeczywistych kontaktów, choć do dziś trudno im przełamać narodowe stereotypy.

Wydanie: 39/2003

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy