Studenci przeciw faszyzmowi

Studenci przeciw faszyzmowi

Najbardziej dramatyczny był moment, kiedy policjanci zaczęli kopać moich kolegów

– Spodziewałem się, że coś może nam się stać, gdy usłyszałem, jak policjanci rozmawiali o lewakach i pedałach – opowiada Adam. – Byliśmy wystraszeni. Brałem udział w wielu manifestacjach, ale nigdy nie spotkało mnie coś takiego. Myślę, że najbardziej dramatyczny był moment, kiedy policjanci zaczęli kopać moich kolegów – wspomina Daniel. – Tak, to chyba był najgorszy widok. Widzisz, jak twoi koledzy obrywają od policji i niewiele możesz zrobić. Zaraz potem następuje poczucie bezradności, bo pobito tych, którzy sprzeciwiali się ludziom z płonącymi pochodniami i hasłem „Śmierć wrogom ojczyzny” – wtrąca Gabriela.

Wszyscy znają się ze Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego założonego przez studentów Uniwersytetu Warszawskiego. 1 marca spotkali się pod budynkiem Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL, skąd ruszał Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych, zorganizowany przez nacjonalistów z ONR. Środowiska lewicowe i demokratyczne, wśród których byli m.in. działacze i sympatycy Obywateli RP, Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego, Warszawskiego Strajku Kobiet i Partii Zielonych, protestowali przeciw gloryfikacji takich postaci jak Romuald Rajs „Bury”, którego żołnierze dopuścili się czystki etnicznej na ludności Podlasia. – Odczytaliśmy apel, w którym wymieniliśmy wszystkie dzieci poniżej 14 lat zamordowane przez „żołnierzy wyklętych”. Podczas odczytywania nazwisk próbowano nas zagłuszyć głośną muzyką. Chwyciliśmy się za ręce, próbowaliśmy wybiec na środek drogi i zablokować marsz faszystów. Zostaliśmy odepchnięci i skopani przez policjantów. Próbowaliśmy wyjść ze zgromadzenia, ale nie zostaliśmy wypuszczeni. Policjanci otoczyli nas w kotle – wspomina Adam.

Policja zatrzymała dwie osoby. Jedną z nich był dr Rafał Suszek, adiunkt w Katedrze Metod Matematycznych Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Naukowiec został powalony na asfalt i skuty kajdankami. Twierdzi, że w radiowozie jeden z mundurowych powiedział do niego „Siadaj, ku…”, uderzył go co najmniej trzy razy pięścią w twarz, a na komendzie szczypał w ramiona, prowokując do agresji. „Chyba dostali rozkaz, żeby nas bić. Oczywiście tak, by nie było tego widać. Dopiero po manifestacji, gdy zaczęliśmy rozmawiać i zbierać relacje, okazało się, że co druga osoba dostała albo pięścią w twarz albo kopa” – mówił dla portalu OKO.press Sebastian Słowiński, członek Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego.

Wydarzenie dobrze pamięta Marek. – Mnie najpierw złapali, ale udało mi się uciec. Byłem już daleko, gdy zobaczyłem, że szarpią moich kolegów. Próbowałem zwrócić uwagę przechodniów na to, co się dzieje, ale zostałem szybko wciągnięty z chodnika do policyjnego kotła – opowiada Marek. Uczestnicy manifestacji zostali ukarani mandatami w wysokości 500 zł, co jest sporą kwotą dla osób, które same się utrzymują.

Początek

– Komitet powstał z prostego powodu. Znaleźliśmy ulotki propagujące jawnie faszyzm i usprawiedliwiające faszystów. To była nasza reakcja. Zgłosiłem się od razu, zaproponowaliśmy pierwsze spotkania. Przyszło sporo osób o różnych poglądach. Duża część z nich już aktywnie działała w innych organizacjach – opowiada Daniel.

– Brałam udział w różnych manifestacjach i od dawna chciałam się zaangażować w coś bardziej formalnie i konsekwentnie. Akurat zawiązał się komitet i postanowiłam do niego przystąpić – wyjaśnia Gabriela.

– Brałem udział w manifestacjach KOD, w wydarzeniach proaborcyjnych, ale byłem też z Ikonowiczem na kilku marszach i blokadach eksmisji – dodaje Marek. Dla Adama kluczowy był moment nagonki przeciw Gabrieli. – Wtedy poczułem, że trzeba działać bardziej zdecydowanie. Jeden z narodowców zobaczył przed Instytutem Filozofii Gabrielę w koszulce z Marksem, wrzucił jej zdjęcie do sieci i zaczęła się publiczna nagonka – tłumaczy.

Skład Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego jest płynny. Część osób wycofała się z działania, kiedy podjęto decyzję o zdecydowanej aktywności w przestrzeni publicznej. Wśród członków i członkiń komitetu są osoby, które brały udział w manifestacjach KOD i Obywateli RP. Do KOD stracili zaufanie, a Obywatele RP nadszarpnęli je, krytykując czerwone flagi podczas jednej z manifestacji. – Kilka osób się wycofało, bo pracują i są bardzo zajęte, a część po prostu miała centrowe poglądy. Cały czas jednak mamy energię do działania – mówi Daniel.

Jednoocy wśród ślepców

Postępowanie policjantów dla wielu młodych uczestników manifestacji było szokiem. Kolejne uderzenie, choć dużo łagodniejsze, nadeszło ze strony rówieśników. Część z nich nieufnie patrzyła na działalność Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego. – Część studentów odrzuciła nasze działania, zamazując różnicę między radykalną prawicą a nami. To jest skrajny symetryzm, kiedy neofaszystom z płonącymi pochodniami i hasłem „Śmierć wrogom ojczyzny” przypisuje się te same cechy co studentom, którzy nie są w stanie wyrządzić nikomu krzywdy – mówi Daniel.

Kilka dni po wydarzeniach z 1 marca pojawiły się głosy, że młodzież ze Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego to na pewno dzieci z tzw. dobrych domów, gdzie faszyzm dostrzega się, gdy rządzi PiS, a kiedy przy władzy są liberałowie, rodzice i dzieci siedzą cicho. – Mnie rodzice wspierają, ale kiedy rozmawiam z nimi o tym, co się dzieje dzisiaj w Polsce, zaliczają mnie do lewego skrzydła neoliberałów. Jak im mówię o wolnościach obywatelskich, prawach gejów i lesbijek, równouprawnieniu kobiet, wszystko jest OK, ale kiedy nadmieniam coś o ekonomii, mogę się spodziewać tylko krytyki z ich strony – opowiada Adam.

– Staram się nie rozmawiać z rodziną o polityce. Rodzina nigdy nie była politycznie zaangażowana, mają raczej centrowe poglądy. Ojca trochę ciągnie ostatnio w prawą stronę, ale dziadkowie raczej głosują na SLD. Mama twierdzi, że to, co robię, jest fanaberią. Nawet nie próbuję jej przekonywać do zmiany poglądów, bo dla niej lewica to komuna – opowiada Daniel.

– Podczas rodzinnych rozmów staram się pokazać, że ta opowieść o polskim kapitalizmie nie jest wcale taka piękna. Zapomnieliśmy o solidarności społecznej i empatii. Wszystko, włącznie z relacjami ludzi, sprowadziliśmy do rynku – mówi Marek i po chwili dodaje: – Mimo wsparcia biednych obserwujemy kontynuację myślenia o Polsce jako wielkiej strefie ekonomicznej. Polska jako montownia telewizorów to bardzo zły pomysł dla nas wszystkich.

Nie tylko anty-PiS

Członkowie Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego nie chcą, aby ich zaangażowanie ograniczać do walki z PiS. Nie lekceważą przyzwolenia rządzących dla organizacji neofaszystowskich i potencjalnych skutków polityki historycznej, ale przyczyn faszyzmu szukają głębiej. Pamiętają dobrze, że kiedy Polską rządziła partia liberalna, policja podobnie jak dzisiaj z nimi obchodziła się ze środowiskami lokatorskimi i anarchistycznymi. – Oczywiście oburza mnie hipokryzja PiS, trudno mi nawet wskazać jedną rzecz, którą uznałbym za najbardziej szkodliwą. Ostatnio zainteresowałem się dekomunizacją, która jest absurdalna, bo służy wyłącznie politycznej nagonce – mówi Daniel. Jego zdaniem pisowska władza powinna zniknąć jak najszybciej. Nie jest tak kategoryczny, gdy chodzi o pewne rozwiązania, które PiS wprowadziło w życie. – Wbrew temu, co głoszą media liberalne, podoba mi się pomysł programu 500+. Może nie jest do końca przemyślany, pewnie dałoby się poprawić podatki, ale cieszę się, że w ogóle zaczęliśmy rozmawiać o wsparciu państwa dla tych, którzy takiej pomocy potrzebują – dodaje.

Podobnego zdania jest Gabriela. – Dobrze wiem, że liberałowie są dzisiaj hipokrytami, kiedy krytykują PiS. Pokazali to podczas głosowania nad projektem Ratujmy Kobiety. Dlatego my się nie identyfikujemy tylko jako anty-PiS. PiS podjęło kilka kroków, które były słuszne, pokazując, że można realizować poważną systemową pomoc socjalną, ale partia sprzyja też propagowaniu faszyzmu, a to jest poważny problem społeczny, z którym trzeba stanowczo walczyć – mówi Gabriela. Podobnego zdania jest Adam. – Na pewno nie wpisujemy się w podział, który próbował nakreślić KOD: PiS kontra demokratyczny anty-PiS czy Polska A i Polska B. My idziemy trochę drogą środka…

W tym momencie Marek i Gabriela robią duże oczy. – Nie, nie, nie. Oczywiście nie idziemy drogą środka, idziemy lewą stroną – uśmiecha się Adam. – Jesteśmy przeciwnikami konserwatywnych idei PiS i neoliberałów, którzy są odpowiedzialni za nierówności. – A kluczowe jest to, że faszyzm organizuje nam państwo, które chce w pełni panować nad naszym życiem. Państwo teoretyczne broni się państwową przemocą – dodaje Marek.

Nie można wszystkiego tolerować

Na pytanie, czy wyobrażają sobie rozmowę z rówieśnikami po przeciwnej stronie barykady, odpowiadają, że nie widzą takiej szansy. Powodów jest wiele, ale najważniejsza jest nienawiść do nich i ich kolegów przez neofaszystów wyrażana wprost. – Naukowo możemy się zastanawiać, dlaczego rodzą się takie poglądy, dlaczego ktoś może kogoś uważać za podczłowieka tylko dlatego, że ma inny kolor skóry albo inną płeć. Ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie równej rozmowy z kimś, kto mówi, że będę wisiał na drzewie albo zginę jako wróg ojczyzny. Być może, jeśli byłby to pokojowy nacjonalizm, rozmowa byłaby możliwa – mówi zdecydowanie Adam.

Doświadczenia w relacjach ze zwolennikami nacjonalizmu i neofaszyzmu ma Gabriela. – Poznałam wielu młodych ludzi otwarcie deklarujących neofaszystowskie poglądy. Oni w ogóle nie mają potrzeby rozmawiania z osobami o innych poglądach. Mają swoje przekonania, listę swoich wrogów. Jak jesteś lewicowy, to masz w rodzinie babcie, wujka, z którymi musisz konfrontować własne poglądy. Stajemy coraz częściej przed ludźmi, którzy mówią wprost, że nie widzą niczego złego w faszyzmie. Mam znajomych nacjonalistów, ale rozmowa jest trudna, dzisiaj już prawie niemożliwa – opowiada Gabriela. Markowi zdarza się rozmawiać z konserwatystami. Ma poczucie, że taka wymiana poglądów przypomina wymianę piłek tenisowych. Na temat rozmowy z neofaszystami ma jednoznaczne zdanie. – Uważam, że nie można ich dopuszczać do debaty i wprowadzić poglądów tak niebezpiecznych dla życia innych ludzi do głównego nurtu – mówi.

Antyfaszyzm hipsterów

Niektórzy porównują członków Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego do młodych, zamożnych hipsterów spędzających godziny w modnych kawiarniach. – Nie można w nieskończoność wymagać tego, że lewicę będą tworzyć tylko robotnicy. Część z nas pochodzi z dobrze sytuowanych rodzin, ale patrzymy na dzisiejszą rzeczywistość krytycznie – mówi Adam.

– Zarzut bycia hipsterem jest nietrafiony. Pochodzę z małej miejscowości niedaleko Częstochowy. Przed przyjazdem do Warszawy na studia działałem w partii Razem, roznosiłem ulotki, rozwieszałem plakaty. Od niedawna w SKA działa też moja koleżanka z liceum. Ona też pochodzi z niedużego miasteczka. Takich osób w komitecie jest więcej – argumentuje Daniel.

Zatrzymanie przez policję dr. Rafała Suszka odbiło się głośnym echem w środowisku akademickim. Rektor UW wystosował do Rzecznika Praw Obywatelskich pismo z prośbą o przyjrzenie się tej sprawie. Studenci UW opublikowali oświadczenie, w którym piszą, że podczas manifestacji funkcjonariusze pobili co najmniej siedem osób. „Policja używała nieuzasadnionej i nielegalnej formy przemocy, wszak kopanie po nogach, wykręcanie palców, ściskanie żuchwy oraz ciosy w miejsca intymne nie są przewidziane w ustawie o policji”. Oprócz tego wzywają władze uniwersytetu do „zajęcia stanowiska w sprawie wzrostu nacjonalistycznej przemocy, agresji, zakłamywania historii, szkód wyrządzonych naukowym dyskursom i gloryfikowaniu zbrodniarzy oraz do potępienia działań policji, mających na celu zastraszanie studentów i studentek uczestniczących w demonstracji oraz nadużywanie przez służby przemocy”.

Wydanie: 12/2018

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. NAUCZYCIEL STARY
    NAUCZYCIEL STARY 19 marca, 2018, 15:21

    To bardzo dobrze , że żyją w naszym PiS-owskim kraju młodzi ludzie , widzący Polskę inną . Pozdrawiam i zycze wiele wytrwałości w walce o inne , lepsze państwo.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy