Sucho, drogo, niezdrowo – rozmowa z prof. Maciejem Zalewskim

Sucho, drogo, niezdrowo – rozmowa z prof. Maciejem Zalewskim

Z powodu zmian klimatycznych możemy już nie pić francuskiego wina i więcej płacić za żywność

Prof. Maciej Zalewski – ekolog, dyrektor Międzynarodowego Instytutu Polskiej Akademii Nauk – Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii pod auspicjami UNESCO, a także kierownik Katedry Ekologii Stosowanej na Uniwersytecie Łódzkim.

Rozmawia Bronisław Tumiłowicz

Co można powiedzieć o scenariuszach klimatycznych dla świata?
– To, co powiem, jest nieco uproszczoną wersją scenariusza, bo w rzeczywistości wiele czynników nakłada się na siebie. Klimat w Polsce nie jest przecież prostą wypadkową temperatury odpowiadającej szerokości geograficznej właściwej dla naszego kraju. Wpływają na niego także zalesienie, wysokość nad poziomem morza, ilość wód podziemnych i liczba zbiorników wodnych, urbanizacja, melioracja terenów rolniczych, prądy morskie itd. Ogromną rolę odgrywają tu również procesy globalne czy nawet międzyplanetarne, które często są rozpięte w czasie wielokrotnie przekraczającym wiek Ziemi. Zgodnie z takimi najogólniejszymi scenariuszami znajdujemy się w okresie interglacjalnym, tzn. jesteśmy w przerwie między jednym zlodowaceniem naszej planety a drugim. Cywilizacja człowieka, z której jesteśmy tak dumni, skonfigurowała się dzięki temu, że 15 tys. lat temu ustąpił potężny lodowiec. Teraz okres interglacjalny powoli zbliża się do końca i naturalne byłoby stopniowe ochładzanie się klimatu, tymczasem…
Tymczasem mamy do czynienia z jego ociepleniem.
– Tak, ocieplenie jest całkiem widoczne. Statystyki to potwierdzają. Oczywiście przewidywania dotyczące zakończenia interglacjału i oziębienia są dalekie od precyzji. To może być kilkaset lat, a może kilka tysięcy. Nie do zbagatelizowania jest też wpływ człowieka na klimat.

CZŁOWIEK ZAWINIŁ?

Sądzi pan, że działalność człowieka bezpośrednio przyczyniła się do zmian?
– To oczywiste, niemal namacalne. Kiedy 20 lat temu podróżowałem po Brazylii, między Sao Paulo a stanem Parana widziałem po obu stronach drogi lasy zwrotnikowe. Kiedy tę samą trasę przemierzałem niedawno, po dżungli nie było śladu, tereny wykarczowano pod uprawę i rośnie na nich soja, są łąki, nierzadko sczerniałe od ognia, bo tam, gdzie nie dało się lasu wyciąć, palono go. Przewidywany rozwój wydarzeń przy ubytku lasów tropikalnych jest szalenie dramatyczny – uważa się, że gdyby je w całości wyciąć, nastąpiłaby globalna katastrofa. Na skutek dalszego ocieplania się klimatu mogłoby dojść do sytuacji nieodwracalnych.
W zimnych rejonach też nie jest zbyt optymistycznie.
– Wieczna zmarzlina na olbrzymich obszarach Syberii czy Alaski to w zasadzie tykająca bomba ekologiczna. Kryje ona ogromne pokłady metanu, który uwolniony na skutek podniesienia się temperatury przyspieszyłby proces ocieplania, ponieważ cząsteczki metanu mają ponad 20 razy większy potencjał jako czynnik generujący efekt cieplarniany. A przecież wciąż słyszymy doniesienia o ogromnych połaciach lodu, które odrywają się od Antarktydy i dryfują na północ, o zmianach na Grenlandii i innych obszarach polarnych. Jeśli średnia temperatura w tej strefie przekroczyłaby pewną wartość krytyczną, doszłoby do bardzo poważnych zmian klimatycznych, a co się z tym wiąże, zmian zasobów wody, których nie udałoby się już uniknąć.
Nas jednak najbardziej niepokoją zmiany zachodzące na naszych oczach.
– Jest tutaj wiele paradoksów, bo z jednej strony klimat się podgrzewa, a z drugiej Europa może się schładzać. Zmienia się cyrkulacja wielkich mas powietrza, a także prądów morskich. Wielu moich kolegów geofizyków uważa, że wycinanie lasów w Ameryce Południowej wpłynęło np. na wzrost liczby huraganów atakujących Stany Zjednoczone. Z kolei Golfsztrom, Prąd Zatokowy, wychodzący z Zatoki Meksykańskiej, może nieco zmienić trasę i nie dochodzić do wybrzeży Szkocji, która leży na takiej samej szerokości jak bardzo chłodna Zatoka Hudsona, ale zatrzymać się gdzieś u wybrzeży Hiszpanii. Jaki będzie tego efekt? Może nie będziemy już pili francuskiego wina, może żywność stanie się dużo droższa. Szacuje się, że zmiany klimatu pochłoną w ciągu najbliższych dziesięcioleci sporą część produktu globalnego, 5-20%, gdyż trzeba będzie pokryć koszty zmniejszenia produkcji rolniczej, fal suszy, powodzi i innych ekstremalnych zjawisk, utraty bioróżnorodności, nowych chorób i degradacji gleby.
Czy to wszystko dotyczy także Polski?
– W sporej mierze. Wprawdzie na północy kraju nie ma problemów z deficytem wody, a nasze pojezierza mają podobne warunki klimatyczne jak kraina tysiąca jezior, czyli Finlandia, jednak w pasie środkowym, od granic zachodnich przez Wielkopolskę, Kujawy i Mazowsze, gdzie najintensywniej uprawia się ziemię, coraz wyraźniej daje o sobie znać susza. To ważne, ponieważ w ciągu ostatnich 10 lat ceny żywności wzrosły na świecie prawie dwukrotnie. Braki wody występujące w Polsce centralnej zwiększają degradację gleb, wyjałowienie, prowadzą do braku niezbędnych pierwiastków. Dlatego konieczne jest podjęcie działań na rzecz zwiększenia retencji wody, aby spowolnić jej odpływ do Bałtyku, zwłaszcza że scenariusz klimatyczny Balteksu (regionalnego programu obserwacji hydrologicznych) przewiduje dla Polski zmniejszenie sum opadów w lecie, a zwiększenie zimą. Natomiast na południu Polski, w pasie Karpat, Sudetów, wody jest pod dostatkiem, ale z uwagi na budowę geologiczną zwiększone opady na wielu obszarach nie wnikają do wód podziemnych, tylko spływają rzekami do morza. Stąd częstsze powodzie, które jednak nie powiększają rezerw wód podziemnych. Podobne zjawisko występuje w większości miast, coraz bardziej „uszczelnionych”.

CZŁOWIEK MOŻE
NAPRAWIĆ

Czy mamy tego świadomość?
– Nie wszędzie i nie wszyscy. Każdy z nas w jakiś sposób może wspomóc naturę. Np. jeśli kieruje się odpływ deszczówki z rynny do kanału, to tylko pogarsza się ogólny bilans wody, jeśli natomiast wylewa na trawnik, woda zasila rezerwy podziemne. Niestety, w miastach jest coraz bardziej sucho, mamy mniej drzew, mniej oczek wodnych, powierzchnia jest coraz lepiej uszczelniona, więc drzewa tracą liście już w sierpniu, a nie w październiku, bo wszystko spływa – często w okresach intensywnych opadów – kanałami obejścia, z pominięciem oczyszczalni ścieków, do rzek i Bałtyku.
Badania prowadzone przez Europejskie Regionalne Centrum Ekohydrologii UNESCO razem z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi wykazały, że jeśli w mieście zieleń i zbiorniki wodne zajmują ok. 30% powierzchni, to u dzieci notuje się nawet trzy razy mniej przypadków rozmaitych alergii i astmy. Wynika to z mniejszej ilości pyłów i zanieczyszczeń.
Czy potrafimy jakoś się dostosować do tych zmian, przeciwdziałać im?
– Zwykła konserwacja i odnawianie środowiska to już za mało. Potrzebne są radykalniejsze decyzje. Odkąd człowiek zaczął w XIX w. rozwijać przemysł i mocno ingerować w środowisko, została zaburzona równowaga w wielu obszarach. Np. melioracje gruntów rolnych, choć początkowo były dobrodziejstwem, dziś tylko zwiększają odpływ wody z terenów zielonych i pogłębiają degradację gleby.

JEST RECEPTA

Niedawno w Columbus w stanie Ohio, gdzie odbyło się najbardziej prestiżowe forum międzynarodowego dialogu w dziedzinie środowiska i zrównoważonego rozwoju, przygotowano ważną deklarację. Pan jest autorem tego dokumentu.
– Poproszono mnie o przygotowanie pierwszej wersji deklaracji szczytu EcoSummit. Chodziło o to, by zaapelować o przywrócenie światowych ekosystemów, konieczne w obliczu globalnych zagrożeń. Zwracaliśmy uwagę na brak równowagi systemów nie tylko biologicznych, lecz także społecznych i ekonomicznych. Najważniejszym rezultatem EcoSummit było sformułowanie Columbus Declaration: Harmonization of Societal Needs with the EcoSphere in the Anthropocene Era (www.ecosummit2012.org, Harmonizacja potrzeb społecznych z ekosferą w dobie antropocenu). Dokument opierał się na koncepcji ekohydrologii wypracowanej przez zespół Międzynarodowego Programu Hydrologicznego UNESCO pod moim kierownictwem.
Jakie działania pan zaproponował?
– W obliczu niespotykanej dotychczas w historii cywilizacji presji człowieka na procesy ekologiczne zaproponowaliśmy czterostopniową strategię harmonizacji dalszego rozwoju, zapewniającą bezpieczeństwo ekologiczne człowieka. Działania powinny objąć system światowych zasobów bogactw naturalnych, harmonizowanie wszelkich poczynań politycznych, które mają wpływ na biologiczną produktywność na świecie, innowacje zwłaszcza w korzystaniu z energii i w kwestii zanieczyszczeń, a także edukację i uświadamianie jak największej liczby ludzi o potrzebie wprowadzania tych zmian oraz inicjowania inwestycji ekologicznych zwiększających lub chroniących naturalne zasoby. Deklaracja, podpisana 5 października 2012 r., zostanie nie tylko opublikowana na łamach prestiżowych międzynarodowych czasopism naukowych, ale również przedstawiona przez uczestników szczytu na forum Komisji Europejskiej i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Wszystko wskazuje na to, że Komisja Europejska czeka na taki dokument, który może być podstawą ważnych decyzji.
Czy rządy państw i obywatele przychylą się do wyrażonych w nim sugestii?
– Nie wątpię. Ludzie chcą się zachowywać sensownie, ale muszą dysponować rzetelną wiedzą, co należy robić, jak przeciwdziałać niekorzystnym zjawiskom klimatycznym i w otaczającym nas środowisku.
Bronisław Tumiłowicz

Wydanie: 45/2012

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy