Kuchnia rzecznika

Kuchnia rzecznika

Do zagospodarowania jest tradycja różnorodności regionów Polski

Adam Bodnar – rzecznik praw obywatelskich

Przez pięć lat w funkcji Rzecznika Praw Obywatelskich pan i pracownicy pańskiego biura zjeździliście Polskę wzdłuż i wszerz. Czego się nauczyliście o Polsce i o Polakach w tym czasie?
– Poznawanie lokalnych spraw, wspieranie społeczności i pomoc w rozwiązywaniu problemów uznaję za swoje główne zadania jako rzecznika praw obywatelskich. Jeśli chodzi o naukę, jaką z tego wyciągnąłem, to może jest banalna, ale zdałem sobie sprawę, w jak wielkim kraju żyjemy. Przejechanie z Warszawy do Świnoujścia samochodem to osiem godzin jazdy, a do Zgorzelca czy w Bieszczady niewiele mniej. 16 województw, kilkaset powiatów i ponad 2 tys. gmin to mnóstwo miejsc do odwiedzenia. Nawet jeśli ktoś naprawdę się przyłoży, żeby Polskę porządnie poznać w całej jej różnorodności, to prawdopodobnie mu się to nie uda. A w każdym razie jest to bardzo trudne. Mam tutaj w biurze taką mapę…

… na której zaznacza pan pinezkami miejsca, które jako Biuro odwiedziliście? Sporo ich. I nawet nie można zażartować, że widać podział na zabory.
– Prawda, że równomiernie zjeździliśmy nasz kraj? Najlepsze w tych podróżach było poznawanie ludzi. Okazuje się, że w każdym z niezliczonych zakątków Polski mieszka wielu świetnych ludzi – aktywnych, zaangażowanych, którzy dbają o swoją wspólnotę, tworzą organizacje, zakładają nowe inicjatywy. Wielu z nich nie ma szans, żeby się przebić do opinii publicznej. (…)

Niech pan opowie o takich ludziach, organizacjach czy samorządach, którym trudno o uwagę ogólnopolskich mediów.
– Z czym się panu kojarzą Wieruszów i Jarosław?

Wieruszów chyba ze zjazdem z autostrady S8, a Jarosław to podkarpackie miasto ze średniowiecznym rodowodem.
– No dobrze, a czy wiedział pan, że obie miejscowości charakteryzują się wzorcowymi metodami wspierania osób z niepełnosprawnościami? W Wieruszowie istnieje cały system wsparcia dla tych osób na każdym etapie rozwoju – od edukacji szkolnej po wejście na rynek pracy. Zaangażowani są w to lokalni politycy, starosta, MOPS, spółdzielnia socjalna, szkoły i organizacje pozarządowe, lokalny biznes. Wszystko jest bardzo fajnie poukładane dzięki liderom, którzy ten system stworzyli, uzyskali dobre kontakty, wyedukowali się i zapewnili temu finansowanie.

W Jarosławiu z kolei wspaniale działa podobny system wspierania osób z niepełnosprawnością intelektualną. W mieście istnieje prężny oddział Polskiego Stowarzyszenia Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną, wokół którego powstało kilka spółdzielni socjalnych i innych inicjatyw, zajmujących się świetnymi rzeczami i prowadzących podmioty ekonomii społecznej. Akurat kiedy u nich byłem, dostali kontrakt z niemieckiego supermarketu budowlanego na budowę tysięcy ogrodowych uli pszczelich dla pszczół murarek. To oczywiście przekłada się na zatrudnienie i rozwój przedsiębiorstwa.

Skoro jesteśmy przy temacie osób z niepełnosprawnościami intelektualnymi, to w Pucku powstał kilka lat temu jeden z pierwszych na świecie browarów, założony przez spółdzielnię socjalną, zatrudniający takie osoby. (…)
– W Pucku byłem jedynie w hospicjum stworzonym przez ks. Jana Kaczkowskiego. O browarze nie słyszałem. (…) Jeśli mowa o Pomorzu, to przypomina mi się z kolei Stargard, który ma najlepszy system wsparcia dla osób starszych. W Stargardzie z założenia nie wybudowano żadnego domu pomocy społecznej, za to całą energię i środki przeznaczono na rozwój mieszkań wspomaganych i całościowego wspierania osób starszych. Z kolei w samym centrum Konina miasto oddało dwie kamienice na rzecz budowy centrum wsparcia organizacji pozarządowych. Z tej przestrzeni korzysta kilkadziesiąt organizacji, mieszczą się tam rady seniorów, stowarzyszenia miłośników gier planszowych czy hotel działający w ramach spółdzielni socjalnej itd. To nadzwyczajne, że w Polsce takie wspaniałe rzeczy wychodzą.

A jaki jest na to przepis? Po prostu szczęśliwym trafem znajduje się w miejscowości człowiek z wizją, szuka sojuszników i zaczyna organizować życie miejskie?
– Nie ma na to jednego przepisu, ale faktycznie widać potrzebę liderów, którzy odpowiednio wzmocnieni i dostrzeżeni rozwijają życie społeczne w swoim mieście. To wzmacnianie jest bardzo ważne, by gdy się taka liderka czy lider trafi, trzeba dać jej/mu narzędzia i przestrzeń do działania. Dlatego doceniam takie organizacje jak Szkoła Liderów, Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności, Center for Leadership Academy, które wyławiają liderów z całej Polski, spotykają ich ze sobą i wzmacniają. Od razu przypomina mi się Marcin Skonieczka, wójt gminy wiejskiej Płużnica, położonej w województwie kujawsko-pomorskim, tuż przy autostradzie A1. On trafił na jedną z podobnych akademii i stał się jej bohaterem, w którego zapatrzeni są wszyscy warszawscy absolwenci, bo zobaczyli, jak świetnie potrafi się rozwinąć niewielka gmina pod rządami dobrego gospodarza. (…)

Niedaleko od Płużnicy są Nowe Marzy, gdzie podobne sukcesy jak Skonieczka osiąga ambitna i zaangażowana sołtyska Dorota Dembińska. Gdy z kolei pojedziemy na zachód do Wielunia, spotkamy Agnieszkę Wolicką-Mysakowską, która wbrew wszystkim przeciwnościom dba o pamięć o wieluńskich Żydach. W okolicach Piły Krystyna Lemanowicz i Irena Sienkiewicz dzielnie walczą o czyste środowisko w starciu z możnym i znanym biznesmenem (zresztą wspieranym przez słynną adwokat Joannę Turczynowicz-Kieryłło). Mógłbym tak długo wymieniać… (…)

Na co mogą liczyć ludzie ze strony rzecznika?
– Dam panu przykład. Oliwer Palarz to aktywista z Rybnika, który twierdzi, że gigantyczny poziom zanieczyszczenia powietrza narusza jego prawo do życia w czystym środowisku. Sprawa jest precedensowa, dołączyliśmy do niej przed sądem drugiej instancji. Mecenas Zuzanna Rudzińska-Bluszcz z Biura RPO pojechała do Gliwic na rozprawę, podczas której sąd okręgowy zadał pytanie prawne Sądowi Najwyższemu, czy możemy o prawie do życia w czystym środowisku mówić jako o chronionym dobru osobistym. To naprawdę wielka sprawa, że udało się nam doprowadzić do zainteresowania SN sprawą tak kluczową dla życia naszego społeczeństwa. Liczę, że wyrok potwierdzi istnienie takiego prawa. (…)

To znaczy, że nie tylko obywatele potrzebują rzecznika, ale również rzecznik potrzebuje obywateli.
– Jasne, że tak. To niezwykle ważne z perspektywy higieny urzędnika państwowego, gdy czuje sprawczość swojej funkcji. Okazuje się, że dużo łatwiej wpłynąć na bieg rzeczy i pomóc mieszkańcom na poziomie lokalnym niż na centralnym. Gdy się pojedzie do mniejszych miejscowości, można pomóc w walce z jakąś fabryką zanieczyszczającą środowisko, można napisać pismo wspierające walkę o prawa osób z niepełnosprawnościami czy poszukać rozwiązań dla górników z kopalni węgla brunatnego, pozbawionych prawa do wcześniejszych emerytur. Te spotkania są ważne. (…)

O pamięci, o dbaniu o tożsamość i historię najczęściej mówi prawica.
– Zgadza się. O ile prawica bardzo chętnie odwołuje się do tych pojęć, czyniąc z polityki tożsamościowej ważny punkt swojego programu, o tyle lewica głównego nurtu z tych pól niemal zupełnie abdykowała. Uważam, że to błąd. Przecież tożsamość i historia to kwestie ważne dla niemal każdego człowieka pragnącego świadomie przeżywać własną obywatelskość. Nie da się budować wspólnotowości tylko na tym, co ważne dzisiaj. Tradycja może być pięknym źródłem inspiracji.

Zwłaszcza że nowożytny polski patriotyzm zrodził się ze sporu ruchu socjalistycznego i konserwatywno-ziemiańskiego oraz ludowego, ale wiele elementów wziął właśnie z tego pierwszego. Powiązanie go z tradycją buntu, połączenie kwestii narodowej z socjalną, a więc solidarność z grupami wykluczanymi i pogardzanymi, troska o egalitaryzm – wszystko to ma korzenie w dawnych ruchach lewicowych z czasu zaborów.
– Dlatego uważam, że troska o wspólnotę musi się opierać na mądrej polityce tożsamościowej, odwołującej się do pięknych kart naszej historii i uznającej ciemne karty za przestrogę na przyszłość. Trzeba przy tym odwoływać się do różnych tradycji patriotycznych. Z jednej strony warto wracać do idei patriotyzmu konstytucyjnego, dumy z naszej tradycji demokratycznej i pięknej konstytucji. Rzecz w tym, że taki model patriotyzmu bywa niezrozumiały i zbyt abstrakcyjny, by pociągnąć za sobą masy. Dlatego uważam, że dziś w Polsce wielkim tematem do zagospodarowania na poziomie ogólnokrajowym jest tradycja różnorodności i wyjątkowości poszczególnych regionów Polski. Sądzę, że te tematy leżą naturalnie w obrębie zainteresowań lewicy, choć nie znaczy to, że inni nie mogą na nich budować. (…)

W pewnym momencie naszego rozwoju tak się zachłysnęliśmy Zachodem, że wszystko, co typowo polskie, uznaliśmy za obciachowe. Dziś ten trend może się nie odwraca, ale przynajmniej powoli wyrównuje. (…)
– Myślę, że u nas to odcięcie się od tradycji folklorystycznych ma głębsze korzenie i sięga jeszcze czasów kształtowania tożsamości narodowej. Wtedy postawiliśmy na jednolitość, częściowo odcinając się od innych narodowości zamieszkujących nasz kraj, a także odwoływaliśmy się mocno do tradycji szlacheckiej kosztem ludowej. Byłoby wspaniale, gdybyśmy dziś zaczęli nasze regionalizmy przekładać na system edukacji. Mam wrażenie, że na razie budujemy tylko ogólne wyobrażenie cepelii i wzoru łowickiego. A mamy do zaoferowania znacznie więcej.

Na przykład co?
– Wspaniałą kuchnię!

Co pan poleca z naszej kuchni regionalnej?
– Niemal każdy region ma swoje potrawy certyfikowane, warto ich próbować. Mamy różne sery lokalne, oscypki, ser koryciński, kulebiaki, obwarzanki krakowskie, lubelskie cebularze, kluski śląskie itd. Uwielbiam te potrawy, zwłaszcza śląskie. (…)

Najciekawsze, że człowiek sobie często nie zdaje sprawy, jak ważne są te kwestie, dopóki nie wyjedzie za granicę i nie zobaczy ich tam w nowym świetle. Do mnie to dotarło podczas podróży do Norwegii. W moim gabinecie wisi dyplom fundacji Rafto, zajmującej się prawami człowieka. Ta nagroda jest wręczana w Bergen (…). W ceremonii wręczenia nagrody uczestniczyła duża liczba młodych ludzi, studentów lokalnego uniwersytetu, jak również sporo emerytów. Wszyscy byli ubrani w stroje narodowe (…). Tak wyrażają swoją norweskość, chłopskie pochodzenie z jednego czy drugiego regionu. To bogate społeczeństwo, które – gdyby przyjąć tylko myślenie w kategoriach ekonomicznych – nie musi inwestować w takie tradycje. (…)

Pewnie polska tradycja wieloetniczna nigdy nie odrodzi się w takim stopniu, jak to miało miejsce przed II wojną światową, ale imigranci szukający w Polsce pracy i perspektyw zaczynają powoli zmieniać nasz kraj.
– I zasypują dziurę, która powstała w wyniku emigracji Polaków z kraju na Zachód. Dziś wiele osób z Ukrainy, Białorusi, Indii, Bangladeszu i Nepalu, które do nas przyjechały, zaczyna tu zakładać rodziny i zapuszczać korzenie. To czas, w którym trzeba otoczyć ich szczególną opieką i zapewnić godne miejsce w społeczeństwie. (…)


Adam Bodnar – dr hab. nauk humanistycznych, profesor prawa na Wydziale Prawa Uniwersytetu SWPS w Warszawie. Od lat angażuje się w obronę praw człowieka. W 2015 r. został rzecznikiem praw obywatelskich. Wcześniej był wiceprezesem Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.


Fragmenty książki Adama Bodnara i Bartosza Bartosika Obywatel PL, Mando, Kraków 2020

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 28/2020

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy