Świadectwo religii

Świadectwo religii

Biskupi pokazali ministrowi Legutce, gdzie jest jego miejsce Nie wiadomo, kto w tym państwie rządzi. W każdym razie nie rząd, w którego strukturze są ministrowie kierujący poszczególnymi resortami. Raczej już Centrum Informacyjne Rządu. Kto jednak rządzi Centrum Informacyjnym? Kościół katolicki? Chyba nie, bo jest ostatnio mocno osłabiony przez PiS i o. Rydzyka. Może więc wszystkim rządzi Tadeusz Rydzyk? Sprawa wliczania ocen z religii do średniej oceny uczniów pokazuje, że tu rządem rządzi chyba Kościół. A było tak. Nowo mianowany minister edukacji narodowej, prof. Ryszard Legutko (senator PiS), po objęciu urzędu rozważał uchylenie rozporządzenia wydanego przez swojego LPR-owskiego poprzednika na temat wliczania stopnia z religii do średniej ocen na świadectwie. Swój zamiar wyraził dosyć ostrożnie, powiedział tylko w programie TVN 24, iż „nie jest entuzjastą pomysłu, żeby religia była liczona do średniej ocen”. Mało entuzjastyczny Ten brak entuzjazmu wywołał jednak burzę. Najostrzej PiS-owskiego ministra potraktował abp Głódź, współprzewodniczący Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, który stwierdził, że jeżeli nowy minister chce konfliktu i dysharmonii społecznej, to będzie je miał. Po tych słowach prof. Legutko albo powinien „zagrać biskupowi na dysharmonii”, albo podać się do dymisji. Wybrał trzecią drogę – nabrał wody w usta. Jedna z gazet napisała, że „dostał nieformalny zakaz udzielania niekonsultowanych wypowiedzi dla mediów”. Do tej pory jeszcze się nie odezwał, wygląda więc na to, że jest tylko ministrem malowanym, a nie z krwi i kości. Zresztą abp. Głodzia wsparł słownie kard. Stanisław Dziwisz, który wygłosił tzw. poważne ostrzeżenie: Kościół nie chciałby wrócić do czasów walki z religią w szkołach. Politycy PiS chcieliby ten problem szybko zamieść pod dywan mniejszościowego rządu, bo senator Krzysztof Putra w zastępstwie ogłuszonego Legutki powiedział: „Oświadczenie CIR kończy temat”. To jednak tylko pobożne życzenie. Przeciwko kunktatorskiej i rozpaczliwej polityce gabinetu Jarosława Kaczyńskiego wystąpiła nie tylko opozycja polityczna, lecz także przedstawiciele elit intelektualnych i naukowych. Nie mówiąc o tym, że przeciwko wliczaniu ocen z religii jest większość naszego z gruntu katolickiego społeczeństwa. Zdecydowana większość Polaków (ponad 60%) uważa, że oceny z religii nie powinny być wliczane do średniej na świadectwie – tak przynajmniej wynika z najnowszego sondażu GfK Polonia dla „Rzeczpospolitej”. Kto by się tam jednak przejmował takimi sondażami. Posłanka PO, a zarazem przewodnicząca sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży stwierdziła, że rząd sam sobie podstawił nogę. Poruszył śmierdzący problem i zainicjował wojnę ideologiczną. Zdaniem posłanki, gdyby niczego nie ruszał w warunkach porozumienia z Kościołem, miałby spokój przynajmniej na odcinku religii. Religia do Trybunału Tymczasem bardziej radykalna opozycja SLD skwapliwie wykorzystała ten niewinny „poślizg” prof. Legutki. W tej sprawie ostro i zgryźliwie wypowiedziała się już nie tylko wiceprzewodnicząca partii Joanna Senyszyn, ale także lewicowy europarlamentarzysta Andrzej Szejna. Wyraził on zdecydowany sprzeciw wobec rządowo-CIR-owsko-kościelnych rozstrzygnięć. Postraszył również władze nie tylko Trybunałem Konstytucyjnym, (za niezgodność decyzji z konstytucją RP i ustaleniami konkordatu), ale nawet Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości, bo jego zdaniem rozporządzenie łamie Europejską konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. „Błędem jest traktowanie oceny z religii analogicznie do ocen z innych przedmiotów, gdyż istotą nauki są w tym wypadku kwestie niematerialne, duchowe, fakty stanowiące elementy wiary, a zatem nie zawsze potwierdzone historycznie”, napisał w swym oświadczeniu. Europoseł Szejna nie postawił kropki nad i i nie wyjawił, które to elementy nauki religii w szkole nie mają historycznego potwierdzenia, ale robią to za niego niezależni publicyści i naukowcy. Filozof prof. Magdalena Środa zapytuje wprost: „Jak można oceniać wiarę? Wszak religia nie ma nic wspólnego z rozumem, a według wielu ojców i doktorów Kościoła rozum i umiejętność korzystania zeń są niebezpieczne dla religii. Zadaniem szkoły jest nie tylko przekazywanie faktów, umiejętność ich syntezy i analizy, ale również umiejętność krytycznego myślenia i samodzielność intelektualna. (…) Na lekcjach religii prócz modlitw i pewnych religijnych „faktów” dziecko uczy się przede wszystkim posłuszeństwa i żarliwości, no bo jak debatować o dogmacie niepokalanego poczęcia czy pytać o stopień zażyłości między serafinami a cherubinami? Jak wobec tego w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem oceniać to, czego oceniać się nie da? Jak dawać stopnie z Anioła Pańskiego?” („Gazeta Wyborcza” 20.08.br.). Ku pamięci Prof. Barbara Stanosz w wywiadzie dla

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2007, 35/2007

Kategorie: Kraj