Syberia pod wodą

Syberia pod wodą

Jakuck był oddalony od zagłady zaledwie o 32 centymetry. Wciąż zagrożone są inne miejscowości Dalekiej Północy

Prawosławni kapłani wzięli ikony i krzyże. Stanęli wraz z tłumem wiernych na wale ochronnym. 30 centymetrów pod ich stopami szalały z hukiem wody wezbranej Leny.
“Módlmy się, aby Bóg odwrócił od nas zło, aby ocalił miasto i mieszkańców przed powodzią”, wezwał arcybiskup Leńska i Jakucka. Dla pierwszego z tych miast na ratunek było już za późno. Woda wdarła się do Leńska, zmywając kilkaset drewnianych domów z powierzchni ziemi. Żywioł zniszczył lub ciężko uszkodził pięć tysięcy budynków, dwa mosty, siedem klinik i szpitali oraz 26 szkół. W prawie 30-tysięcznym mieście, położonym 840 km na południe od Jakucka, zginęło pięć osób, a dwie uznano za zaginione. Większość mieszkańców odmówiła ewakuacji i przeczekała wielką wodę na dachach w obawie, że ich domy zostaną splądrowane. Kiedy fala powodziowa cofnęła się, minister ds. sytuacji nadzwyczajnych Rosji, Siergiej Szojgu, zaproponował, aby odbudować Leńsk w innym miejscu. Arcybiskup mógł modlić się już tylko o ocalenie 200-tysięcznego Jakucka, stolicy autonomicznej Republiki Jakucji.
Syberię nawiedziła najgroźniejsza powódź od ponad stu lat. Na razie trudno oszacować wyrządzone szkody. Wiele miejscowości i wiosek jest odciętych od świata, woda zerwała mosty i połączenia telefoniczne. Według ocen Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, tylko w rejonie nad Leną kataklizm spowodował straty w wysokości 200 milionów dolarów. W liście otwartym do rosyjskich biznesmenów proszący o pomoc gubernator Jakucji, Wasilij Własow, stwierdził, że jedynie nad dolnym biegiem Leny swe domy utraciło 70 tysięcy ludzi. Być może, klęska dotknęła połowę spośród miliona mieszkańców Jakucji, słabo zaludnionej republiki, ponad 10 razy większej od Polski. Powodzianie

koczują w szałasach

i w namiotach. Do wielu nie dociera żadna pomoc. Ale klęska dotknęła także inne regiony. Z Kyzył, stolicy autonomicznej Republiki Tuwy, położonej przy granicy z Mongolią, ewakuowano dwa tysiące ludzi, gdy niektóre dzielnice zalały wody wezbranego Jeniseju.
To kolejna klęska naturalna na Syberii i Dalekim Wschodzie Rosji w ciągu zaledwie kilku miesięcy. Ostatnia zima była w tych regionach najsroższa od półwiecza. Temperatura spadła do minus 50 stopni, władze nie były w stanie w dostatecznym stopniu ogrzać 600 tysięcy mieszkań. Rzeki skuła wyjątkowo gruba pokrywa lodowa. Kiedy przyszły wiosenne roztopy, lód pękał, lecz nie spływał – na syberyjskich rzekach utworzyły się wielokilometrowe, lodowe zatory. Rzeki wezbrały, zasilone wodą z deszczów i topniejących śniegów, ale koryta były blokowane przez ogromne, lodowe pola. Władze wysłały do akcji wojskowe śmigłowce i samoloty, które zbombardowały zatory na Lenie, czwartej z wielkich rzek Rosji (4400 km długości). Nie udało się jednak ocalić Leńska. W obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa znalazła się stolica republiki. Ekipy ratownicze, żołnierze i studenci pospiesznie umacniali w Jakucku wał przeciwpowodziowy. Ciężarówki dowoziły bez przerwy worki ze żwirem i piaskiem. W poniedziałek, 21 maja, woda zalała przedmieścia. Niektórzy mieszkańcy uciekali tak pospiesznie, że nie zdążyli zabrać skazanego na pewną zgubę bydła. Władze przygotowały ośrodki ewakuacji, zamknięto urzędy i sklepy, pacjentów szpitali przeniesiono na wyższe piętra. Ogłoszono zakaz sprzedaży alkoholu. “Łatwiej nam będzie ratować trzeźwych ludzi”, stwierdziła rzeczniczka regionalnego rządu Jakucji, Tatiana Tarasowa. Ulicami krążyły autobusy z głośnikami, z których nadawano ostrzegawcze komunikaty: “Uwaga, tu Komitet Przeciwpowodziowy. Kiedy rozlegnie się wycie syren, zabierajcie dzieci, pieniądze, ciepłą odzież i uciekajcie. Syreny odezwą się, gdy poziom wody osiągnie 9,5 metra”. Tyle właśnie wynosi wysokość wałów ochronnych.
22 maja Jakuck był oddalony od zagłady zaledwie o 32 cm. Poziom Leny sięgnął 9,18 m. Samoloty zrzuciły 72 bomby na lodowy zator, rozciągający się na długości ponad 30 kilometrów. Biała barykada pozostała jednak nietknięta. Do ostatniej akcji poderwały się śmigłowce bojowe, zrzuciły na lód kontenery z materiałami wybuchowymi. Po serii ogłuszających eksplozji

lody niespodziewanie ruszyły.

Do wieczora wody Leny opadły poniżej poziomu alarmowego. Tatiana Tarasowa określiła to mianem “cudu”. Stolica została uratowana, lecz w dolnym biegu rzeki zostało jeszcze wiele zatorów lodowych i mogą zostać zalane liczne mniejsze miejscowości.
24 maja region katastrofy odwiedził prezydent Władimir Putin. Zapowiedział rządową pomoc na odbudowę zniszczeń, nie wykluczył skorygowania w trybie pilnym budżetu państwa. Pieniądze dla dotkniętych przez klęskę obszarów mają pochodzić m.in. ze sprzedaży złota i wielkich jakuckich diamentów, będących w posiadaniu państwowego przedsiębiorstwa Alrosa. Wartość kamieni szlachetnych oceniana jest na ponad 30 milionów dolarów.
Komentatorzy podkreślają, że klęski żywiołowe są szczególnie dotkliwe w niezwykle surowych warunkach klimatycznych Dalekiej Północy. Jakuck został rozbudowany w sowieckich czasach jako ośrodek górnictwa złota i diamentów. Jest to największe miasto świata wzniesione na wiecznej zmarzlinie. Domy powstały na wbitych młotami parowymi w zamarzniętą ziemię, betonowych i drewnianych palach. Zdaniem specjalistów, w następstwie efektu cieplarnianego Jakuck ulegnie zniszczeniu około 2030 roku – wtedy zniknie wieczna zmarzlina i

budynki runą jak domki z kart.

Na razie skutków efektu cieplarnianego nie widać. Zima trwa tu 7 miesięcy, a temperatury spadają do minus 50 stopni. Za to podczas krótkiego lata mieszkańców dręczą 40-stopniowe upały, roje krwiożerczych meszek i komarów. Jakuck nie ma połączenia drogowego ani kolejowego z innymi regionami Rosji. Dotrzeć tu można samolotem, latem – statkiem czy łodzią, zimą, gdy ziemia zamarznie, kolumną pojazdów z pługiem śnieżnym.
Władze sowieckie, nie liczące się z życiem ludzkim i kosztami, wzniosły na Północy kilka dużych miast, jak Norylsk, Workuta czy Magadan. W warunkach gospodarki rynkowej utrzymywanie niektórych z dalekich placówek stało się nieopłacalne. Koszty ogrzewania, konserwacji budynków i transportu żywności, którą trzeba przewozić z odległych regionów, są astronomiczne. Eksploatacja wielu złóż stała się nieekonomiczna, górnicy tracą pracę, pustoszeją całe osady. Zimą władze nie są w stanie zapewnić zaopatrzenia zamarzającym miastom. Przed dwoma miesiącami Ministerstwo Gospodarki w Moskwie przedstawiło plan wycofania się z niektórych regionów Dalekiej Północy. Obecna niszczycielska powódź może przyspieszyć realizację tego planu.

Wydanie: 22/2001

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy