Szanuj bliźniego swego (lewicowego)

Szanuj bliźniego swego (lewicowego)

Tym, którzy uważają, że debaty programowe są dziś zwykłą stratą czasu, bo skuteczna polityka, tu i teraz w Polsce, polega na wyłonieniu zdecydowanego i bezpardonowego wodza, który przy pomocy grupy zauszników i pieniędzy na doradców od wizerunku poprowadzi partię ku sukcesom, dedykuję opinie, jakie do „Przeglądu” trafiły po tekście Aleksandra Kwaśniewskiego, inaugurującym prace nad „Projektem dla Polski”. Dla mnie ważne jest oczywiście to, że z tą inicjatywą wiąże nadzieje aż tylu ludzi z bardzo różnych środowisk. A zwłaszcza determinacja, z jaką podkreślają, że już najwyższa pora, by przestać zostawiać przestrzeń publiczną specjalistom od pyskówek, podróży samolotowych i incydentów granicznych. Że lewica musi mieć program alternatywny zarówno wobec polityki rządu, jak i propozycji PiS. Warto przy tym podkreślić, że sympatycy lewicy fatalnie i wręcz alergicznie odbierają wszelkie próby zawierania mariaży i porozumień z PiS. Nie aprobują tego typu zachowań, bo mają lepszą pamięć o dwóch latach rządów tej partii niż część niebywale elastycznych i wiecznie krótkowzrocznych polityków lewicy. Ileż razy można naiwność czy brak kompetencji usprawiedliwiać młodym wiekiem i brakiem doświadczenia? Zwłaszcza że lewicowym wilczkom brakuje chęci do pracy zespołowej. Efekt takiej polityki nietrudno przewidzieć. Martwi to szczególnie tych, którzy są związani z lewicą i w niej upatrują swojego reprezentanta. To od nich słychać najczęściej, że przestali mieć na kogo głosować. Że są głęboko rozczarowani obecnym stanem i ofertą partii lewicowych. Że coraz mniej, jeśli w ogóle, obchodzi ich, kto już odszedł, a kto będzie niebawem odstrzelony. Ten styl i taki język nie przystoi nikomu, a zwłaszcza tym, którzy mają ambicje, by reprezentować coraz światlejsze społeczeństwo. Najgorzej jest zaś, gdy takiemu wirusowi ulega lewica, która ma przecież na sztandarach wypisane podmiotowe traktowanie każdego człowieka. I dopóki nie wrócą ucywilizowane obyczaje w relacjach między politykami partii lewicowych, dopóty trudno będzie je i ich traktować poważnie. Jeśli sami się nie szanują, to kto i dlaczego ma ich szanować? Stąd coraz większe nadzieje na zmianę sytuacji pokładane są w rozwiązaniach wychodzących poza obecne partie lewicowe. Atrakcyjność „Projektu dla Polski” zdaniem wielu obserwatorów, polega również na tym, że jest on pomyślany jako niezależna organizacja, niezwiązana z jakąś konkretną partią, choć gotowa współpracować z różnymi środowiskami lewicowymi i centrolewicowymi.
Polacy po wejściu do UE i na progu wprowadzenia wspólnej waluty potrzebują nowego, ambitnego i śmiałego celu. Potrzebują nowej nadziei! Nadziei, że za 15-20 lat będziemy krajem o nowej, zdecydowanie wyższej jakości życia. Państwem zmodernizowanym, zdecentralizowanym, ale sprawnie zarządzanym, a dla obywateli przyjaznym i wygodnym w codziennym życiu. To nie bajka. Już są takie miejsca na świecie. I bardzo blisko, bo w Skandynawii. I daleko, jak chociażby w Kanadzie. Tam poziom życia obywateli i relacje między nimi są ważniejsze od rekordów produkcji dla produkcji.
Fundamentem lewicowego projektu musi więc być to, co dla człowieka jest najważniejsze. Warunki życia i pracy, edukacja i udział w kulturze. I to w takim wymiarze, jakiego byśmy chcieli dla samych siebie!

Wydanie: 51/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy