Szpieg w twoim domu

Szpieg w twoim domu

Historia dotycząca Kuklińskiego, którą CIA oficjalnie prezentuje, jest funta kłaków warta, stworzono mit bohatera

Vincent Viktor Severski

Dlaczego ludzie, kończąc pracę w wywiadzie, zaczynają pisać? Potrzebują adrenaliny?
– Ja już przed pójściem do wywiadu chciałem być pisarzem. Pisałem różne cuda. Rozsyłałem to po gazetach, ale one nic z tego nie opublikowały. Potem dostałem się do wywiadu i okazało się, że nie mogłem lepiej trafić. Tam mogłem pisać. Scenariusze, reportaże, charakterystyki. Napisałem tego wiele tysięcy stron. Problem w tym, że czytelników miałem z reguły trzech: szefa, naczelnika, dyrektora. A to były bardzo fajne historie. Po tym wszystkim imperatyw pisania zostaje. A z drugiej strony czasami przychodzi depresja i pisanie jest na nią sposobem.

Pisząc, przeżywa pan te historie?
– Przeżywam. Postacie, które są w książkach, mają swoje pierwowzory. Opisywane historie są w znacznej części oparte na autentycznych wydarzeniach. Piszę z doświadczenia. Ale wiem, co mogę pisać, a czego nie mogę.

Czy doświadczenie dyktowało panu wątek z oficerem SWZ Popowskim? On musi uciec z Rosji, żeby ocalić życie, bo brał udział w nieudanym spisku. Musi komuś się sprzedać. I wybiera Wolskiego, swojego polskiego przeciwnika, z którym zawsze walczył. Mówi mu: ciebie znam najlepiej, wiem, że nie jesteś kupiony, więc mnie nie zdradzisz.
– A zastanawiał się pan, dlaczego tak jest, że jak ktoś chce zdradzić własny kraj, to zapycha od razu do Brytoli?

Bo go nie sprzedadzą?
– Dokładnie. Chociaż wywiad brytyjski MI 6 KGB złomotało jak mało którą służbę świata. A jednak Rosjanin, kiedy chce zdradzić, przede wszystkim idzie do nich. Na tej zasadzie, że wie, że go nie zdradzą, że będą go chronić. Innymi słowy – Oleg Gordijewski żyje. Natomiast cały czas ma wyrok śmierci wydany w Moskwie, gdyby go dopadli. Cudów nie ma.

A Litwinienko?
– Litwinienko to była egzekucja pokazowa. Publiczna egzekucja zdrajcy na oczach całego świata. Żeby utrzeć nosa brytyjskim służbom, mediom, Wielkiej Brytanii. Dlatego dostał polonem. Gdyby chcieli go tylko zabić, toby go przejechała ciężarówka. Albo zmarłby w niewyjaśnionych okolicznościach. Na sto sposobów. Ale załatwili Litwinienkę polonem. Po pierwsze, sam pracował w dziale trucizn. Po drugie, chodziło o to, żeby umierał na oczach całego świata. Bo po polonie umiera się długo i ciężko. I to jest nie do wyleczenia. A jeszcze zabójcy zostali nagrodzeni członkostwem w Dumie Państwowej.

Nielegalni. Trzech na stu

Jak się zostaje nielegałem?
– Jest bardzo głęboka selekcja. Trzeba być człowiekiem o określonych predyspozycjach. I trzeba pasować do modelu – bo albo szukamy człowieka, którego można przypasować, albo mamy człowieka, któremu dorabiamy legendę. Ale to trudna robota. Ze stu szkolonych nielegałów do akcji wchodzi może trzech. Tylko najbogatsze wywiady świata mogą sobie na to pozwolić. Wyszkolenie, przygotowanie, stworzenie mu całej legendy, historii życia… Potem przerzut. Dla Rosjan bardzo dobrym terenem była Ameryka Południowa, tam agentów naturalizowano i przerzucano dalej.

Był też kanał przez Polskę.
– Był. Kwintesencją niech będzie ta opowieść: w Niemczech niedawno skazano za szpiegostwo małżeństwo 60-latków. Ale wywiad niemiecki doskonale wiedział, że to nie są Niemcy, tylko Rosjanie. Wiedział nawet, jak się nazywają. Oni w Brukseli prowadzili agenturę wywiadu rosyjskiego. Przez cały proces nie odezwali się ani słowem, oboje siedzieli w milczeniu na ławie oskarżonych. Zostali skazani, Rosja za nimi się nie ujmowała. Ale po zakończonym procesie ludzie z rosyjskiego wywiadu szybko się zgłosili i zabrali ich do Moskwy. Jaką trzeba mieć psychikę, jak bardzo być człowiekiem wierzącym, żeby podczas procesu cały czas milczeć!

Wierzyli w swoją służbę, której oddali całe życie.
– Generalnie wywiad rosyjski zawsze werbował młodo. Inwestuje się w dwudziestoparolatków, którzy mają szansę na karierę, bo powiązania rodzinne, bo inteligencja. Pokazuję te schematy w książkach. Młody, rokujący, dobre perspektywy, jeszcze nie daje informacji, ale kiedyś będzie kimś. Wywiad rosyjski planuje na 10, 15, 25 lat naprzód.

Bo nikt tego jeszcze nie rozpieprzył.
– I nie rozpieprzy. Bo to specyficzny kraj. Bez silnych służb specjalnych, bez wywiadu nie ma Rosji. Służby w tym kraju są jak antybiotyk. Bo innych mechanizmów nie ma. Tak było też za carskiej Rosji. To jest ciągle ta sama służba. I oni w międzywojniu, kiedy były czasy wielkich nielegałów, zasadzali ich na rozmnożenie. W Stanach Zjednoczonych. Dziś tam żyją ich wnukowie. Kim są? Nie wiemy. Jest znana sprawa 11 złapanych w USA rosyjskich nielegałów.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 51/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.


Vincent Viktor Severski (Włodzimierz Sokołowski) – oficer Departamentu I MSW (wywiad), UOP i Agencji Wywiadu, emerytowany podpułkownik, pisarz. Po szkoleniu w Kiejkutach w 1982 r. rozpoczął pracę w Wydziale XI Dep. I MSW (dywersji ideologicznej), zajmującym się m.in. kontaktami zachodnich służb z Solidarnością. Po roku 1990 pozytywnie zweryfikowany, zwolniony z wywiadu. Po powrocie przeszedł przeszkolenie w CIA. Uczestniczył w ok. 140 przedsięwzięciach operacyjnych w prawie 50 państwach. Odszedł ze służby w 2007 r.
Wielokrotnie odznaczany i wyróżniany przez władze Polski, Izraela, Wielkiej Brytanii i USA, m.in. Legią Zasługi przez prezydenta Baracka Obamę.
Autor czterech szpiegowskich bestsellerów: „Nielegalni”, „Niewierni”, „Nieśmiertelni”, „Niepokorni”. W marcu ukaże się jego najnowsza powieść „Zamęt”.

Wydanie: 51/2017

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy