Szukam kogoś, kogoś na stałe

Szukam kogoś, kogoś na stałe

PHOTO: A.JAGIELAK/SE/EAST NEWS PISARKA TEKSTOW PIOSENEK AGNIESZKA OSIECKA PRZY MASZYNIE DO PISANIA FOTO ADAM JAGIELAK 1993 ZDJECIE ARCHIWALNE

„Agnieszko, dlaczego nie tańczysz? – przysiadam się zdyszana na szkolnej zabawie do dziewczynki z warkoczem zwisającym smutno jak ucho spaniela. Milczy. – Chodź – odciąga mnie jakieś chude straszydełko. – Nie zadawaj się z nią, ona ma w domu biały telefon. – No to co? – To straszna burżujka, wróg klasowy. – Odczep się. Agnieszko, chodź, zatańcz ze mną. – Dlaczego się ze mnie wyśmiewasz? – Agnieszka marszczy wąski chudy nosek i za nic nie chce się rozpłakać. Na próżno. Za chwilę płaczemy obie. – Nie wyśmiewam się, słowo honoru! – Wszyscy się ze mnie śmieją. Poprosiłam Jasia do białego tanga i też mi odmówił – płacze zrozpaczony spaniel. – Jasio to okropna pokraka! – No właśnie, i też mi odmówił”, tak wspomina Agnieszkę Olga Lipińska w opublikowanym dwa miesiące po śmierci poetki felietonie w miesięczniku „Twój Styl”. Warszawskie dziewczyny od rana na szpilkach Olga Lipińska, choć jest bardzo zajęta, bo właśnie przygotowuje spektakl dla Teatru Żydowskiego z piosenkami Jerzego Jurandota, umawia się ze mną na spotkanie. Podejmuje pyszną, aromatyczną herbatą. Na stole leżą rozrzucone notatki i zdjęcia – reżyserka pracuje właśnie nad książką o początkach Telewizji Polskiej i jej znaczeniu dla kultury. W tym twórczym bałaganie rozmawiamy o Agnieszce Osieckiej. Rozmowa o przyjaciółce z dzieciństwa mogłaby nie mieć końca. Wracają coraz to nowe wspomnienia sprzed lat. Są jednak tematy tabu, których wolałaby nie poruszać, a na pewno nie publikować. Najchętniej mówi o dzieciństwie i młodości – bo wtedy poznała Agnieszkę. Ich przyjaźń trwała więc niemal całe życie. Olga Lipińska przyznaje, że właśnie za bezgraniczną szczerość, z jaką przyszła poetka opowiedziała jej o odrzuceniu przez chłopaka na szkolnym balu, pokochała Agnieszkę. Wielką, bezwarunkową miłością 12-latki. Ta szkolna zabawa zbliżyła dwie dziewczynki, które los umieścił w jednej szkole – niewielkim liceum żeńskim im. Marii Skłodowskiej-Curie na Saskiej Kępie, na rogu Obrońców i Poselskiej. Choć były w różnych klasach, od razu się polubiły. Dużo czasu spędzały razem. Przyjaźń dziewczynek zacieśniała radość, że obie mamy – Olgi i Agnieszki – miały na imię Maria. W tym wieku był to dość mocny argument spajający więź. Po lekcjach wychodziły razem ze szkoły i z ciężkimi teczkami w rękach snuły się po Francuskiej, powierzając sobie najważniejsze tajemnice. Czasem przez most Poniatowskiego szły do miasta, nieustannie rozmawiając o wszystkim. Lubiły przesiadywać w Klubie Międzynarodowej Prasy i Książki przy Nowym Świecie. Wiele je łączyło: obie pochłaniały książki, obie były ciekawe świata. Poza tym w szkole różniło je wszystko – Agnieszka była typem sportowym. Przez lata grała w siatkówkę, trenowała w sekcji pływackiej. Śmiała się z Olgi, że pływa jak tancerka – zgrabnie, ale nie przemieszcza się do przodu. Olga nie znosiła pozowania i oglądania amatorskich zdjęć, które Agnieszka robiła „w każdym miejscu i o każdej dobie”. Różnił je również sposób ubierania się. Agnieszka nosiła granatowy schludny fartuszek, Olga w ubieraniu miała więcej fantazji. Agnieszka w „Dziennikach” napisała o koleżance, że nosiła rozchełstany fartuch narzucony na kreacje z baskinką. Bo rzeczywiście, Olga Lipińska już w młodości była dziewczyną z fantazją i stylem. Opowiada mi, że do „Skłodowskiej” chodziły ładne dziewczyny. Jak wychodziły ze szkoły, chłopcy z sąsiedniego męskiego liceum im. Mickiewicza przychodzili, żeby je zaczepiać. Agnieszka wówczas zawsze trzymała się z boku. Dopiero po latach mężczyźni tracili dla niej głowy. Agnieszka nigdy, nawet później, jako dorosła, nie zwracała uwagi na modę i na to, jak się ubiera. Chociaż kiedyś, jak Olga Lipińska kupiła sobie czerwone buty, Agnieszka natychmiast zapragnęła „się ubrać”. Postanowiła, że również musi kupić sobie takie same czerwone buty i koniecznie kapelusz. Poetka całe życie miała zresztą słabość do kapeluszy. (…) Że każdy z nas ma własny los, oddzielny plan Autorka 2 tys. tekstów piosenek nie była muzykalna, zupełnie nie umiała śpiewać. Olga Lipińska pamięta, jak przez telefon śpiewała piosenkę do muzyki, którą napisał Adam Sławiński do programu „Listy Śpiewające”. To kompozytor trudny, jego melodie wymagają dobrego głosu i wielkiej muzykalności, więc Agnieszce zaśpiewanie „Na całych jeziorach

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2020, 30/2020

Kategorie: Kultura
Tagi: Beata Biały