Rada Henryka Sienkiewicza dla Donalda Tuska

Rada Henryka Sienkiewicza dla Donalda Tuska

Pierwszy polski laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, piszący pod pseudonimem „Litwos”, był nie tylko płodnym autorem i pokrzepicielem serc, lecz także wnikliwym obserwatorem życia politycznego, a nawet działaczem społecznym. Należał przecież m.in. do współtwórców Kasy im. Mianowskiego. Gdy słuchałem więc konferencji prasowej premiera Tuska, który odnosił się do – obrosłej już wieloma wątkami – sprawy firmy Amber Gold, do stworzonej przez nią i już upadłej linii lotniczej OLT Express oraz do roli odgrywanej przez jego syna, przypomniałem sobie plastyczne powiedzenie Sienkiewicza, że „państwa są jak dywany: wymagają od czasu do czasu przetrzepania”. Kluczowe zatem wydaje się pytanie, biorąc dodatkowo pod uwagę nie najlepsze prognozy dla Polski na najbliższą przyszłość – także w kontekście nadchodzącego prawdopodobnie kryzysu, czy ta sprawa (w połączeniu z ujawnionymi taśmami Serafina) dowodzi właśnie potrzeby po pięciu latach rządów koalicji PO-PSL takiego „przetrzepania” naszego państwa, a jeśli tak, to na czym miałoby ono polegać.
Udzielam na to pytanie odpowiedzi twierdzącej. Moim zdaniem, chodzi głównie o dwa obszary. Po pierwsze – o przestrzeganie prawa (wraz z eliminacją istniejących luk prawnych) i o właściwą kontrolę rozmaitych organów władzy. Po drugie – o ustanowienie właściwych proporcji, w gospodarce i życiu społecznym, między rolą rynku a rolą państwa. Ta ostatnia bowiem, szczególnie w aspekcie regulacyjnym, jest zdecydowania osłabiona, podczas gdy ów brak równowagi powoduje, że nad Wisłą to ludzie służą rynkom, a nie rynki ludziom.
Wielokrotnie (w tym w parlamencie) prezentowałem opinię, że od lat nie jest przestrzegany de facto art. 95 konstytucji, jasno stwierdzający, że „Sejm sprawuje kontrolę nad działalnością Rady Ministrów”. I ten proces się pogłębia. A wystarczy przyjrzeć się funkcjonowaniu Bundestagu, aby dowiedzieć się, jak powinien wyglądać w praktyce system parlamentarno-gabinetowy. To pośrednio przekłada się na poziom samorządów – nierzadko na samowolę marszałków województw, starostów, prezydentów i burmistrzów miast; mogę przytaczać też przykłady sytuacji na najniższym poziomie, gdy przewodniczący rady gminy zwołuje sesje, a wójt odmawia uczestnictwa w nich! Z tym wiążą się m.in. patologie dotyczące obsady stanowisk w spółkach skarbu państwa i spółkach samorządowych.
Drugim obszarem sprzyjającym takim i innym patologiom są praktyczne relacje: rynek-państwo. Otóż Donald Tusk i jego środowisko zawsze opowiadali się za radykalnym zmniejszeniem roli państwa. Hołdowanie koncepcjom neoliberalnym, co wywodzi się od czasu Leszka Balcerowicza, w ciągu minionych kilku lat wyraźnie się nasiliło. Faktycznie zapomniano o opiekuńczej funkcji państwa na rzecz prymitywnego urynkowienia wielu dziedzin, w tym tak wrażliwych społecznie, jak służba zdrowia, edukacja czy kultura. Kontynuowana jest polityka zwalczania spółdzielczości itd. Za to wszystko obecny rząd ponosi oczywistą odpowiedzialność. Wzrasta liczba osób wykluczonych nie tylko obiektywnie, lecz również w sensie psychologicznym – nieczujących żadnego wsparcia ze strony organów władzy. I żadne „pokazówki” (często prawnie ułomne), typu walka z dopalaczami, tego obrazu nie zmienią.
Wracając do kazusu Amber Gold, to reakcja premiera była z pewnością mocno spóźniona i niewystarczająca. Zastanawianie się głównie nad tym, jak podnieść poziom bezpieczeństwa osób inwestujących, to stanowczo za mało. Prawdą jest, że osoby chcące dobrze i szybko zarobić nie kierowały się zdrowym rozsądkiem, ale również – na co zwrócił też uwagę „Financial
Times” – na jaw wyszła nieskuteczność instytucji regulujących polski rynek finansowy. JEDYNYM KONKRETEM z konferencji Donalda Tuska stała się zapowiedź zwołania (w poszerzonym składzie) Komitetu Stabilności Finansowej, mającego się zająć działalnością tzw. parabanków. To dobrze, choć sięgnąłem do dokumentów i stwierdziłem, że zwięzła ustawa o powołaniu tegoż komitetu (kierowanego przez ministra finansów) ma niecałe cztery lata i przewiduje, że powinien się on zbierać co najmniej raz na sześć miesięcy. Szczerze mówiąc, dotychczas opinia publiczna nie była jakoś informowana o jego pracy. Co więcej – odnalazłem w swoim dossier notatkę, że zaledwie 10 miesięcy temu premier zapowiedział podniesienie ustawowe rangi Komitetu Stabilności Finansowej (tak, aby działał on permanentnie) oraz objęcie przez siebie przewodnictwa tego ciała. Jak wiele innych zapowiedzi obecnej ekipy ów pomył pozostał na papierze. Nie wydaje mi się ponadto, aby utworzono Radę Ryzyka Systemowego pod kierownictwem NBP, co także miało nastąpić.
Szef Amber Gold Marcin Plichta był kilkakrotnie skazywany na kary w zawieszeniu, ale prokuratura gdańska (w mateczniku PO!) ignorowała w latach 2009-2010 doniesienia o przestępstwie, odmawiając wszczęcia postępowania lub je umarzając. A przecież do niedawna ministrowie sprawiedliwości (wiadomo, z jakiej partii się wywodzący) pełnili również funkcje prokuratora generalnego. Mogli więc aktywnie działać. Ta kwestia wymaga bezwzględnie wyjaśnienia i dlatego (choć nie jestem generalnie zwolennikiem mnożenia komisji śledczych) tym razem jej powołanie na podstawie art. 111 konstytucji uznaję za zasadne. Teraz prokuratura raczej nie powinna kontrolować sama siebie. Charakterystyczne przy tym, że min. Jarosław Gowin uprawia obecnie grę w króla Ciszka – nie zabierając głosu, choćby w materii nieudolności sądów, które mogły już w ubiegłym roku zarządzić likwidację omawianej spółki. Czyżby minister swoją aktywność wyczerpał na protestach w sprawie wejścia w życie metody in vitro, ustawy o związkach partnerskich czy ratyfikacji przez Polskę Konwencji Rady Europy o zwalczaniu przemocy wobec kobiet?
I jeszcze dwie drobne kwestie. Jadwiga Staniszkis w wywiadzie dla Onetu niedwuznacznie sugeruje, że bezkarność założyciela spółki Bursztynowe Złoto może wynikać z jego powiązań ze służbami specjalnymi. To pachnie teorią spiskową, gdyż prawdopodobnie chodzi o zwykłe niedbalstwo i słabość państwa. Ma natomiast rację, gdy stwierdza, że premier nie rozumie (ja dodałbym – udaje, że nie rozumie), iż „jego syn został ściągnięty do interesu związanego z Amber Gold właśnie dlatego, że ma na nazwisko Tusk”. Dodatkowo – jeśli jest prawdą, że prezydent Gdańska Paweł Adamowicz jeszcze niedawno określał publicznie małżeństwo Plichtów mianem „nowoczesnych Wałęsów”, to – będąc katolikiem – za ten ciężki grzech powinien odpokutować i np. przez miesiąc leżeć rano plackiem w wybranym przez siebie kościele.
Czas najbliższy pokaże, czy Donald Tusk skorzysta z rad Henryka Sienkiewicza o konieczności „przetrzepania” naszego państwa. Jest ono słabe, a ściślej, „miękkie” – w znaczeniu, które mu nadawał szwedzki noblista, wybitny ekonomista Gunnar Myrdal. Jeśli tego premier nie uczyni, to prawdopodobnie będą to musieli zrobić polscy wyborcy!
15 sierpnia 2012

Wpis z blogu http://iwinski.blog.onet.pl

Wydanie: 34/2012

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy