Tag "Bartosz Cichocki"
Cichocki przejrzał na oczy
Gwiazdeczką mediów stał się ostatnio Bartosz Cichocki. Były ambasador w Kijowie zwrócił otrzymany z rąk prezydenta Zełenskiego w czerwcu 2022 r. Order „Za zasługi” II klasy. Byłego wiceministra spraw zagranicznych w rządzie PiS (2017-2019) i ambasadora Polski w Ukrainie (2019–2023) oburzyło nadanie przez Zełenskiego jednostce wojskowej imienia Bohaterów UPA. Trudno na tę decyzję się nie oburzyć, ale Cichockiemu przejrzenie na oczy zabrało dziewięć lat. Tyle czasu zajmował się Ukrainą i niczego nie widział. Pisowski dyplomata przez dziewięć lat nie słyszał, co wykrzykiwali uczestnicy masowych probanderowskich demonstracji. Oddał jeden order, a co z drugim? W grudniu 2022 r. gen. Załużny uhonorował go Krzyżem Zasługi. Może Cichocki liczy na prezydenturę tego generała? Kabotyńskie gesty po tylu latach na dobrych posadach za bardzo dobre pieniądze to humbug i kpina. Wysyłając Cichockiego do Kijowa, PiS pokazało, jak mierną prowadziło politykę.
Klęska polityki wschodniej
Bartosz Cichocki, ambasador RP w Kijowie w latach 2019-2023, poinformował, że „w związku z decyzjami prezydenta Ukrainy honorującymi UPA i kolaboranta niemieckich nazistów” odesłał Wołodymyrowi Zełenskiemu otrzymane w 2022 r. odznaczenie. Odesłał, bo prezydent Zełenski nadał jednej z ukraińskich jednostek imię Bohaterów UPA. Uczynił to „w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska”.
Wcześniej w tej sprawie do MSZ zaproszony został ambasador Ukrainy Wasyl Bodnar, gdzie przyjął go wiceminister Marcin Bosacki. Z komunikatu wiemy, że „polska strona jasno wyraziła sprzeciw wobec decyzji prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i jasno wyjaśniła, jak bolesna była ona dla Polaków. Podkreśliła też, jaki gniew wywołuje to w Polsce i jak mocno zniechęca wielu Polaków do Ukrainy w tym trudnym wojennym czasie”. Był też komunikat rzecznika MSZ, który pisał: „Jednoznacznie negatywnie oceniamy nadanie ukraińskiej jednostce imienia Bohaterów UPA”.
Wszystko jasne? Otóż nie. Co najmniej od 11 lipca 2003 r., od uroczystości w Pawliwce (dawniej Poryck) z udziałem prezydentów Polski i Ukrainy, Aleksandra Kwaśniewskiego i Leonida Kuczmy, którzy w 60. rocznicę zbrodni wołyńskiej wspólnie odsłonili Pomnik Pojednania Polsko-Ukraińskiego,
Opcja rezerwowa
Po 10 miesiącach możemy mówić, że kończy się opera mydlana „szukamy ambasadora RP w Berlinie”. Wszystko zaczęło się w listopadzie 2021 r., kiedy to ambasador Andrzej Przyłębski ogłosił publicznie, że rezygnuje z funkcji – popracuje do stycznia, a potem koniec. To nie było dyplomatyczne zachowanie, bo w ten sposób Przyłębski postawił w mało ciekawej sytuacji ministra spraw zagranicznych i w ogóle swoich zwierzchników w Polsce. W cywilizowanych krajach zasadą jest, że gdy państwo ogłasza, że urzędującemu ambasadorowi kończy się kadencja, to następca już stoi
Wystarczyło zostać
Bez przesady można o nim powiedzieć Bartek Wędrowniczek. Zanim, jako wynalazek Waszczykowskiego, trafił do MSZ, związany był m.in. z BBN, PISM, Ośrodkiem Karta. W Rosji robił za rzecznika prasowego polskiej ambasady. Doradzał szefowi Agencji Wywiadu. Gdy w końcu Bartosz Cichocki został ambasadorem w Ukrainie z nominacji Czaputowicza, szybko wpadł w tarapaty. Jeszcze w styczniu był u ministra Raua na krótkiej liście ambasadorów do wymiany („Do Reczy”). Nie zdążyli go odwołać, bo wybuchła wojna. Cichocki na wszelki wypadek nie wyjechał z Kijowa. Ubrany
Wschód – strefa ciszy
Jak wygląda polska polityka wschodnia? Cóż, trudno oceniać coś, czego nie ma. Tak rozmawiają sobie pracownicy MSZ. I pewnie wiele się nie mylą. A czy jakimś przełomem jest spotkanie ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem? Doszło do niego niejako przy okazji, podczas sesji Komitetu Ministrów Rady Europy w Helsinkach. Było to pierwsze spotkanie szefów MSZ obu krajów od roku 2014. A to pokazuje, jak bardzo zamrożone są te kontakty.
Świat alternatywny
Z reguły jest tak, że organizatorzy jakiegoś ważnego przedsięwzięcia zbierają później tego owoce – są chwaleni, ciepło o nich się pisze i mówi, wybiera do gremiów decyzyjnych. No to właśnie Polska zaprzeczyła tej regule, po raz kolejny „zagrała” inaczej niż wszyscy. Naprawdę trzeba nie mieć wyobraźni, żeby w Katowicach zorganizować konferencję klimatyczną. I żeby na dodatek odbywała się 4 grudnia. Nie ma co się dziwić, że światowe relacje z konferencji były mniej więcej takie jak kanału Euronews: „Polska jest czarną owcą








