Wschód – strefa ciszy

Wschód – strefa ciszy

Jak wygląda polska polityka wschodnia? Cóż, trudno oceniać coś, czego nie ma. Tak rozmawiają sobie pracownicy MSZ. I pewnie wiele się nie mylą.

A czy jakimś przełomem jest spotkanie ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem? Doszło do niego niejako przy okazji, podczas sesji Komitetu Ministrów Rady Europy w Helsinkach.

Było to pierwsze spotkanie szefów MSZ obu krajów od roku 2014. A to pokazuje, jak bardzo zamrożone są te kontakty.

Co ciekawe, w polskim komunikacie o spotkaniu najwięcej napisano o tym, że rozmowy dotyczyły wraku smoleńskiego TU-154M. Żeby Rosja nam go oddała. I to jest najważniejsza sprawa w naszych stosunkach?

Komunikat wspomniał też, że rozmawiano o Ukrainie. Pytanie tylko – jak.

Zapowiedziano również regularne konsultacje na szczeblu dyrektorów. Cóż, niżej nie można było. Ale dobre i to, nie da się bowiem prowadzić jakiejkolwiek polityki, nie rozmawiając.

Na marginesie tego spotkania nie sposób nie zauważyć, że mogłoby ono wyglądać inaczej, gdyby nasza ambasada w Moskwie trochę inaczej działała. Lub też – w ogóle działała. Bo wygląda jak oblężona twierdza. A ambasador Włodzimierz Marciniak jak oblężony wojownik, który zza bezpiecznych murów niechętnie się wychyla. Może warto byłoby zmienić tę taktykę?

Pytanie tylko, jaki jest powód tej strategii zamkniętej twierdzy. Czy zależy to od ambasadora? A on, raczej naukowiec, a nie dyplomata, nie ma naturalnych predyspozycji, by spotykać się z ludźmi? A może to zależy od centrali, która każdą inicjatywę wyjścia do gospodarzy traktuje podejrzliwie? I to Warszawa jest tym hamulcowym.

Nie wyrokując w tej sprawie, warto spojrzeć, jak funkcjonują inne polskie ambasady za wschodnią granicą. Jeśli chodzi o ambasadę w Mińsku, również mamy milczenie, zdaje się, że już nawet służby prezydenta Łukaszenki nie za bardzo się interesują, co tam się dzieje, co nasi dyplomaci mówią i robią.

A Ukraina?

Los ambasadora Jana Piekły jest chyba wyraźnym ostrzeżeniem dla wszystkich ambitnych szefów placówek. Piekło, mimo że Warszawa zaczęła zamrażać kontakty z Kijowem, próbował zachować resztki dobrych wzajemnych emocji. Ale się nie udało. Pod koniec roku 2018, po dwóch latach pracy, został odwołany. Zastąpił go wiceminister Bartosz Cichocki. W Warszawie tłumaczono, że to sygnał, że stosunki z Ukrainą traktujemy priorytetowo, i dlatego wysyłamy tam tak silnie umocowaną w polskim establishmencie osobę.

I co? Ambasador Bartosz Cichocki buduje nową twierdzę. Ogląda ukraińskie programy telewizyjne i protestuje, kiedy coś w sprawach historycznych mu się nie podoba. Poza tym obserwuje.

Nie zbliża się do nowego prezydenta, do jego ludzi, nie próbuje budować jakichś relacji. Obserwuje.

Znaczy – człowiek ostrożny i taki, co zawsze będzie miał rację, bo przekaże swoje zdanie, gdy już wszyscy inni się wypowiedzą i zrobią, co mieli zrobić.

Będzie to więc bez znaczenia.

Wydanie: 23/2019

Kategorie: Aktualne, Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy