Tag "Cristiano Ronaldo"
VAR kiepski, Niemcy fatalni
Dramaty i sensacje fazy pucharowej mundialu
Era VAR zapowiadała się jako nowy, wspaniały świat futbolu, bez omyłek sędziowskich, korygowanych odtąd przez nieludzko precyzyjne czujniki i oko kamery, któremu miało nic nie umknąć. Ten mundial pokazuje jak żaden inny turniej, że jest dobrze, a nawet beznadziejnie, bo wszystko i tak pozostaje kwestią sędziowskiej interpretacji.
Wiele drużyn zostało już skrzywdzonych przez opaczne odczytanie VAR-owskich powtórek, ale żadna nie przeżyła takiego dramatu jak Chorwaci. Kiedy kolejny z armii żwawych weteranów mundialowych, 37-letni Ivan Perišić zdobył osiem minut po przerwie gola, wydawało się, że dość niemrawa w pierwszej połowie Chorwacja złapie wiatr w żagle i sprawi Portugalczykom psikusa. Ale kilka minut później sędziowie uznali, że należy rozpatrzyć pod kątem ewentualnej jedenastki bardzo niejednoznaczne starcie w polu karnym Chorwatów. I tu jest pies pogrzebany: gremium VAR-owskie, zamiast służyć korekcie ewidentnych przeoczeń i błędów głównego arbitra, stało się dyskusyjnym klubem filmowym, w którym dysponujący ujęciami z kilku kamer panowie szukają dziury w całym i nierzadko przywołują sędziego do nibyfauli, których nawet sami piłkarze nie zauważają. A sędzia, kiedy już pobiega do monitora, pod presją i sugestią swoich wideoasystentów często dostrzega coś, czego nie widać – wpatruje się w stopklatkę na ekranie, przygląda sytuacji w różnych kadrach i szuka nowych sensów niczym Grzegorz Królikiewicz na swoich słynnych zajęciach z analizy filmu w łódzkiej Filmówce. Potem dyktuje karne, które dyplomatycznie nazywane są miękkimi, lecz w istocie mają twarde konsekwencje. Jak ten, wykorzystany przez Cristiana Ronalda, wciąż nienasyconego grą i łasego na gole – chwilę wcześniej minimalnie spalił przy zdobyciu nieuznanej bramki.
Interpretacyjna nadprodukcja rzutów karnych z powodu wydumanych fauli i przypadkowych zagrań ręką jest jednak niczym wobec chwili, gdy człowiek wbrew rozumowi i sprawiedliwości ulega automatycznym werdyktom sztucznej inteligencji. Sędzia tak się głowił nad powtórkami, że mecz przedłużył o 19 minut, a w tej pozaregulaminowej dogrywce najpierw Gonçalo Ramos trafił prawidłowo dla Portugalii, a w ostatnich sekundach doliczonego czasu równie legalnie wyrównał Igor Matanović. Dziki szał radości Chorwatów, którzy urwali się ze stryczka,
Szaleństwo króla Krystiana
Rzecz o zmierzchaniu bogów
Cristiano Ronaldo znowu zwariował. Niewykluczone, że w czwartkowy wieczór w Dublinie po raz ostatni zagrał w reprezentacyjnym meczu o punkty. Jeśli to miałoby być pożegnanie jednej z futbolowych legend XXI w., trzeba przyznać, że CR7 nie mógł sobie zafundować bardziej trefnej puenty kariery.
Podczas feralnego meczu z Irlandią kapitan zszedł z okrętu jako jeden z pierwszych, po godzinie gry, z czerwoną kartką za chamski atak łokciem na rywala. Nie w walce o piłkę, w żadnej mierze nie dało się tego zinterpretować jako przypadkowego uderzenia, Portugalczyk zamachnął się na przeciwnika z premedytacją, bo puściły mu nerwy, po prostu złośliwie uderzył zawodnika w plecy. A właściwie łomotnął z całych sił. Na ulicy za taki numer byłby, w szczęśliwym przypadku, dostał paragraf 217, dołek, a potem w najlepszym razie prace społeczne.
Zgodnie z przepisami FIFA za taki incydent grozi co najmniej trzymeczowa karencja w meczach o punkty. Zapewne znajdzie się wiele okoliczności łagodzących, jak choćby ta, że to pierwsza reprezentacyjna czerwona kartka, choć w zmaganiach klubowych Ronaldo wylatywał za podobne incydenty wielokrotnie.
Zatem kapitan kadry Portugalii najwcześniej może zagrać dopiero w ostatnim meczu grupowym na mundialu. Jeśli miałoby się okazać, że będzie to mecz decydujący o awansie, wcale nie jest powiedziane, że trener się ugnie i wystawi 41-letniego napastnika tylko za zasługi. Trzeba też wziąć pod uwagę, że czas po czterdziestce płynie szybciej, każdy miesiąc jest nieomal jak rok dla organizmu aktywnego sportowca w tak kontaktowej grze jak piłka nożna, prawdopodobieństwo kontuzji,
de facto zamykającej karierę, rośnie niepomiernie. CR7, aby marzyć o grze na mundialu, musiałby się oszczędzać w lidze saudyjskiej, a przecież, oszczędzając się, może wcale na powołanie nie zasłużyć. To wszystko z powodu chuligańskiego wybryku, który wynikał tyleż z doraźnego stresu, co z narastającej frustracji nieubłaganym upływem czasu.
Mecz się nie ułożył, już w pierwszej połowie wynik ustalił Troy Parrott – rosły napastnik holenderskiego AZ Alkmaar, najbardziej wartościowy gracz klubu, z którym tydzień przed Bożym Narodzeniem zmierzy się w Białymstoku Jagiellonia w Lidze Konferencji. Irlandia
Katar przeminął, bóle głowy pozostały
Kolejni trenerzy mieli znikomy wpływ na postawę i sposób gry Lewandowskiego „Po 36 latach zagraliśmy w jednej ósmej finału mistrzostw świata, ale okrzyknięcie tego sukcesem byłoby gigantycznym błędem. Jeśli uznamy to za dobry udział w turnieju, to pogrążymy się w bylejakości na lata”, podsumował występ naszej reprezentacji w Katarze jeden z najlepszych piłkarzy w polskiej historii, Włodzimierz Lubański. Fatalny obraz zmagań grupowych (0:0 z Meksykiem, 2:0 z Arabią Saudyjską i 0:2 z Argentyną) nieco przesłoniły niezłe fragmenty








