Tag "galerie sztuki"
Nasza druga strona ciszy
Surrealizm staje się remedium na współczesne lęki. Pomaga rozbroić wewnętrzne napięcia
„Gdy już nie będę mogła mówić, będzie o mnie milczał wiatr”*, pisała w wierszu „Obecność” Erna Rosenstein. Taka cisza jednak nie zapadła. Dziś mówią za nią jej obrazy – i to donośnie. Oczy świata sztuki zwróciły się właśnie na Polskę – w wiedeńskim Belwederze otwarto dużą monograficzną wystawę malarstwa artystki (1913-2004), przedstawiając ją jako jeden z najbardziej oryginalnych głosów w europejskiej sztuce powojennej. Świadectwem rangi tego wydarzenia jest fakt, że ekspozycji oddano przestrzeń muzealną aż na pół roku.
Miło mi było jako Polakowi włączyć się w międzynarodowy tłum zwiedzających, zachwyconych przywiezionymi z Polski 80 obrazami. Nie opuszczało mnie przy tym pytanie: skąd wzięło się nagłe zainteresowanie znaczącego muzeum europejskiego tą stosunkowo mało znaną artystką? I o czym ono świadczy?
Przede wszystkim Erna Rosenstein przestaje być twórczynią mało znaną. W ostatnich latach prezentacje jej dzieł odbyły się w Londynie, Nowym Jorku, Zurychu czy Kassel. Wiedeńska ekspozycja wpisuje się w ten harmonogram, podkreślając zarazem wiedeński ślad w jej biografii. To tutaj artystka uczyła się w latach 30. ubiegłego wieku. Do Wiednia wysłał ją ojciec – sędzia lwowski – w obawie przed wejściem córki do kręgów lewicującej młodzieży oraz grozą narastającej w Polsce niechęci do Żydów.
Duża część abstrakcyjnych obrazów ukazanych na wiedeńskiej wystawie rodzi skojarzenia z kwiatami, tkankami czy anatomią ciała. Emanuje z nich zachwyt nad biologicznym fenomenem życia i jego zagadkowością. Odbiorców fascynuje to szczególnie, gdyż wiedzą, że te formy tworzyła kobieta obciążona niewyobrażalną traumą. Najmocniejszym ładunkiem tej twórczości – tym, który przyciąga wielu i w tajemniczy sposób w tych dziełach eksploduje – są jej makabryczne doświadczenia z czasów okupacji.
Artystka poznała piekło lwowskiego getta. Po ucieczce stamtąd w 1942 r. rodzice Erny zostali zamordowani w jej obecności w lesie pod Małkinią przez przewodnika, który za opłatę miał zapewnić im schronienie. Dziewczyna uciekła przed przeznaczoną dla niej kuli. Na dodatek musiała później w dramatycznych okolicznościach wyrzec się związku z zamordowanymi rodzicami, a nawet milczeniem osłonić sprawcę, by przed małomiasteczkowym tłumem zataić swoje pochodzenie. „Jak można z takim bagażem żyć dalej,
Wystawa „Jenseits der Stille”
Wiedeń, Unteres Belvedere (Dolny Belweder)
do 10 stycznia 2027 r.
Poza granice realizmu
Courbet, choć zapamiętany głównie za przyczyną skandalizującego obrazu, otworzył świat na impresjonizm, ekspresjonizm i kubizm
W Wiedniu, w Muzeum Leopoldów, trwa wystawa malarstwa Gustave’a Courbeta. Przeciętnym bywalcom muzeów ten francuski malarz z XIX w. (1819-1877) nie jest chyba zbyt dobrze znany. W Polsce nie było żadnej monograficznej prezentacji jego dorobku, ale przez znawców określany jest jako artysta, który całkowicie przeobraził światowe malarstwo, otwierając je na wszystko, co dziś nazywamy nowoczesnym. Stało się to dla mnie wielką zachętą do odwiedzenia tej wystawy, okrzykniętej jednym z najważniejszych wydarzeń artystycznych roku w Unii Europejskiej.
Ekspozycję zorganizowano we współpracy z Muzeum d’Orsay w Paryżu i Muzeum Folkwang w Essen, pod patronatem honorowym aż trzech prezydentów państw: Austrii, Niemiec i Francji. Dobitnie podkreśla to uznanie wyjątkowego znaczenia tego twórcy dla dorobku artystycznego całej naszej Europy. Na czym zatem polegają niezwykłe dokonania Courbeta?
Pytanie budzi szczególne, nieco pikantne skojarzenia. Na plakacie wystawy wyeksponowany został bowiem dokładny,
Gustave Courbet. Realist and Rebel
Muzeum Leopoldów w Wiedeniu
do 21 czerwca
Wiecznie o wieczności
Wyjaśnienie tajemnicy obrazów van Gogha wydaje się ciągle przed nami. I właśnie ta tajemnica przyciąga tłumy
Korespondencja z Londynu
„Malarz przyszłości to musi być kolorysta, jakiego jeszcze nie było”, twierdził Vincent van Gogh w liście do brata Theo w 1888 r. Przez następne dwa lata rozwinął unikatową sztukę przedstawiania swoich wizji i emocji poprzez zastosowanie niebywale intensywnych kolorów w sposób, „jakiego jeszcze nie było”.
Rzeczywiście stał się „malarzem przyszłości”. Jego prace zostały zauważone i zdobyły uznanie dopiero po śmierci artysty. Być może dlatego, że swoją twórczością dokonał przełomu i stworzył podstawy dla nowej epoki malarstwa. O dziwo, dziś van Gogh nadal jest uważany za „malarza przyszłości”, bo wyjaśnienie tajemnicy jego obrazów wydaje się ciągle przed nami. I ta właśnie tajemnica bezustannie przyciąga tłumy.
W londyńskiej National Gallery trwa obecnie przekrojowa wystawa malarstwa Vincenta van Gogha pod tytułem „Poeci i kochankowie”. W ten sposób słynne muzeum uświetnia obchody 200-lecia swojego istnienia oraz 100. rocznicę nabycia pierwszych obrazów tego znakomitego twórcy: słynnych „Słoneczników” (1889) oraz „Krzeseł” (1888).
Zwiedzający mogą zobaczyć 60 prac Holendra, w tym wiele najsłynniejszych, m.in. „Sypialnię”, „Autoportret”, „Pole pszenicy z cyprysami” czy „Gwiaździstą noc nad Rodanem”. Wyjątkowy, wręcz sensacyjny wymiar prezentowanych zbiorów wiąże się z tym, że bardzo wiele obrazów pozyskano z najważniejszych muzeów świata: z Nowego Jorku, Indianapolis, Bostonu, Tokio, Rzymu, Bremy, Amsterdamu, jak również z prywatnych kolekcji. Najsłynniejsze „Słoneczniki” przybyły do Europy z Philadelphia Museum of Art po raz pierwszy w dziejach.
Tytuł wystawy nawiązuje do inspiracji malarza. Niewielki park w pobliżu domu wynajmowanego w Arles Vincent van Gogh nazwał „ogrodem poetów”. „Bardzo mi smutno, że nie możesz widzieć tego, co ja widzę. (…) Czyż to nie jest tak, że ten ogród ma w sobie jakiś dziwny styl, który sprawia, że można sobie doskonale wyobrazić renesansowych poetów: Dantego, Petrarkę, Boccaccia, przechadzających się pomiędzy tymi krzakami na usianej kwiatami trawie?”, pisał do brata, któremu wysyłał szkice. Było to dla niego również wiecznie zielone gniazdo kochanków.
Niezwykle soczyste kolory jego obrazów wyrażają głębokie uczucia. Niekoniecznie te radosne – życie nie obdarowało go uszczęśliwiającą miłością. Złożone kompozycje barw skrywają prawdę, którą, podążając przez sale The National Gallery, próbujemy dla siebie odkryć.
„W malarstwie staram się powiedzieć coś pocieszającego, jak w utworze muzycznym”, zwierzał się bratu w listach. On sam bardzo takiego spokoju potrzebował, malował bowiem w chorobie, w stanie nienaturalnego ożywienia. Możemy tylko się domyślać, że otaczającą go rzeczywistość postrzegał znacznie ostrzej i bardziej wyraziście niż inni. Zanurzał się w swoich światach, nieszczęśliwy i samotny.
Te uczucia przenosił na płótno. „Słoneczniki” nie są kwiatami radości, pomimo słonecznych płatków mają czarne, martwe wnętrza. Dziwne drzewa w „Ogrodzie Szpitala św. Pawła” są straszne jak kolorowe ilustracje do złych bajek (w szpitalu psychiatrycznym Saint-Paul-de-Mausole pod Saint-Rémy-de-Provence artysta przebywał na dobrowolnym leczeniu od maja 1889 r. do maja 1890 r. – przyp. red.). „Ja wiem, że ta kombinacja czerwonej ochry, zasmucającej zieleni z szarymi czy czarnymi liniami wzbudza poczucie niepokoju, który często moich towarzyszy niedoli rani”, wyznał w 1989 r. I tak było naprawdę. To jedna z przyczyn, dla których jego malarstwo nie wywoływało entuzjazmu, miało złą aurę. Być może w odniesieniu do jego życia zbyt trafną.
Ten wielki mistrz pędzla tworzył w czasach dla nauki, w tym optyki, przełomowych.
Kolekcjonerzy
Nie są dochodowe ani spektakularne. Kolekcjonerzy tworzą muzea prywatne w ciasnocie, kurzu i mimo wszystko Antoni Benedykt Łukaszewicz, inspektor na emeryturze, pół życia spędził na szukaniu. Za PRL służbowo jeździł po wsiach. Wchodził na podwórko i rozglądał się: co w stodole, co w obejściu. Koledzy się podśmiewali: „Ten Benek to jest zakręcony, coś tam znowu zbiera”. Ludzie o retro, vintage i etno jeszcze nie słyszeli. Stare naczynia, cegielnia na kołach, kołowrót, maszyny singery. Chętnie sprzedawali „za flaszkę czy niewielki pieniądz”.
Sztuka przekrętu
Prywatne fundacje i galerie bogacą się na publicznych pieniądzach, bo weszły w dobry układ Monika Małkowska – absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (Pracownia Grafiki Warsztatowej). Wystawiała obrazy i rysunki, aranżowała wystawy, projektowała ubrania, pisała o modzie. Obserwatorka zmieniającej się rzeczywistości i obyczajów. Pisze do prasy codziennej i miesięczników branżowych. Stale współpracuje z radiem i telewizją. Wykłada na uczelniach. Na warszawskiej ASP w 2011 r. uzyskała tytuł doktora za pracę „Niech sczezną krytycy!”. Z pani ust wyjątkowo często








