Tag "Karol Nawrocki"
Ubijanie interesu z PiSem
Mateusza Szpytmy na prezesa IPN?
Składające się w ogromnej mierze z nominatów PiS Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej wskazało parlamentowi dr. Mateusza Szpytmę jako kandydata na prezesa instytutu. Co prawda, kandydatów było dziesięciu, w większości absolutnie nieznanych, ale wybór Szpytmy był pewny. Dotychczasowy wiceprezes IPN był faworytem pisowskich członków kolegium, ludzi o poglądach nie tylko jawnie prawicowych, ale wręcz skrajnych, jak w przypadku przewodniczącego kolegium prof. Wojciecha Polaka, prof. Mieczysława Ryby, prof. Andrzeja Nowaka czy Bronisława Wildsteina.
W czasie przesłuchań konkursowych Szpytma, przedstawiając się jako kandydat merytoryczny, silnie zakorzeniony w strukturach IPN, znający instytut od wewnątrz, deklarował, że planuje w nim „pewne korekty”. W rzeczywistości są one kosmetyczne (słyszał ktoś, by je zgłaszał?), a sztandarowym projektem na lata jego kadencji ma być naukowo-dokumentacyjny „Rejestr zbrodni 1939-1956”. Tak więc byłaby to kontynuacja obowiązującej za poprzedników polityki historycznej, czyli ciągła walka z prosowiecką władzą i jej bezpieczniackim aparatem. Ciekawe,
Pęknięcie
Dwa dni w Nysie i dwa spotkania, w szkole i w bibliotece – oba bardzo udane. Nysa dostatnia, słoneczna i ładna, ma stare, przytulne fragmenty. Miasto niestety było częściowo zburzone, a w puste miejsca jak wszędzie weszła nędzna architektura z lat 60. i 70., ale jakimś cudem połączyło się to nieźle z tym, co ocalało lub zostało odbudowane. Byłem w Nysie na festiwalu poetyckim ponad pół roku temu i już opisywałem to miasto. Do Nysy dojeżdża się szynobusem z Opola. Linię tę uruchomiono ponownie nie tak dawno, po drodze małe miejscowości i wsie, niewielkie dworce pozamykane i w ruinie. To wszystko czeka na generalny remont. Ale widzę ludzi, którzy z pojazdu szynowego korzystają – dużo ładnej młodzieży, wszyscy dobrze ubrani, żadnego śladu prowincji. To jest też ta wielka zmiana, choćby wyglądu ludzi – zniknęły rozdeptane przez pańszczyznę oblicza i widać dostatek.
Spotkanie z kilkoma klasami w liceum Carolinum, założonym w 1624 r. przez jezuitów, z bogatą tradycją naukową i humanistyczną. Szkoła, pierwotnie działająca jako gimnazjum jezuickie, stała się kluczowym ośrodkiem edukacyjnym w regionie, świętując w 2024 r. 400-lecie. Jej grube mury trzymają chłód. Niebywała sala szkolnej biblioteki, ogromna, ze schodami w dół, z półkami biegnącymi pod niezwykle wysoki sufit. Przepiękny obiekt. Ładniejszą salę biblioteczną widziałem już chyba tylko w Sztokholmie, w zamku królewskim. Oprowadzał mnie po niej osobisty bibliotekarz króla, polski emigrant Adam Heymowski, z którym byłem blisko, mieszkając w stolicy Szwecji.
Z kolei drugie spotkanie w bibliotece, w pięknym miejscu przy starym rynku, gdzie niedawno uruchomiono tańczące fontanny, a budynek jest też z XVII w. Sporo ludzi na sali.
Nazajutrz, mając trochę czasu do odjazdu pociągu, przeglądam w
W internecie nic nie ginie
Po ogłoszeniu wyników węgierskich wyborów PiS zaczęło wycofywać się rakiem z bezwarunkowego poparcia dla Orbána i Fideszu. Tobiasz Bocheński stwierdził, że polityka wschodnia Orbána była całkowicie rozbieżna ze stanowiskiem PiS, Przemysława Czarnka wygrana Tiszy nie absorbuje, bo ważniejsze są sprawy krajowe, a Karol Nawrocki uważa już, że rolą prezydenta Polski nie jest komentowanie wyborów. W prawicowych mediach poszedł przekaz, że Węgry to nieduży i mało znaczący kraj. W TV Republika Michał Rachoń oznajmił, że na Węgrzech władzę stracił… Donald Tusk.
Jednak w internecie nic nie ginie. Jest choćby zdjęcie Michała Wójcika z posłankami i posłami PiS pod pomnikiem gen. Bema, z podpisem: „Budapeszt, wspieramy Viktora Orbána”. Także w mediach społecznościowych członków PiS było wiele postów wspierających węgierskiego premiera.
Prokuratorzy Kaczyńskiego
Jeden pilnuje prezydenta, a drugi Trybunału
To nie Przemysław Czarnek jest dziś głównym nabojem Jarosława Kaczyńskiego. Wojna polityczna prowadzona z koalicją rządzącą toczy się na dwóch polach. Pierwsze to prezydent Nawrocki i jego kancelaria – weta, obstrukcja, odmowa nominacji i przeszkadzanie rządowi w każdy możliwy sposób. Drugie to Trybunał Konstytucyjny, który również może blokować rządzących, przeszkadzać, kwestionować w zasadzie wszystko, byle tylko sparaliżować Polskę.
W obu przypadkach mamy twarde boje. Taka jest intencja Kaczyńskiego – ani kroku do tyłu. To wynika i z charakteru prezesa PiS, wyżej stawiającego konflikt niż szukanie konsensusu, i z przekonania, że każdy gest „dobrej woli” wyborcy uznają za przejaw słabości, za przyznanie się do pomyłki. A na to w dzisiejszych warunkach nie można sobie pozwolić.
Jeżeli taką wojnę się prowadzi, potrzebni są odpowiedni wykonawcy rozkazów. Dyspozycyjni, oddani, walczący. I mamy ich – z ramienia Kancelarii Prezydenta boje z koalicją koordynuje szef kancelarii Zbigniew Bogucki. Z kolei w Trybunale Konstytucyjnym człowiekiem, który blokuje wszelkie zmiany, jest prezes Bogdan Święczkowski. Wspomaga go Stanisław Piotrowicz. Wszyscy trzej to byli prokuratorzy. Przypadek?
Zbigniew Bogucki ukończył prawo na Uniwersytecie Szczecińskim. Po studiach w latach 2009-2012 wykonywał zawód prokuratora. Potem uzyskał wpis na listę adwokatów. Ale szybko rzucił się w wir działalności politycznej. Już w 2014 r. kandydował z listy PiS do Rady Miasta Szczecina, a w latach 2015 i 2019 do Sejmu. Mandatu nie uzyskał.
Za to rozkwitała prokuratorska kariera jego żony, Julity Dziedzic-Boguckiej. Ona z kolei do 2017 r. pracowała w Prokuraturze Rejonowej Szczecin-Zachód, a potem awansowała od razu o dwa szczeble – delegowano ją do Prokuratury Krajowej, do Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji.
Była tam w grupie prowadzącej śledztwo w sprawie afery melioracyjnej,
r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl
Ani wojna, ani pokój, ani triumf, ani zgon
Każdy czas ma tendencję do tego, by się wyróżniać spośród innych, „gorszych” epok. Dzisiaj nie jest inaczej. Czy to schyłek, czy interregnum, czy metamorfoza o kolejnych cyfrowych naklejkach: 1.0, 2.0, 187.0, jak zwał, tak zwał, próbujemy zrozumieć, mając niejednokrotnie wrażenie, że mimo niedostępnych wcześniej mocy technologicznych i powszechnej komunikacji wiemy mniej, niczego nie jesteśmy pewni i co chwilę budzimy się w pajęczej sieci niejasności, pogmatwania i pomylenia pojęć.
Jeśli kluczowymi postaciami świata są rozregulowani etycznie i niestabilni emocjonalnie ignoranci pokroju Trumpa czy Netanjahu – może naprawdę czas przestać się dziwić i mantrować o dobrodziejstwach demokracji, od której niczego lepszego nie wymyślono. Dlaczego nie podejmujemy prób wymyślenia czegoś lepszego? Mamy przecież niezły fundament założycielski – myślę o latach tuż po II wojnie światowej i Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Jest na czym stawiać nowy gmach świata.
Tymczasem oglądamy spektakl w wykonaniu pomarańczowego szaleńca, dysfunkcyjnego narcyza z monumentalnym bagażem ignorancji. Tysiące lat rozwoju człowieczeństwa, rozumu, nauki, zdolności do autokrytyki i naprawy błędów – którą boczną ścieżką ewolucji to pobłądziło? Odpowiedź może być dużo groźniejsza. Trump i Netanjahu nie są przejawem skrajnej patologii osobowościowej – są zwieńczeniem, symbolem konsekwentnego dojścia do granic tego, czego oczekuje od ludzi, reguł, świata obecny system, rakotwórczy kapitalizm, podparty kolonializmem i imperializmem, dominacją bezwzględnej siły militarnej. Toż oni nie są tylko prorokami późnego kapitalizmu (niektórzy odważają się mówić z nadzieją: schyłkowego). Oni są jego mesjaszami.
Co do ostatnich wydarzeń wokół agresji Izraela i jego marionetki, USA (tu ogon kręci psem, co dla wielu jest zaskoczeniem – dlaczego?), skala pogubienia się jest trudna do wyobrażenia. Wiemy, kto zaczął. Wiemy, jak to przebiegło. Nie wiemy, czym, jeśli w ogóle, się skończy. Politolog Filip Ilkowski z UW,
Kiedy Święczkowski straci immunitet?
Najpierw zawetował SAFE, a teraz robi cyrk z sędziami Trybunału Konstytucyjnego. O co tu chodzi? Nawet tak słaba ekipa w Kancelarii Prezydenta, jaką mu skompletowało PiS, musi rozumieć, że nie zbuduje tym pozycji Nawrockiego. Dlaczego więc strzela te samobóje?
Kto faktycznie decyduje o co ważniejszych krokach prezydenta? Czyja ręka trzyma sznur, który Nawrocki ma na szyi?
Po problemach z Andrzejem Dudą, poprzednim wynalazkiem, Kaczyński prawdopodobnie znalazł skuteczniejsze i bezpieczniejsze dla siebie rozwiązanie. Zobaczył, że z Nawrockim może wszystko, więc będzie z tego korzystał. Tak też jest w przypadku Trybunału Konstytucyjnego. Dla PiS to
Polska Partia Wojny. Zrobią wszystko, co Donald Trump każe
Polacy a Ameryka Trumpa
W sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” z marca 2026 r. zapytano, czy polscy żołnierze powinni wziąć udział w konflikcie na Bliskim Wschodzie, jeśli poprosiłyby o to Stany Zjednoczone. 84,7% badanych odpowiedziało „nie”, 11% było za, a 4,4% nie miało zdania.
Natomiast w sondażu United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski, przeprowadzonym w dniach 27-29 marca 2026 r., zadano pytanie: „Czy uważasz Stany Zjednoczone za stabilnego i wiarygodnego gwaranta bezpieczeństwa dla Polski?”. Z tą opinią zgodziło się 40,6% Polaków (9,4% było o tym zdecydowanie przekonanych). Przeciwnego zdania było 54,5% badanych. 4,9% respondentów nie miało zaś w tej sprawie opinii.
Co interesujące, w grupie wyborców koalicji rządzącej aż 77% respondentów nie ufa USA. Zupełnie inne stanowisko zajmują wyborcy PiS. Aż 87% uważa Stany Zjednoczone za wiarygodnego partnera.
W przypadku sympatyków Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna – 58% nie widzi w USA stabilnego gwaranta bezpieczeństwa, przeciwnego zdania jest 42% respondentów.
„Ludzie Prawa i Sprawiedliwości oraz Karola Nawrockiego chcą wplątać Polskę w wojnę na Bliskim Wschodzie. Nie pozwolę na to. Przydałby się wam, nie tylko dziś, kubeł zimnej wody na głowę”, napisał w lany poniedziałek Donald Tusk. No i internet się zapalił: czy Tusk nie przesadził, czy znów jedzie kijem po klatce z lwem, czy też coś jest na rzeczy.
Tusk nie przesadził. Mamy partię wojny. PiS i ośrodek prezydenta Nawrockiego uciekają od tego określenia, wołają, że to nie oni, ale fakty są nieubłagane. PiS i Nawrocki byli gotowi wciągnąć Polskę w wojnę z Iranem. I o tym mówili.
Najgłośniej mówił Marcin Przydacz, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej, który w niedzielę wielkanocną zachęcał do pomocy Ameryce. Przekonywał w Polsat News, że europejscy sojusznicy z NATO powinni wesprzeć Stany Zjednoczone. Między innymi poprzez ewentualny udział w misji odblokowania zamkniętej przez Iran cieśniny Ormuz.
Zdaniem Przydacza część sojuszników zachodnich, „zwłaszcza tych, którzy mają odpowiednią flotę i odpowiedni sprzęt”, powinna „w ramach jakiejś działalności koalicyjnej wesprzeć Amerykanów”, z jednej strony w imię własnego interesu – w tym obniżenia cen energii – z drugiej w imię euroatlantyckiej solidarności. „Ja do tego ich bardzo mocno namawiam”, podkreślał. A to, że atak na Iran był autorskim pomysłem Trumpa i Netanjahu i sojusznicy o tym nie zostali poinformowani? Że Trump raz nawoływał Europę,
r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl
Kto się mniej spóźnił na pociąg?
Do wszystkich chorób trapiących przez lata ten wymiar sprawiedliwości – z których jako najpoważniejszą nie wiem czemu wymieniano akurat przewlekłość postępowań, a nie jakość wymierzanej sprawiedliwości – doszły choroby najcięższe w postaci paraliżu, który dotknął Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny.
Wszelkie próby naprawienia tej sytuacji przez Sejm i ministra sprawiedliwości skutecznie blokuje prezydent. W sądach apelacyjnych liczba wakatów co najmniej dorównuje liczbie obsadzonych etatów, do orzekania w najtrudniejszych sprawach karnych „pożycza się” sędziów z wydziałów cywilnych. „Przewlekłość” postępowań jeszcze się zwiększa, a jakość wymierzanej sprawiedliwości staje się jeszcze niższa, niż była dotąd. A i do tej pory była niska!
Cierpi na tym sprawiedliwość, a ta nie jest jakimś pojęciem abstrakcyjnym, tylko sumą sprawiedliwych wyroków dotyczących ludzi i ich najbardziej żywotnych interesów. Sprawy zaszły bardzo daleko. Bez współpracy parlamentu, rządu, prezydenta, środowisk sędziowskich i akademickich środowisk prawniczych nie da się nie tylko uzdrowić sytuacji, ale nawet zatrzymać degradacji wymiaru sprawiedliwości, która siłą rzeczy postępuje.
O ile koalicja rządząca miała jeszcze nadzieję, że skutecznie naprawi wymiar sprawiedliwości po wyborach prezydenckich, o tyle, gdy wbrew oczekiwaniom prezydentem został Karol Nawrocki, straciła na to szanse. Prezydent bez skrupułów blokuje wszelkie działania naprawcze ministra sprawiedliwości i rządzącej większości,
Pollicitatio nad Wisłą
Debata publiczna karleje i ulega dramatycznej trywializacji
Pojęcie res publica w pierwotnym, rzymskim rozumieniu wykraczało daleko poza proste, instytucjonalne określenie ustroju państwowego czy formy rządu. Res publica to przede wszystkim „rzecz wspólna”. To domena publiczna, której nienaruszalnym fundamentem jest concordia – zgoda obywatelska – oraz libertas, wolność rozumiana jako brak arbitralnej dominacji, tyranii i zniewolenia. Rzymska republika nie była jedynie zbiorem martwych praw i suchych przepisów. Funkcjonowała jako specyficzny sposób zarządzania państwem oparty na nieustannym poszukiwaniu konsensusu, szacunku dla uświęconych tradycją procedur (antiqua forma) i racjonalnej debacie angażującej elity oraz obywateli. To w owych „sposobach działania”, w gotowości do współpracy ponad podziałami dla dobra ogółu, tkwiła istota republikańskiego etosu. Niestety, poddając chłodnej ocenie współczesną polską scenę polityczną, trudno oprzeć się wrażeniu, że owa antyczna forma ulega postępującej, głębokiej i być może nieodwracalnej erozji. Debata publiczna, będąca krwiobiegiem każdej dojrzałej demokracji, karleje i jest dramatycznie trywializowana. Ustępuje miejsca zjawisku, które w rzymskiej tradycji prawnej określano mianem pollicitatio.
W starożytności pollicitatio oznaczała jednostronne przyrzeczenie obywatela wobec miasta lub społeczności. Najczęściej dotyczyło ono ufundowania monumentalnej budowli użyteczności publicznej, zorganizowania igrzysk lub przekazania znacznych środków finansowych. Obietnica ta była składana zazwyczaj w zamian za objęcie zaszczytnego urzędu (ob honorem) lub z czystej chęci zyskania poklasku i ugruntowania swojej pozycji społecznej. Choć w pierwotnych założeniach mechanizm ten miał służyć dobru wspólnemu i budowaniu infrastruktury miejskiej, z czasem zaczął odsłaniać swoje mroczne oblicze. Stał się narzędziem kupowania przychylności tłumu i korumpowania sfery publicznej.
Współcześnie mechanizm ten uległ daleko idącej degeneracji, stając się głównym, a nierzadko jedynym orężem w arsenale politycznego populizmu. Dzisiejsza pollicitatio to obietnica absolutnego bezpieczeństwa, dobrobytu, mocarstwowej potęgi i bezbolesnych rozwiązań skomplikowanych problemów. Jest składana przez decydentów nie na podstawie realnych możliwości makroekonomicznych państwa, lecz wyłącznie w celu maksymalizacji krótkotrwałego kapitału politycznego i wyborczego. W miejsce merytorycznego sporu o dobro wspólne otrzymujemy niekończącą się licytację na slogany, w której racjonalne argumenty ekonomiczne, prawne i strategiczne toną w zgiełku emocjonalnej polaryzacji. Upadek debaty publicznej nie polega bowiem na tym, że politycy zamilkli,
Mniej niż zero
Jaki prezydent Polski, taki doradca od ekonomii
„Nie ma uszczuplenia rezerw, czyli nie spadnie ilość złota i wartość rezerw walutowych nie zostanie obniżona, czyli jest to bezpieczne rozwiązanie. Bez zadłużenia się budżetu państwa, bez konieczności wzięcia pożyczki. Nie ma także odsetek, ponieważ jest to wypłata zysku NBP” – tak zachwalał prezydencki projekt ustawy SAFE 0% Leszek Skiba, doradca społeczny Karola Nawrockiego. Przypomnijmy, że według narracji obozu prezydenckiego i PiS, zamiast zapożyczać się w Unii Europejskiej, lepiej sprzedać część złota, które jest w zasobach NBP, a uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczyć na zbrojenia.
Sprzedawca iluzji
Zdaniem niezależnych specjalistów to jednak pobożne życzenia. „Ten program nie kosztuje zero. To nieprawda. Możemy dyskutować o różnicach w marżach, ale przedstawianie go jako darmowego źródła finansowania to czysty zabieg PR-owy. Każdy mechanizm oparty na rezerwach czy emisji długu generuje realne koszty obsługi, które musimy brać pod uwagę”, tłumaczył ekonomista Marek Zuber w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”. Jakby tego było mało, nie wiadomo nawet, czy uda się przeprowadzić zakładaną operację sprzedaży złota i ile NBP na tym zarobi.
Ale Leszek Skiba zna się na PR. W latach 2015-2020 był wiceministrem finansów (zajmował się m.in. polityką makroekonomiczną i legislacją podatkową) i opowiadał Polakom bajki, jak PiS troszczy się o budżet państwa. To oszustwo polegało na tym, że rząd „na papierze” chwalił się niskim deficytem, a gigantyczne długi na spełnienie obietnic wyborczych, programy społeczne i tarcze osłonowe zaciągane były w funduszach celowych, nad którymi parlament nie miał kontroli. Sytuacja stała się na tyle poważna, że na naganne praktyki zwróciła uwagę Najwyższa Izba Kontroli.
Gdy w Sejmie debatowano nad podwyżkami akcyzy na alkohol i papierosy, wiceminister Skiba twierdził, że chodzi wcale nie o dodatkowe wpływy do budżetu (1,7 mld zł), ale o zdrowie Polaków, bo przez używki co roku umiera 82 tys. osób. „Jeśli mówicie, że chcecie walczyć z kosztami picia alkoholu i palenia papierosów, to chcielibyśmy poznać, jakie macie programy na tę walkę. Jak chcecie te dodatkowe 1,7 mld zł wykorzystać? Czy może jednak chcecie mieć tylko dodatkową wrzutkę do budżetu?”, pytał Skibę poseł Tomasz Trela z Lewicy,








