Tag "PiS"

Powrót na stronę główną
Aktualne Przebłyski

Płacze i groźby Wildsteina

Powiało grozą. Pisowski wieszcz Bronisław Wildstein ostrzegł Polaków, że na ich (i jego) oczach dzieje się historyczny przełom. Mało kto go widzi, ale od pokazywania jest właśnie Wildstein. Cóż więc widzi wieszcz? „Zabijanie demokracji” („Sieci”), represje i prześladowanie opozycji. Pełna katastrofa, czyli niszczenie podstaw cywilizacji. Cywilizacją jest dla Wildsteina władza, która przez pełne osiem lat kradła na potęgę. A Wildstein udawał, że tego nie widzi. Broni tamtych rządzących, choć kradli. Bo się dzielili. Było na programy w mediach, książki, honoraria itp.

Muszą za swoje przestępstwa odpowiedzieć. Nie zatrzymają tego żadne płacze i groźby Wildsteina. A zresztą taki z niego wieszcz jak z Nawrockiego intelektualista.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Andrzej Romanowski Felietony

Polska zdziecinniała

Właściwie nie powinienem się dziwić. Opuściłem przed 20 laty redakcję „Tygodnika Powszechnego”, gdy zorientowałem się, że – wbrew tradycji Stanisława Stommy – wartością najwyższą nie jest już dla niej Polska, lecz antykomunizm. Opuściłem w tym samym czasie Radę Krajową Unii Wolności, gdy zorientowałem się, że – wbrew tradycji Znaku i KOR – szuka ona aliansów wyłącznie po prawej stronie sceny politycznej, że więc i tu antykomunizm stał się najważniejszy.

Nie powinienem również się dziwić, bo wciąż mam w kościach osiem lat z PiS, wypełnione pracowitym piłowaniem gałęzi, na którą z takim trudem się wdrapaliśmy: gałęzi Unii Europejskiej. Zresztą także gałęzi NATO, bo w czasie „pierwszego Trumpa” pisowcy załatwiali niekiedy sprawy wprost z Amerykanami, nad głowami NATO. Lecz i trumpistowskim Amerykanom dali się z czasem we znaki, ci bowiem zażądali odwołania ministra Antoniego Macierewicza.

No i zwłaszcza nie powinienem się dziwić, skoro dziś widzę prezydenturę Karola Nawrockiego. Wszyscy wszak obserwujemy zjawisko nieznane w Polsce od czasu rozbicia dzielnicowego: destrukcję władzy centralnej. Rozmaite w późniejszej Rzeczypospolitej rokosze, powstania i konfederacje nigdy nie rościły sobie pretensji do zastąpienia króla, wkroczenia w jego kompetencje, przypisania sobie jego majestatu. To dopiero dziś doczekaliśmy się dwóch ośrodków władzy, sczepionych w śmiertelnej walce. Ośrodka pierwszego, legalnego, mającego oparcie w konstytucji, oraz drugiego, faktycznie uzurpatorskiego, bo pojmującego swą misję jako wypuszczanie zatrutych pocisków w polski rząd.

Czy coś takiego miało szansę zaistnieć w przeszłości? Czy kiedykolwiek występowało i czy dziś występuje gdziekolwiek na świecie? Ośrodek prezydencki nie jest w stanie zachwiać rządem – jego walka jest zatem jałowa. A przecież jedno już mu się udało: doprowadził do spadku pozycji Polski na arenie międzynarodowej. Oto zatem prezydent Polski, który jest wrogiem polskiego państwa. Tego państwa, które raz po raz traciliśmy i raz po raz, z

a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jerzy Domański

Kompleks Okrągłego Stołu

Czy od kogoś, kto, jak Karol Nawrocki i jego kancelaria, kosztuje polskich podatników co miesiąc ponad 800 tys. zł, nie należałoby wymagać czegoś więcej niż liczne i bezsensowne weta? Minęło pół roku tej prezydentury i wiemy już, że dla Nawrockiego naród to tylko jego wyborcy. Czyli ponad 10 mln obywateli, którzy na niego głosowali. Drugie ponad 10 mln wyborców – głosujących na Rafała Trzaskowskiego – zostało wykluczone. Podobnie jak ci, którzy do wyborów nie poszli. Wiem, że nie brakuje sympatyków takiej prezydentury, jaką Polakom funduje Nawrocki. Człowiek o skromnej wiedzy i marnych umiejętnościach, za to z ego większym od stodoły.

Coraz częściej słyszę, że

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

Móżdżek doradcy

O tym gościu już dawno mieliśmy napisać, ale wyprzedziło nas „Nie”. Alvin Gajadhur z hindusko-polskiej rodziny nieustannie ośmiesza swoich pobratymców. Jednak jakąś karierę, chociaż „Nie” napisało o nim, że „jest przeraźliwym głupkiem”, zrobił. Dzięki PiS. Z rzecznika prasowego Inspekcji Transportu Drogowego skoczył na fotel ministra infrastruktury. Pewnie z łapanki. Bo mądrzejsi nie chcieli tego brać na klatę. Gajadhur wziął. Czekamy na wyniki kontroli jego rządów.

Gdy był doradcą Dudy, wychwalał go pod niebiosa. To samo robi jako doradca Nawrockiego. Można powiedzieć, że robi z siebie głupka za darmo, bo jest doradcą społecznym.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Aferzyści prezydenta RP

Kto i dlaczego nie chce, aby państwo kontrolowało rynek kryptowalut

Histeryczna reakcja PiS, Konfederacji i Karola Nawrockiego na przygotowaną przez rząd ustawę o kryptowalutach budzi zdumienie. Skrajna prawica sprzeciwia się sprawowaniu przez państwo nadzoru nad szemranym rynkiem finansowym wykorzystywanym do wspierania terroryzmu, aktów rosyjskiej dywersji, prania brudnych pieniędzy i innych działań przestępczych. Pytanie, jaki ma w tym interes.

Zawetowana przez prezydenta ustawa miała wdrożyć przepisy unijnego rozporządzenia MiCA (Markets in Crypto-Assets). Zgodnie z wytycznymi Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej każde państwo członkowskie powinno wskazać organ państwowy, który będzie kontrolował rynek kryptowalut. W Polsce takim organem miała być Komisja Nadzoru Finansowego, która sprawuje też dozór m.in. nad sektorem bankowym, instytucjami płatniczymi, rynkiem kapitałowym i ubezpieczeniowym.

Brednie dla ciemnego ludu

Nawrocki i politycy PiS wytoczyli przeciwko ustawie o kryptowalutach różne argumenty, w większości niedorzeczne, a nawet idiotyczne, skrojone pod publiczkę, zgodnie z doktryną byłego bulteriera PiS Jacka Kurskiego, że jest to „lipa, ale ciemny lud to kupi”. Na przykład ten o rzekomym ograniczeniu praw i wolności Polaków poprzez „możliwość wyłączania przez rząd stron internetowych firm działających na rynku kryptoaktywów jednym kliknięciem”. Wiele osób uwierzyło, że Donald Tusk będzie w ten sposób eliminować z rynku niewygodne firmy i przejmować pieniądze inwestorów. Tymczasem obowiązek wprowadzenia przepisów dotyczących blokowania stron podmiotów, które łamią prawo, wynika z samego rozporządzenia MiCA. (Gdyby Nawrocki był konsekwentny, powinien zgłosić ustawę zakazującą blokowania „jednym kliknięciem” rachunków bankowych przez urzędy skarbowe).

Inny zarzut był taki, że ustawa jest zbyt obszerna, bo ma ponad 100 stron, a podobna ustawa w Czechach zaledwie kilkanaście. Tyle że w polskiej ustawie o kryptowalutach za jednym zamachem dokonano też nowelizacji kilkudziesięciu innych ustaw, a Czesi robili to na raty. Dla porównania – banalna nowelizacja Ustawy prawo o ruchu drogowym, którą przygotował Nawrocki, ma aż 30 stron, a jej uzasadnienie 24 strony.

Natomiast w rozmowie z Krzysztofem Stanowskim na Kanale Zero (którego sponsorem jest spółka zajmująca się kryptowalutami) Karol Nawrocki twierdził, że nie miał pojęcia, iż brak państwowej kontroli nad rynkiem kryptowalut stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. „Przez całą ścieżkę legislacyjną nikt tego nie podnosił. Czy odcięto prezydenta od informacji o zagrożeniu rynku kryptowalut? Nie dowiedziałem się nic o nim ani z debaty parlamentarnej, ani z raportu służb specjalnych. To kolejna nadregulacja”, skarżył się, co brzmiało kuriozalnie. A wystarczyło zapytać szefa BBN Sławomira Cenckiewicza, który w październiku br. w wywiadzie dla „Financial Timesa” alarmował,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

W rzymskim lustrze

Prezydent może osłabiać rząd nie tylko w ten sposób, że wetuje ustawy. Ma również inne narzędzia, m.in. szeroko opisywaną możliwość niepowołania na stanowisko ambasadora RP osoby wskazanej przez MSZ. Tak działał Andrzej Duda (kto o nim dziś pamięta?) i tak działa Karol Nawrocki.

Na pewno odmowa podpisania nominacji ambasadorskich jest dla szefa MSZ mało komfortowa, nie ułatwia także pracy szefom placówek. Ale czy ambasady paraliżuje, bo szarżyk to nie ambasador? Różnie z tym bywa.

Rzecz polega bowiem na tym, że już w czasach rządów PiS, gdy partia ta miała wszystkie ośrodki władzy w swoich rękach, dochodziło do przedziwnych sytuacji związanych z ambasadorami i ambasadami. I często przez wiele miesięcy placówkami kierowali chargé d’affaires a.i. I – uwaga – Polska dobrze na tym wychodziła.

Przykładem niech będą Włochy. Obecnie ambasadą w Rzymie kieruje Ryszard Schnepf, chargé d’affaires a.i., postać szczególnie atakowana przez polską prawicę. Duda wołał, że nigdy mu nominacji nie podpisze, Nawrocki to potwierdza. I teraz samo się nasuwa pytanie: czy w związku z tym polska ambasada zupełnie podupadnie i stosunki polsko-włoskie całkowicie uschną?

Warto przypomnieć, że Ryszard Schnepf był w karierze ambasadorem w Urugwaju,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Paweł Dybicz

Lewico, pamiętaj o IPN

Niedawno Sejm odrzucił kandydaturę pomazańca Karola Nawrockiego na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. Odrzucił… i znów zaległa cisza wokół tej instytucji. Parlamentarzystów, którzy zostali wybrani w proteście przeciwko rządom PiS, instytut mało interesuje. A powinien. IPN jest wyrazicielem polityki historycznej państwa, miejscem jej kreowania.

To, co robi IPN, jest nie tylko przeciw koalicji rządzącej, ale przede wszystkim przeciw narodowi. Czy rządzą cym nie zależy na przeciwdziałaniu dalszemu podziałowi w społeczeństwie? Przecież polityka historyczna spod znaku IPN dzieleniu Polaków sprzyja. Instytut przeistoczył się bowiem w twór szerzący nacjonalistyczną propagandę, w znacznym stopniu wykluczającą z polskiej historii lewicę i jej dorobek.

Skoro nie da się zlikwidować tej antynarodowej instytucji, bo nie da się w Sejmie obalić weta jej byłego prezesa, należy ograniczyć jej szkodliwość poprzez radykalne obcięcie finansów i zredukowanie działalności do pionu archiwalnego. Nieprzeciążeni pracą,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Gniew i wola mocy

Janusza Walusia, polskiego emigranta mieszkającego w RPA, skazano na karę śmierci zamienioną na dożywocie. Zamordował z zimną krwią lidera południowoafrykańskich komunistów. Porządny chłop ten Waluś, tylko miał chwilę słabości, zrozumiałą zresztą. Za kratami spędził 29 lat. Został zwolniony warunkowo, zrzekł się obywatelstwa RPA, deportowano go do Polski i ma nasze obywatelstwo.

Waluś wyrasta na bohatera skrajnej prawicy i kibiców piłkarskich. Podczas ligowego spotkania z Pogonią Szczecin na stadionie Legii pojawił się na słynnej Żylecie, gdzie półnadzy kibice walą się pięściami w piersi jak goryle. Byłem tam kiedyś, widziałem. I zawisła na Żylecie flaga z podobizną Walusia. Niedawno znów pokazał się na trybunie stadionu przy Łazienkowskiej w towarzystwie europosła Grzegorza Brauna. Kibole wiwatowali na cześć mordercy. Waluś dzięki Braunowi zapewne znajdzie się na liście wyborczej i wyląduje w Sejmie. Będzie jego ozdobą, jak teraz Mejza i Matecki. PiS już się przymierza do koalicji z Braunem za dwa lata. Wysłannicy PiS byli widziani, jak w nocy po kryjomu zakradają się do łóżka Brauna na szeptanki. Braun może być jęzorem u wagi przy próbie tworzenia koalicji. I będzie stawiał warunki. Typuję go na ministra edukacji. Nasza szkoła będzie odżydzona, narodowo czysta, żadnych Tuwimów, Leśmianów, Schulzów ani Lemów na liście lektur. Gombrowicz, chociaż czysty rasowo, ale lewak i pedał, też won.

Jedno jest pewne, prezesowi wyrosła na prawicy konkurencja, której nie da rady zjeść. Nie ma mowy o samodzielnych rządach. A jeśli to niemożliwe, grożą nam różne paskudztwa, ale nie zniszczenie demokracji. Dyktatura trzech partii zbyt pokraczna i trudna, będą się blokowali i bali siebie nawzajem. Taki ciemny optymizm.

Na filmie „Norymberga”. Opowieść o procesie Hermanna Göringa, drugiego po Hitlerze polityka w Rzeszy. Pokazana jest jego zażyłość z psychiatrą Douglasem Kelleyem, który miał badać zbrodniarzy osadzonych w więzieniu Spandau i nawet polubił Göringa, bo ten był taki błyskotliwy i chwilami ludzki. Znakomita rola Russella Crowe’a, który wcielił się w Göringa. Kelley był przerażony, gdy odkrył: oni nie są chorzy psychicznie,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Roman Kurkiewicz

To Polska zagraża Polsce

Kiedy siadam do napisania tych kilkuset słów, wiem, że premier Donald Tusk zamierza przedstawić nazajutrz „pilną informację dotyczącą bezpieczeństwa państwa”. Przecieki na ten temat rozhulały się już 24 godziny przed rozpoczęciem posiedzenia Sejmu. Zamiast tajne przez poufne mamy polityczną wannę z brudną wodą, dziurawą w wielu miejscach i cieknącą. Nie trze ba być prorokiem, żeby przewidzieć, że będzie o Rosji jako złu wcielonym, które nie ma nic innego do roboty jak podstępnie podniszczać Polskę, a to wlatując jakimiś dronikami, a to wysadzając w powietrze metr bieżący toru kolejowego. I wszystkim zawiaduje bezpośrednio Władimir Putin – bez wątpienia, bo jak inaczej?

Czytam więc przecieki z tajnego/poufnego/utajnionego/zaszyfrowanego/zabezpieczonego przez SOP, gdzie mowa o jakiejś rosyjskiej (a jakiej innej???) kryptoaferze i rosyjskim w niej śladzie. Krypto- to pierwszy człon wyrazów zło onych wskazujący na ich związek z tym, co niewidoczne, albo na posiadanie ukrytych cech lub niejawny charakter czegoś. Ale to także przedrostek anihilujący: krypto-, czyli nic. Kryptoafera jest zatem ukrytą, za chwilę może się okazać, że nieistniejącą albo przeszacowaną aferką, niby-aferką, zeroaferką. Powagi, godności i mocy dodaje zatem aferce wzmianka o śladzie rosyjskim. I już w tym momencie należałoby zamilknąć, żeby nie zasłużyć na honorowe miano ruskiej onucy. Dziś pojęcie „rosyjski ślad” niesie w sobie moc nie tyle stygmatu i wykluczenia, ile wyroku i najchętniej od razu egzekucji. Jak to mówią, nie pogadasz. Ale dlaczego tajne? Posłowie będą trzymać język za zębami? A skąd mieliby wziąć taką tradycję? Nie mają w tym żadnego interesu.

Dolewa więc prezes Rady Ministrów benzynę strachu do ogniska lęków i poczucia zagrożenia. I potem wjedzie na białym koniu konieczności ponoszenia wyrzeczeń przez najuboższych, cięcia wydatków na wszystko,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Piaskiem w oczy

Braun nagadał w Oświęcimiu w stylu Adolfa, stojąc obok zadrutowanego wielkiego dzieła tegoż Adolfa. Można sądzić, że Grzegorz Braun jest chory, ale Hitler też był chory. To tylko pogłębia siłę perswazji opętanego i uwodzi tych bez rozumu i bez sumienia. Dzięki Braunowi mamy w Polsce już faszyzm i ponad milion ludzi nim zarażonych. To nie są żarty. Powinien zareagować Kościół, szczególnie że braunowcy dziarsko powołują się na Pana Boga. Ale Kościół woli mówić, że in vitro jest dziełem szatana, a edukacja zdrowotna w szkołach to demoralizacja dzieci. Niech dzieci się kształcą w internecie, choćby oglądając wykłady uświadamiające w jakimś pornohubie. Zresztą księża pedofile też są dobrymi fachowcami.

PiS nie potępia Brauna, prezes jedynie się martwi, jak z tym świrem wchodzić w koalicję, to będzie wielka bieda. Prezydent milczy, bo jest kibolem i w gruncie rzeczy ma podobne poglądy, tylko na razie bardziej dyplomatycznie je wyraża. Antyunijna, antysemicka i antyukraińska propaganda Brauna ma wyznawców i jest zaraźliwa. Nie wiemy, czy Braun to rosyjski agent, ale zachowuje się, jakby nim był. Teraz z jednym okiem osłoniętym czarną opaską wygląda jak słynny izraelski polityk i generał Mosze Dajan. Biedny Braun.

A Nawrocki wyświetla na Pałacu Prezydenckim kibolskiego orła, którego zabroniono pokazywać na meczu piłkarskim Polska-Holandia. Udało się kibolom zmajstrować takiego orła – gratuluję talentu – że wygląda jak drapieżca nacjonalista, takim orłem myśli prezydent. I jaki to straszny kicz. Nacjonaliści już tradycyjnie nie mają smaku ani wyczucia, co jest w dobrym guście, a co w fatalnym. Żaden dyktator w czasach nowożytnych nie miał gustu, mieli go może niektórzy władcy ze starożytności.

Nawrocki już po raz drugi powtarza, że największe zagrożenie dla nas to Unia i Zachód, o Rosji nie wspomina. Stało się to jego ideologią. A jako że ma licznych wyznawców, spora część Polaków czuje się teraz osaczona. Jak niegdyś mamy znów wrogów za wschodnią i zachodnią granicą, co musi się skończyć tragicznie. Biedna ta Polska.

Jak się nie cieszyć, że PiS spada poparcie, a KO rośnie. Ale rośnie też Konfederacji i Braunowi. To oni wysysają partii Kaczyńskiego młodszych wyborców,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.