Tag "Sąd Najwyższy"
Wicepremier z „Samych swoich”
Wicepremier Gowin publicznie stwierdził, że jeśli wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie naszego Sądu Najwyższego byłby dla PiS niekorzystny, rząd polski po prostu go zignoruje. Tak powiedział, naprawdę. Z faktu tej wypowiedzi i jej treści wynika kilka wniosków. Wszystkie smutne. Po pierwsze, wicepremier zupełnie nie rozumie samej istoty Unii Europejskiej. Nie rozumie, że jest to dobrowolne stowarzyszenie państw, unia nie tylko gospodarcza, ale także cywilizacyjna, oparta na wspólnych wartościach cywilizacji zachodniej. Uzyskanie członkostwa w tej konfederacji, o które zabiegały
Podzwonne dla wymiaru sprawiedliwości
Właśnie się kończy dorzynanie Sądu Najwyższego. Po rozwaleniu Trybunału Konstytucyjnego partia rządząca wzięła się za Sąd Najwyższy. Nie chodzi już nawet o to, że na przymusową emeryturę wysłano dużą grupę dotychczasowych sędziów Sądu Najwyższego, w tym wielu naprawdę wybitnych prawników. Nie chodzi nawet o to, że ich miejsca zajmują z nominacji PiS i stworzonej przez tę partię atrapy Krajowej Rady Sądownictwa sędziowie o nader wątpliwych kwalifikacjach prawniczych i jeszcze bardziej wątpliwych kwalifikacjach moralnych. Wszystko to będzie skutkować
Tu nie chodzi tylko o obronę sądów
Za nami kolejny etap uśmiercania niezależności sądów. Właśnie weszła w życie ustawa pacyfikująca Sąd Najwyższy. Spacyfikowanie go, dokonane z oczywistym złamaniem konstytucji, polegało na tym, że nieusuwalni z jej mocy sędziowie, którzy ukończyli 65. rok życia, zostali automatycznie przeniesieni w stan spoczynku, czyli usunięci z sądu. Przerwano też sześcioletnią, zagwarantowaną konstytucją kadencję pierwszej prezes Sądu Najwyższego. Tłumaczenie, że w ten sposób – rewolucyjny, nieliczący się z porządkiem prawnym III RP – usprawnia się
Ostatnia bariera praworządności
Za skrócenie kadencji pierwszego prezesa Sądu Najwyższego należy się nie tylko Trybunał Stanu, ale i sąd karny Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy najnowsze zmiany w Sądzie Najwyższym są zgodne z prawem, wystarczy, że zajrzy do konstytucji, najwyższego zbioru praw w Polsce, z którym wszystkie inne powinny być zgodne. Art. 183 ust. 3 konstytucji stanowi: „Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego powołuje Prezydent Rzeczypospolitej na sześcioletnią kadencję spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego”. Bez pola manewru Obecna pierwsza
Ręce opadają
Nikt rozsądny i mający jakie takie pojęcie o wymiarze sprawiedliwości nie będzie twierdził, że nie wymaga on naprawy. Nie wiedział tego niestety minister sprawiedliwości w rządzie Platformy Obywatelskiej Jarosław Gowin, który zamiast sądami – z braku innych obiektów zainteresowania – zajął się „deregulacją” taksówkarzy, przewodników miejskich i kogoś tam jeszcze. Wymiar sprawiedliwości musi działać jako system. System obejmujący policję, prokuraturę, sądy, zakłady penitencjarne. U nas nie działa. Jeśli mówimy o przewlekłości spraw w sądach albo o oczekiwaniu
Dwie miary
W uzasadnieniu prezydenckiego projektu ustawy o Sądzie Najwyższym, gdzie argumentów prawniczych mało (bo i skąd je wziąć?), za to politycznych dużo, możemy przeczytać: „Często powtarza się, że w Sądzie Najwyższym przeprowadzona została dekomunizacja i nie zasiadają tam osoby, które angażowały się w działalność PZPR. Tymczasem okazuje się, że istotnie, doszło po roku 1989 do dekomunizacji Sądu Najwyższego, ale niestety osoby, które były związane z PZPR, zostały powołane do pełnienia zaszczytnego urzędu Sędziego Sądu Najwyższego już w wolnej Polsce. Wśród
Sądy i nie tylko
Postawy w każdej społeczności rozkładają się zgodnie z krzywą Gaussa, zwaną też krzywą dzwonową. Na ogół liczba herosów równa się liczbie zdeklarowanych kanalii – po parę procent ogółu. Cała reszta, zdecydowana większość, to ci pomiędzy herosami i kanaliami. Chcą spokojnie przeżyć, a więc wolą się nie narażać. Sami z siebie łajdactwa nie zrobią, w zaciszu domowym na łajdactwo nawet się oburzą. Chyba że im ktoś każe. Ta większość podporządkuje się każdej władzy, zwłaszcza takiej, której się boi. W lipcu
Zaskoczenie
Wyrok Sądu Najwyższego w formie uchwały siedmioosobowego składu, który uznał, że prezydent Duda nie mógł ułaskawić nieskazanego prawomocnie Mariusza Kamińskiego i jego towarzyszy z CBA, zaskoczył rządzących. Właściwie trudno zrozumieć, dlaczego zaskoczył. Dla każdego prawnika sprawa była oczywista. Mariusz Kamiński i kamraci z CBA zostali skazani nieprawomocnie, wyrokiem sądu pierwszej instancji. Wnieśli od tego wyroku apelację. Formalnie mieli więc status osób niewinnych, ponieważ do momentu zapadnięcia prawomocnego wyroku służyło im domniemanie niewinności.








