Tu nie chodzi tylko o obronę sądów

Tu nie chodzi tylko o obronę sądów

Za nami kolejny etap uśmiercania niezależności sądów. Właśnie weszła w życie ustawa pacyfikująca Sąd Najwyższy. Spacyfikowanie go, dokonane z oczywistym złamaniem konstytucji, polegało na tym, że nieusuwalni z jej mocy sędziowie, którzy ukończyli 65. rok życia, zostali automatycznie przeniesieni w stan spoczynku, czyli usunięci z sądu. Przerwano też sześcioletnią, zagwarantowaną konstytucją kadencję pierwszej prezes Sądu Najwyższego.

Tłumaczenie, że w ten sposób – rewolucyjny, nieliczący się z porządkiem prawnym III RP – usprawnia się i ulepsza pracę wymiaru sprawiedliwości, przybliża go obywatelom, jest wielkim kłamstwem. Podobnie jak kłamstwem jest powtarzane, niestety także przez premiera, twierdzenie, że „reforma” ma oczyścić wymiar sprawiedliwości z sędziów postkomunistów, przypisujące im zarazem zbrodnie stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości.

Przede wszystkim nic z tego, co w ciągu ostatnich dwóch lat zrobiono z sądami, nie tylko nie usunęło, ale nawet nie zmierzało do usunięcia bolączek wymiaru sprawiedliwości, z których najczęściej wymienia się przewlekłość postępowań. Ja zaś, jako praktyk sali sądowej od ponad 20 lat, widzę jeszcze inną bolączkę – niską jakość wymierzanej sprawiedliwości.

W jaki sposób wymiana doświadczonych prezesów sądów czy sędziów Sądu Najwyższego na niedoświadczonych na ogół nominatów partii rządzącej ma usprawnić postępowania? Jak na jakość wymiaru sprawiedliwości ma wpłynąć to, że toczący się na sali sądowej spór między oskarżeniem a obroną rozstrzygać ma sędzia, de facto podwładny ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w jednej osobie?

Władza posuwa się do kłamstw i insynuacji. Co znaczą słowa o „korupcji w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie”? Lud odczytuje to tak, że widocznie sędziowie wydawali wyroki za łapówki. Nic podobnego jednak nie miało miejsca. Afera dotyczy działań dyrektora sądu, a więc nie sędziego, podległego nie sędziemu, prezesowi sądu, ale Ministerstwu Sprawiedliwości. Jeśli już, to tam, w ministerstwie, szukałbym niedopełnienia przez kogoś obowiązku. Zresztą proces jeszcze się nie zakończył.

Władza walczy z sądami już od dwóch lat. Od dwóch lat, posługując się kłamstwem, pomówieniami, zręcznie administrując niezadowoleniem z wymiaru sprawiedliwości, niszczy trzecią władzę i jej autorytet, a więc niszczy państwo. Truizmem jest, że z wymiaru sprawiedliwości, nawet najlepiej działającego, zawsze niezadowoleni są skazani i ich rodziny, którzy uważają, że wyrok był albo całkiem niesłuszny, albo przynajmniej za surowy. Niezadowoleni są też pokrzywdzeni, z reguły uznający wyrok za zbyt łagodny. W sprawach cywilnych czy gospodarczych z zasady połowa sądzących się przegrywa, zasilając rzeszę niezadowolonych.

Mimo całej kampanii oszczerstw, pomówień, administrowania naturalnym społecznym niezadowoleniem z działań sądów, one i tak – jak wynika z badań opinii publicznej – cieszą się wyższym zaufaniem społecznym niż Sejm.

Minister Ziobro jako prokurator generalny zrobił już swoje porządki w prokuraturze. I co? Śledztwa nie wloką się już miesiącami? Akty oskarżenia są lepiej przygotowane i uargumentowane? Prokuratorzy dają sądom do oceny lepiej przygotowany materiał? Ułatwiają pracę, umożliwiają zakończenie procesu w rozsądnym terminie? Obawiam się, że śledztwa trwają dłużej niż przed „reformą”, a ich jakość jest jeszcze gorsza.

Rzekoma dekomunizacja wymiaru sprawiedliwości po niemal 30 latach istnienia III RP jest jeszcze jednym oszustwem. Jeśli ktoś w to wierzy, świadczy to o jego bezdennej głupocie i nieznajomości arytmetyki w zakresie pierwszych trzech klas szkoły podstawowej. Zdaniem pana premiera, bo on ten pogląd o koniecznej dekomunizacji lansuje, także na forum Unii Europejskiej, w Polsce sądzą sędziowie mający po 100 i więcej lat.

W rzeczywistości prawie 90% sędziów zaczęło orzekać już w czasach III RP. Nie wiem, czy wśród tych kilku procent orzekających jeszcze w PRL znajdziemy osobników o życiorysach równie mrocznych i zasługach dla PRL większych niż życiorys i zasługi prokuratora Piotrowicza – dziś posła PiS i przewodniczącego (o zgrozo!) sejmowej Komisji Sprawiedliwości i z tego tytułu reformatora wymiaru sprawiedliwości – czy sędziego Kryże, który kiedyś był w ministerstwie zastępcą Ziobry.

Pacyfikowanie Sądu Najwyższego ma nie tylko podporządkować ten sąd rządzącej partii, odsunąć od orzekania sędziów, którzy ukończyli 65 lat, i zastąpić ich nominatami PiS. Ono rozciąga się na cały wymiar sprawiedliwości. Po pierwsze, ma zastraszyć sędziów wszystkich sądów powszechnych. Po drugie, ma skłócić to środowisko. Na stanowiska zwolnione przez przesuniętych w stan spoczynku sędziów już czają się inni, młodsi, bez dorobku i doświadczenia, ale z wygórowanymi ambicjami.

Świadoma część społeczeństwa, rozumiejąca, co się dzieje i jakie będą tego konsekwencje, protestuje. Reszta nie bardzo wie, o co chodzi w tej obronie sądów i sporach prawnych. Tym ludziom trzeba jasno wytłumaczyć: bronimy nie sądów i sędziów dla nich samych. Broniąc sądów i sędziów, bronimy was! Bronimy was przed samowolą władzy, przed bezbronnością w konflikcie z państwem i jego urzędami. Bronimy państwa prawa, bo tylko w nim i wy, i my możemy się czuć bezpiecznie!

Bronimy demokracji, która nie może funkcjonować bez trójpodziału władz, a która czyni was podmiotami współdecydującymi o państwie, a nie przedmiotami w rękach rządzącej partii. Bronimy państwa, które rozumiemy jako dobro wspólne wszystkich obywateli, bez względu na światopogląd, wyznanie, pozycję społeczną czy orientację seksualną.

Wielkim zadaniem mediów i polityków opozycyjnych jest wytłumaczenie tych prostych spraw społeczeństwu. Wtedy protesty pod sądami gromadziłyby znacznie większe tłumy.

Wydanie: 28/2018

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy