Z tarczą czy na tarczy

Z tarczą czy na tarczy

Czy prezydent chcący sfinansować tarczę z pieniędzy zaoszczędzonych po wycofaniu się z Afganistanu wie o tym, że mamy do spłaty kredyt na F-16?

Prezydent Bronisław Komorowski zaczyna grać pierwsze skrzypce w reformie wojska. Najpierw dość niespodziewanie ogłosił koncepcję budowy narodowej tarczy antyrakietowej i przeciwlotniczej, a w przemówieniu z okazji Święta Wojska Polskiego dodał do tego program ratowania Marynarki Wojennej oraz reformy dowództwa i szkolnictwa wojskowego.
Najwięcej emocji budzi budowa tarczy antyrakietowej. Ogólne prezydenckie koncepcje uściślił minister obrony narodowej, informując, że Polska byłaby zainteresowana budową systemu przeciwlotniczo-antyrakietowego wspólnie z Niemcami i Francją.

Przed kim ma bronić tarcza?

Nikt z profesjonalistów nie bierze realnie pod uwagę zagrożenia terytorium polskiego ze strony rakiet Iranu czy Korei Północnej. Dla obu tych państw podstawowym wrogiem są Stany Zjednoczone, a dla islamistycznego Iranu również Izrael. Irańskie rakiety najnowszej generacji Szahab-3 mogą dolecieć nad terytorium Izraela, ale z ich celnością są olbrzymie problemy. Specjaliści twierdzą, że celniejsza od nich była niemiecka V-2 z czasów II wojny światowej. Korea natomiast przeżywa ogromne kłopoty gospodarcze i – jak wynika z wielu analiz – konstrukcja nowej rakiety klasy Taepodong 3 posuwa się bardzo wolno.
Realne polskie potrzeby to zasadnicza modernizacja systemu obronnego istniejącego jeszcze w ramach Układu Warszawskiego. System ten powinien być przystosowany do obrony ataku rakietowego ze wschodu. Trudno zakładać, że skutecznie wyeliminuje on takie nowoczesne rosyjskie rakiety, jak Buława, Jars, Siniewa czy Topol-M. Jednak na szczęście dla nas systemy kierowania wymienionych rakiet są skonstruowane dla lotu południkowego, a nie równoleżnikowego.
Rosja może jednak dosięgnąć naszego terytorium za pomocą innych rakiet. W rejonie Smoleńska stacjonują minimum dwie brygady nienowych, ale bardzo sprawnych i sprawdzonych rakiet klasy SS-20, startujących z wyrzutni ruchomych. Są to rakiety, które obejmują swoim zasięgiem również Niemcy oraz znaczną część terytorium Francji. Ponadto Polska znajduje się w zasięgu działania mniejszych rakiet SS-21, mogących dolecieć mniej więcej do Berlina. W rejonie Kaliningradu Rosjanie rozpoczęli instalowanie pierwszych egzemplarzy nowych rakiet Iskander.

Najlepsza obrona to atak

Najlepszą formułą obrony antyrakietowej byłoby uzyskanie zdolności prewencyjnego ataku w instalacje, które mogą być wymierzone w polskie terytorium. Możliwości naszych systemów defensywnych nie są bynajmniej takie małe. Polska we własnym zakresie wybudowała już dolne piętro systemu obrony. Bardzo głęboko zmodernizowano rosyjską rakietę Igła, która jako polska rakieta Grom jest znacznie sprawniejsza od pierwowzoru. Jest ona instalowana w kilku systemach obronnych, m.in. Loara i Poprad, bardzo dobrze ocenianych przez ekspertów i chętnie kupowanych przez zagranicznych kontrahentów.
Posiadamy też istotne elementy średniego piętra obrony przeciwlotniczej i antyrakietowej. Jest to również poważnie zmodernizowany rosyjski system Newa. W ramach modernizacji lampowy system sterowania wymieniono na elektroniczny, poprawiono również parametry stacji naprowadzania. Polski system Newa SC jest uważany za jeden z lepszych w świecie. Problemem jest natomiast ograniczony zapas rakiet. Dlatego też tylko jedna nasza brygada przeciwlotnicza posiada ten system.
Polska armia ma również pewne elementy górnego piętra systemu obrony przeciwlotniczo-antyrakietowej. Są to dwa dywizjony wyposażone w rakiety S-200 Wega. Tu też dokonano daleko idących modernizacji w systemach naprowadzania i kierowania, ale i w tym wypadku problemem jest mały zapas rakiet.

Przyjaciół poznaje się w biedzie

Nasz system obrony wymaga zatem uzupełnienia. Mogłyby nim być wypróbowane amerykańskie rakiety systemu Patriot, którymi proponuje się uzupełnić średnie piętro obrony. Są one jednak niezmiernie kosztowne. Dywizjon takich rakiet z całą niezbędną infrastrukturą to dla armii amerykańskiej koszt 136 mln dol., ale już w eksporcie to cena ok. 160 mln dol. Żeby pokryć całe terytorium Polski, potrzebne byłoby 18 baterii (jeden dywizjon to trzy baterie bojowe plus bateria techniczna). Ponieważ jednak w tym systemie baterie nawzajem się bronią, trzeba by było tę liczbę podwoić. Niemcy np. posiadają 12 własnych baterii i dodatkowo na ich terytorium stacjonuje 16 baterii amerykańskich patriotów, nie licząc baterii innych rakiet z nowoczesnymi THAAD włącznie.
Do obrony dalekosiężnej USA proponują zainstalowanie za około pięć-osiem lat na terenie Polski rakiety SM-3. Jest to kolejna generacja używanych od ok. 15 lat morskich rakiet klasy SM-1. Tego typu rakiety zainstalowane na krążownikach były już kilkakrotnie używane m.in. do strąceń nieczynnych satelitów. System jest porównywalny do rosyjskiego S-300, ale gorszy od nowego S-400, mimo że dysponuje większym zasięgiem. Nie wiadomo jednak, czy system SM-3 byłby przekazany Polsce, czy tylko stacjonowałby na terytorium naszego kraju. Doświadczenie w kontaktach ze stroną amerykańską wskazuje, że rozmówcy znad Potomacu dbają wyłącznie swoje interesy.
Z tego punktu widzenia realizacja koncepcji budowy wspólnej tarczy z Niemcami i Francją byłaby dla Polski korzystna, przywróciłaby też podupadającą rangę politycznego Trójkąta
Weimarskiego. Podstawą tego sytemu byłaby rakieta Aster-30 o nowoczesnych parametrach, a osiągach porównywalnych z systemem S-200.

Skąd wziąć pieniądze

Niewątpliwie konwencjonalna przeciwlotniczo-antyrakietowa tarcza jest Polsce dziś i przez jakieś 15 następnych lat potrzebna. Nawet nie po to, żeby bronić się przed atakiem rosyjskim, który w sumie jest mało prawdopodobny. Ale mając system obronny, automatycznie wzmacnia się własną pozycję. Litwa, której nieba bronimy w ramach operacji „Orlik” za pieniądze polskiego podatnika, od kilku lat konstruuje własne rakiety ofensywne. Dziś są to pociski o zasięgu ok. 90 km, jutro zasięg może być powiększony.
Cały czas pozostaje dylemat kosztowy. Bo tak jak w siłach powietrznych coraz więcej miejsca zajmują bezzałogowe drony, tak w obronie przeciwlotniczo-antyrakietowej wyraźne są nowe niekonwencjonalne technologie. Amerykanie prowadzą już nie eksperymenty, ale wdrożenia zupełnie nowych technologii do zwalczania rakiet przeciwnika. Około roku 2025 już nie antyrakieta, ale laserowe czy elektromagnetyczne działo będzie skutecznie zestrzeliwać rakiety ofensywne. Również te manewrujące i wielogłowicowe. Dlatego dla Polski istotne jest pytanie, na jaką skalę i za jakie sumy mamy rozwijać klasyczne technologie antyrakietowe.
Prezydent Komorowski w czasie uroczystości Święta Wojska Polskiego wskazał na hipotetyczne źródła finansowania projektowanych instalacji. Miałyby to być po 2014 r. fundusze, które obecnie zużywamy na utrzymanie naszego kontyngentu w Afganistanie, czyli ok. 1 mld zł rocznie. To rozsądne stanowisko. Należałoby jednak spytać, czy prezydent wziął pod uwagę to, że od przyszłego roku zaczniemy spłacać Stanom Zjednoczonym 8,2 mld dol. (6,4 mld plus odsetki) kredytu, który Polska zaciągnęła na zakup 48 wielozadaniowych samolotów F-16. Spłata rozłożona jest na 12 lat, początkowo to ok. 400 mln dol. rocznie, potem raty będą wyższe i w końcówce znów się obniżą. Nadzieją dla wojska jest to, że prezydencki parasol nad reformami zapewne sprawi, że utrzymane zostaną budżetowe nakłady w wysokości 1,95% PKB.

Wydanie: 34/2012

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy