Notes dypolomatyczny

Notes dypolomatyczny

Pisaliśmy tydzień temu o Józefie Osasie, nowym ambasadorze w Libii, i o tym, jak bardzo był chwalony przez posłów podczas przesłuchania w sejmowej komisji. Życzliwi podpowiedzieli nam jeszcze jedno – na tym samym posiedzeniu przesłuchiwany był Bogusław Nowakowski, ambasador w Kinszasie. Nowakowski to były księgowy MSZ, od 2001 r. był charge d’affaires a.i. ambasady RP w Wybrzeżu Kości Słoniowej, a rok temu został przeniesiony do Kinszasy jako kierownik placówki. Bo jego poprzednik, ambasador w Kongu, został przez ministra odwołany. I to w takim trybie, że hej. Nowakowski na tej placówce przyniósł spokój i całe szczęście, bo przez lata należała do najbardziej pechowych, urzędujący tam ambasadorowie szybko wracali do kraju po mniejszych lub większych skandalach.
Ale nie o tym chcielibyśmy mówić, nie to stanowiło clou sejmowego przesłuchania. Otóż poseł Macierewicz zapytał Nowakowskiego, czy był oficerem lub współpracownikiem służb specjalnych PRL. Pytanie z gruntu śmiesznych, no bo jakiej odpowiedzi na tak postawione pytanie można się spodziewać? Obojętnie, był czy nie był, jest czy nie, musi zaprzeczać. Ale Nowakowski wyłamał się z tej tradycji. I zdumionym posłom oświadczył, że, owszem, miał kontakt z „komunistycznymi” służbami specjalnymi. „Kiedy rozpoczynałem pracę w MSZ, pierwszą instytucją, której pracownik zgłosił się do mnie, był wywiad komunistyczny – mówił Nowakowski, dyplomata bez wątpienia PRL-owski. – Chciano mnie zwerbować na pracownika wywiadu. Ponieważ wyjeżdżałem za granicę, byłem zobowiązany pisać sprawozdania. Pisałem dla nich sprawozdania, ale nie zgodziłem się zostać pracownikiem wywiadu”.
Oto więc powstała nam nowa kategoria – nie był pracownikiem wywiadu, ale pisał dla wywiadu sprawozdania.
Tak samo mniej więcej tłumaczył się swego czasu Bill Clinton ze swoich kontaktów z Moniką Lewinsky – że ona z nim uprawiała seks, ale on z nią nie…
Jeżeli jesteśmy przy księgowym MSZ, warto nadmienić, że powoli rozwiązywana jest sprawa budynku naszej ambasady w Berlinie (w tę sprawę zamieszany był także Nowakowski, ale ma kwity, z których wynika, że ostrzegał i był przeciw, więc jego do grupy marnotrawców zaliczyć nie można). Pisaliśmy o tym już chyba kilkanaście razy, więc nie ma co wszystkiego przypominać. W każdym razie ministerstwo robi wszystko od nowa, zamiast budować nowy budynek, wyremontuje stary i właśnie na dniach ma być rozstrzygnięty przetarg na wykonanie dokumentacji technicznej związanej z remontem. Do końca roku mają być zakończone prace projektowe, potem będziemy mieli procedurę uzyskiwania stosownych zezwoleń w berlińskim Senacie, no i roboty remontowe mają ruszyć późną wiosną przyszłego roku. Daj Boże, bo straszy to rumowisko.
A co do starego projektu – MSZ kieruje sprawę do sądu, żeby wyegzekwować od firmy architektonicznej należną dokumentację, no i część zapłaconych pieniędzy. Ale to będzie niełatwa rzecz do zrobienia… Tak jak ukaranie tych, którzy na nierealne projekty i złe umowy przetracili MSZ-etowskie pieniądze. Ha!

Wydanie: 34/2004

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy