Technologia uzależnia

Technologia uzależnia

Muszą istnieć strefy, do których technologia nie ma wstępu. U mnie to sypialnia

Benjamin Dickinson – amerykański aktor, reżyser i scenarzysta

Przygląda się pan technologii jako zagrożeniu dla człowieka. Z jednej strony, odnosi się pan do niej krytycznie, z drugiej, wykorzystuje jej zdobycze w kinie, chociażby w filmie „Creative Control”.
– Kino nie działa bez człowieka. To przedłużenie naszej wyobraźni, która jest przecież wrodzona. Użycie jej do stworzenia rzeczywistości alternatywnej wspiera postęp, inspiruje i łączy ludzi. Większość filmów odwraca uwagę i pozwala oderwać się od dnia codziennego, mogą one także być prawdziwym dziełem sztuki.

Czy z innymi zdobyczami technologii nie jest podobnie?
– Tak, oczywiście. Technologia sama w sobie jest neutralna. Bywa jednak wykorzystywana jako narzędzie kontroli lub wyzysku. Problemem staje się w rękach podżegaczy wojennych oraz organizacji wykorzystujących planetę i ludzkość w destruktywny sposób. Sama technologia jest tylko narzędziem.

Pan chciał od początku pokazać, do jakich szkód może prowadzić jej niewłaściwe użycie?
– Z początku refleksja nad technologią miała być niewielką częścią moich filmów. Chciałbym zrobić film, który mógłby podpisać Woody Allen, gdyby opowiadał o pokoleniu internetu. Kiedy siadam do pisania scenariusza, wyłania się przede mną świat technologii traktowanej jako sposób odwzorowania naszych wewnętrznych fantazji i ucieczki od tu i teraz, co może prowadzić do uzależnienia.

Powinniśmy przywiązywać większą wagę do tego, czy za technologią, z której korzystamy, nie stoją ludzie próbujący nami manipulować?
– Szczególnie dziś powinniśmy być dwa razy ostrożniejsi i mieć na względzie ostatnie wydarzenia – przy okazji Brexitu, kiedy ludzie nie wiedzieli, z czym on się wiąże, i w Stanach Zjednoczonych, kiedy wyborcy oddawali głos na kandydata bez znajomości jego programu, przeświadczeni, że wiedzą o nim wszystko, bo posługiwali się sprytnie przygotowanymi streszczeniami biografii.
Mówi się, że żyjemy w epoce postprawdy, w której w mediach społecznościowych roi się od fałszywych informacji. Efekt jest taki, że przestajemy ufać mediom, nie traktujemy ich poważnie, bo one same padają ofiarą sensacyjności. Tak wygląda nasz dzisiejszy świat. To rzeczywistość pozornie kontrolowanego chaosu, którą bardzo łatwo zmącić.

Z drugiej strony, jeśli przyjrzeć się krajom arabskiej wiosny, tam technologia przysłużyła się jako jedyne rzetelne źródło informacji i komunikacji.
– Nie chcę negować roli technologii w dostępie do informacji. Przypominam jedynie, jak elastycznym jest ona narzędziem. Może być używana i przez powstańców do walki z opresją, i przez reżimowców jako bat na ludzi. Proszę spojrzeć na kraje Zachodu, w których technologia ma jeden zasadniczy cel: ma uspokajać i odwracać uwagę.

Postęp technologiczny idzie dalej i przekłada się na militaria. Głośno jest teraz w Stanach Zjednoczonych o programie dronowym, który wygląda jak gra komputerowa. Ludzie siedzą przed ekranem i prowadzą wojnę, jakby byli w świecie wirtualnym. My zresztą też rzadko z tego wirtualnego świata wychodzimy, jakbyśmy brali udział w permanentnej wojnie o informacje, przez co pracujemy non stop.

W wielu krajach pracownikom zabrania się korzystać po pracy ze służbowego mejla.
– Moglibyśmy bardziej świadomie zaprojektować naszą kulturę pracy. Umysł nieustannie rozpraszany przez różne bodźce nie jest specjalnie wydajny. Robię lepszą robotę, jeśli skupiam się na jednym zadaniu przez dłuższy czas. Ale może jestem staromodny? Być może dzisiejsze dzieci są wielozadaniowe? Myślę jednak, że istnieje biologiczne przystosowanie człowieka do koncentrowania uwagi na jednej rzeczy. Kiedy rąbiesz drewno, lepiej, żebyś był stuprocentowo skupiony na tym zadaniu. Tego typu czynności wymagają harmonii pomiędzy ciałem a umysłem, nie można robić wszystkiego naraz. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że nasza przyszłość leży w Dolinie Krzemowej i że pojawienie się sztucznej inteligencji nie jest wcale odległe, ale czy to pociąga za sobą zmianę w naszej ewolucji? Nie wydaje mi się.

Nie ma pan koszmarów, że sztuczna inteligencja przejmuje władzę nad światem?
– Jest wiele – nazwijmy to – sekt, które wierzą, że wraz ze sztuczną inteligencją pojawi się możliwość programowania naszego ciała, w związku z czym z życia człowieka łatwo da się usunąć cierpienie i inne stany chorobowe. Dla mnie to niewyobrażalne. Uważam, że ból jest częścią doświadczenia bycia człowiekiem. Tylko on pozwala na wzajemne dotarcie do siebie, bez niego interakcje między ludźmi będą puste. Jedyne, co mnie pociesza, to to, że sztuczna inteligencja może znaleźć więcej wyznawców niż polityka i Kościół katolicki.

W jaki sposób technologia oferuje alternatywę dla naszej rzeczywistości, podobnie jak narkotyki i alkohol?
– Śmiało zarysowałbym analogię pomiędzy uzależnieniem od technologii a uzależnieniem od narkotyków. Obie jego formy to choroby społeczne. Przyjęło się postrzegać uzależnienie jako porażkę jednostki, jej słabość. A przecież używki są głównie projektowane. Papierosy zaprojektowano, żeby uzależniały, kokainę też – zupełnie jak Twitter czy Facebook, które także stworzono, aby uzależniały. Kapitalizm najbardziej kocha uzależnionych od czegoś klientów. To przecież jedyne osoby, które wydadzą znów pieniądze, by zaspokoić swoje uzależnienie. Myślę, że tak naprawdę zarówno prochy, jak i technologia są neutralne, a to, że stały się uzależniające, wynika z tego, jak zostały nam przedstawione i jak są dziś używane.

Wiele osób twierdzi, że za sprawą używek lepiej poznaje siebie. Technologia też ma taką moc?
– Technologia ma potencjał odblokowywania ukrytych możliwości umysłu i nieodkrytych przestrzeni świadomości, poszerzania jej na wiele sposobów. Od narkotyków i alkoholu różni się tym, że jest w stanie to robić bez fizycznego wyczerpania organizmu. W każdej epoce był ktoś, kto potrafił wykorzystywać technologię do podnoszenia jakości życia i wyrażania tego, co w ludzkiej świadomości najpiękniejsze. Maszyna Gutenberga rozbudziła ludzkie umysły, bo dostarczyła im książek, elektryczność wydłużyła czas naszego aktywnego funkcjonowania, samolot umożliwił zapoznawanie się z odległymi zakątkami globu, a przez to lepsze rozumienie świata, o komputerach nie wspomnę. To banalne przykłady, o których nie wolno zapominać, bo niewątpliwie wpłynęły na nasz system myślenia, stan umysłu i świadomości, które dziś działają szybciej niż kiedyś.

Ta prędkość jest stała czy jednostajnie przyśpieszona?
– Odpowiem na przykładzie kina, sztuki całkiem młodej. Proszę spojrzeć na dzisiejszych reżyserów, takich jak Allen, którzy nie tylko reżyserują i piszą scenariusze, ale też obsadzają siebie w głównych rolach. Czy dekady temu coś takiego było możliwe? Nie, ale rozwój technologii nam to umożliwił. Wpłynął na świadomość twórców i upewnił ich w przekonaniu, że poradzą sobie wielozadaniowo. Dziś umiemy myśleć w ten sposób, co przekładamy na działanie. Tak samo jest w innych obszarach życia.

Jakie są pańskie relacje z technologią?
– Cóż, nie chcę być hipokrytą – jestem całkowicie uzależniony od mojego smartfona. Poddaję się iluzji, że dzięki niemu utrzymuję kontakt z ludźmi, na których mi zależy. Żeby im dać poczucie, że jestem dla nich dostępny, spoglądam na ekran coraz częściej. Za pomocą telefonu prowadzę też interesy, więc relacje zawodowe i prywatne się mieszają. Niby w dzisiejszym świecie to naturalne, ale przez to zaburza się nasz sposób przeżywania sytuacji niekomfortowych. Kiedyś, gdy ktoś nas wkurzył w pracy, w drodze do domu zdołaliśmy już ochłonąć. Podobnie gdy mieliśmy gorszy dzień w domu, atmosfera w pracy potrafiła zmienić nastawienie do rzeczywistości. Dziś to wszystko się miesza.

Do uzależnienia chyba jeszcze daleko.
– Technologia staje się też sposobem odreagowania bólu i stresu, choćby kiedy gramy na smartfonie bądź oglądamy na nim głupie filmiki. Niektórzy mają to w zwyczaju tak jak inni zapalenie papierosa.

Sam staram się skryć własne doświadczenia przed technologią. Na przykład moja sypialnia jest strefą bez smartfonów, komputerów i wszelkich podobnych urządzeń. To niby nic, ale ta reguła ma ogromną moc oddziaływania. Zacząłem nawet nosić zegarek, aby nie być zmuszonym do wyciągania telefonu, kiedy chcę sprawdzić godzinę. Po prostu szukam własnych sposobów na to, by trzymać się z dala od technologii. Często kiedy jestem wkurzony, chcę uciec sam od siebie. Najłatwiej mi to osiągnąć, gdy włączam grę na komputerze czy na smartfonie. W ten sposób staję się tylko coraz bardziej przybity. Tak wygląda cykl nałogu. Nie chcę być w niego wprzęgnięty.

Chce pan powiedzieć, że pańskie filmy są także o panu?
– Tak, oczywiście, chociaż scenariusze nie są nigdy odbiciem mojego życia. Nigdy nie funkcjonowałem w podobny sposób jak moi bohaterowie, nigdy nie pracowałem w korporacji. Jednak są to symulacje, wyobrażenia, jak mogłoby wyglądać moje życie. Nie są to filmy dokumentalne, ale tak, są o mnie.

Wydanie: 7/2017

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy