Teraz Arabia Saudyjska?

Teraz Arabia Saudyjska?

Mimo miliardów petrodolarów sytuacja ekonomiczna monarchii nie jest najlepsza

Rewolucja w Libii wywołała niepokój na światowych rynkach. Kraj ten jest 12. na liście czołowych eksporterów ropy (dzienne wydobycie sięga 1,8 mln baryłek), lecz praca na polach naftowych ustaje, a zachodnie koncerny ewakuują pracowników. Pustynne szczepy grożą wstrzymaniem transportu ropy, podobno także Kaddafi rozkazał swoim ludziom niszczenie instalacji naftowych, aby udowodnić, że tylko on może powstrzymać rozruchy.
Ceny ropy przekroczyły w ubiegłym tygodniu 110 dol. za baryłkę i były najwyższe od września 2008 r. Co się stanie, jeśli zamęt ogarnie także Arabię Saudyjską, która wydobywa 8,5 mln baryłek dziennie i dysponuje ponad jedną piątą światowych rezerw ropy? Czy rozpocznie się nowy kryzys naftowy, który doprowadzi do załamania światowej gospodarki?
Komentatorzy uspokajają, że to mało prawdopodobny scenariusz. Państwo Saudów jest niezwykle zamożne, a bogaci obywatele nieskorzy do protestów. W dodatku rozbudowany aparat represji sprawnie zwalcza opozycję.

Ale pożary wybuchają

już u granic królestwa. Trwają protesty w Jemenie. Rządzący od ponad 30 lat prezydent Ali Saleh obiecał wprawdzie, że w wyborach w 2013 r. nie będzie już kandydował, ale ludziom to nie wystarcza. 22 lutego policja w Sanie otworzyła ogień, zabijając jednego z demonstrantów. Na znak protestu przeciw brutalności sił bezpieczeństwa siedmiu parlamentarzystów z partii rządzącej podało się do dymisji. Jeśli Saleh upadnie, Jemenowi grozi rozpad. Południe dąży do secesji, na Północy faktycznie niezależne stały się uzbrojone plemiona szyitów. Arabia Saudyjska obawia się szyitów, oskarżając ich o sprzyjanie szyickiemu Iranowi. 15% jej ludności stanowią szyici, na ich ziemiach znajdują się największe zasoby ropy naftowej. Szyizm wyznają także dwie trzecie ludności Bahrajnu, małego, wyspiarskiego państwa w Zatoce Perskiej (powierzchnia 717 km kw., populacja 800 tys., dzienne wydobycie ropy 200 tys. baryłek). Szyici czują się dyskryminowani przez sunnicką rodzinę królewską z dynastii Chalifa oraz elitę rządzącą.
Bahrajn ma kluczowe znaczenie strategiczne dla Stanów Zjednoczonych. Tu stacjonuje amerykańska V Flota, której okręty i samoloty operują w Zatoce Perskiej, a także na Oceanie Indyjskim, szachując Iran. Od dwóch tygodni w Manamie, stolicy Bahrajnu, trwają protesty społeczne. W nocy z 17 na 18 lutego siły bezpieczeństwa, złożone przeważnie z najemników z Syrii, Jordanii, Indii i Pakistanu, niespodziewanie dokonały rzezi wśród demonstrantów. Siedem osób zginęło, setki odniosły rany. Żołnierze wywlekali lekarzy z karetek pogotowia i bili ich bezlitośnie.
Król Al Chalifa, wezwany przez Waszyngton do umiarkowania, próbował polityki ustępstw. Rozdał obywatelom po 8 tys. dol., a 23 lutego zwolnił więźniów politycznych. Jednak

przelana krew wzburzyła tłumy.

Wielu demonstrantów, wcześniej żądających tylko reform i zmian w rządzie, teraz chce obalenia monarchii. Na to Arabia Saudyjska z pewnością nie pozwoli. W razie konieczności podejmie z cichym błogosławieństwem USA interwencję zbrojną, aby uratować Al Chalifę i sunncki reżim w Bahrajnie.
Monarchia Saudów ma jednak coraz większe kłopoty.
Średnia wieku króla Abdullaha, następcy tronu księcia Sultana oraz ministra spraw wewnętrznych to 83 lata. Spośród 18,5 mln rodzimej ludności 47% nie ukończyło jeszcze 18 lat. Młodzi ludzie mający dostęp do Facebooka, Twittera i innych serwisów społecznościach dysponują wiedzą o nowoczesnym świecie i coraz częściej uznają za anachroniczny system, w którym król sprawuje władzę niemal absolutną, partie polityczne, związki zawodowe i wszelkie protesty są zakazane, normy życia określa wahabizm (średniowieczna, fundamentalistyczna odmiana islamu), a kobietom zabrania się nawet prowadzenia samochodów. Mimo miliardów petrodolarów sytuacja ekonomiczna monarchii nie jest najlepsza. Oficjalnie bezrobocie sięga 12%, w rzeczywistości jest znacznie wyższe. Według niektórych szacunków, 40% populacji żyje poniżej granicy ubóstwa, zwłaszcza szyici nie mają żadnych perspektyw. A wokół trwają rewolucje. Kto przed dwoma miesiącami mógłby przypuszczać, że autokraci Ben Ali z Tunezji i Hosni Mubarak z Egiptu stracą władzę?
Saudyjscy książęta są coraz bardziej zaniepokojeni. 23 lutego 87-letni król Abdullah powrócił z trzymiesięcznego leczenia za granicą i obiecał obywatelom podwyżki pensji, zasiłki, subwencje oraz inne korzyści w wysokości 36 mld dol.
Reżim zapowiedział, że do końca 2014 r. przeznaczy 400 mld dol. na uzdrowienie oświaty, infrastruktury oraz opieki zdrowotnej.
Wielu opozycjonistów twierdzi jednak, że tym razem nie pozwoli się kupić. 28-letni Mahmud Sabbagh i inni młodzi saudyjscy aktywiści wysłali petycję do króla, domagając się reform, wprowadzenia konstytucji, pochodzącego z wyborów parlamentu oraz większych praw dla kobiet. Internauci umawiają się, że 11 marca urządzą saudyjski „dzień gniewu”. Nie wiadomo, czy rzeczywiście do niego dojdzie. Ale kiedy przez świat arabski przechodzi fala wielkich zmian, wszystko może się wydarzyć.

Wydanie: 9/2011

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy