Topolanek pognębiony

Topolanek pognębiony

Upadek czeskiego rządu to triumf eurosceptycznego prezydenta Vaclava Klausa

Czesi sprawili Europie niespodziankę, i to nieprzyjemną. Izba Poselska przegłosowała wotum nieufności wobec centroprawicowego rządu premiera Mirka Topolanka. Akurat w czasie, gdy Praga sprawuje prezydencję Unii Europejskiej.
W Brukseli zapanował niepokój. Eurodeputowany z ramienia niemieckiej CDU i ekspert od spraw polityki zagranicznej, Elmar Brok, oświadczył, że dymisja rządu może pogrzebać traktat lizboński, który musi być jeszcze ratyfikowany przez czeski Senat i podpisany przez prezydenta. Obalony premier Topolanek nie będzie miał możliwości wpłynięcia na senatorów z eurosceptycznego skrzydła swej Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS). „Eurosceptyczny prezydent Vaclav Klaus wygrał swoją walkę z Europą”, powiedział europoseł Brok.
Nad Wełtawą wróble ćwierkają, że prezydent Klaus, który w grudniu ub.r. wystąpił z ODS, maczał palce w usunięciu życzliwego Unii Europejskiej Topolanka, którego nie cierpi. Niecały tydzień przed głosowaniem w Izbie Poselskiej premier zapowiedział, że przedstawi

konkretne dowody manipulacji

podczas wyborów prezydenckich w 2007 r.
Było to wyzwanie wobec Klausa oraz przywódcy pozostających w opozycji socjaldemokratów, Jiríego Paroubka. Czy prezydent postanowił wysłać premiera na pustynię, zanim ten ujawni swoje rewelacje?
Lewicowa opozycja (socjaldemokraci i komuniści) uprzednio czterokrotnie zgłaszała wotum nieufności wobec Topolanka, stojącego na czele rządu złożonego z ODS oraz mniejszych ugrupowań – chrześcijańskich demokratów i Zielonych. Za każdym razem wniosek upadał. Ale 24 marca wraz z deputowanymi lewicy zagłosowały przeciwko Topolankowi dwie byłe posłanki Zielonych oraz dwaj „rebelianci” z ODS. Jeden z nich przyznał, że przed podjęciem decyzji skonsultował się z prezydentem. Tym razem opozycja zebrała 101 głosów, akurat tyle, ile potrzeba do obalenia gabinetu. Było to pierwsze skuteczne wotum nieufności wobec rządu od czasu utworzenia Republiki Czeskiej w 1993 r.
Z pewnością do klęski Topolanka przyczynił się kryzys finansowo-ekonomiczny. Czechy zbyt jednostronnie postawiły na przemysł samochodowy, produkujący przede wszystkim na eksport. Nazwane zostały nawet „Detroit Wschodu”. Ale kiedy na skutek powszechnej ekonomicznej mizerii zagranica przestała kupować auta z Czech, produkcja przemysłowa spadła o 23% w czasie jednego miesiąca. Podczas debaty w Izbie Poselskiej opozycja nie bez pewnych racji oskarżała rząd, że nie docenił nadchodzących gospodarczych zawirowań. Topolanek bronił się, wskazując, że upadek gabinetu może otworzyć drogę do władzy komunistom, którzy przez 20 ostatnich lat niczego się nie nauczyli. Ten argument nie przekonał posłów.
Jirí Paroubek zapowiedział, że jego partia może tolerować rząd Topolanka aż do końca czeskiej prezydencji UE, która upływa 30 czerwca. Przywódca socjaldemokratów podkreślił jednak, że gabinet utracił mandat społeczny i powinien administrować przy pomocy

komisji ekspertów.

ODS domaga się, aby prezydent ponownie powołał Topolanka na premiera. Pragnie także przedterminowych wyborów już w lipcu. Opozycja, obawiając się popularności Topolanka, woli wezwać obywateli do urn dopiero jesienią lub jeszcze lepiej wiosną 2010 r. Paroubek nie kwapi się, żeby przejmować władzę w czasie ekonomicznych turbulencji.
Po parlamentarnym zwycięstwie opozycji najważniejszym aktorem czeskiej sceny politycznej znów stał się „ojciec Republiki”, prezydent Vaclav Klaus, który cieszy się poparciem 65% obywateli. Konstytucja daje mu szerokie pole manewru. Stwierdza, że powinien desygnować kandydata na premiera z najsilniejszego ugrupowania w parlamencie (czyli obecnie ODS), nie precyzuje jednak, kiedy ma to nastąpić i czy premierem musi zostać ten, którego partia zaproponuje. Komentatorzy przewidują, że Klaus chętnie poprze wielką koalicję ODS i socjaldemokratów, na której czele stanie jako szef rządu

ambitny burmistrz Pragi

Pavel Bem. Czy jednak socjaldemokraci zgodzą się na taką konstelację, to już inna sprawa.
W każdym razie upadek rządu w czasach kryzysu nie zapowiada Czechom nic dobrego. Także prezydencja Pragi w Unii Europejskiej nie będzie sukcesem. Topolanek zapewnia, że to nie żadna katastrofa, ale jego autorytet mocno ucierpiał. Przywódcy państw UE nie będą szanować premiera, który utracił zaufanie legislatywy.
Joseph Daul, przewodniczący frakcji Europejskiej Partii Ludowej w europarlamencie, powiedział: „Europa potrzebuje w czasach kryzysu silnego przywództwa. Czeskie wotum nieufności zagraża stabilności Europy i jej wizerunkowi na arenie międzynarodowej”.
Pytanie, jak skończy się proces ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Być może po odejściu Topolanka prezydent Klaus nakłoni eurosceptyków z ODS, aby odrzucili traktat w Senacie. Szef euroliberałów, Graham Watson, wyraził opinię, że Czechy powinny ogłosić przedterminowe wybory i wreszcie dokończyć proces ratyfikacyjny.

Wydanie: 13/2009

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy