Pierwsza bitwa o Europę

Pierwsza bitwa o Europę

A reveller takes a picture of a carnival float depicting US president Donald Trump with Marine Le Pen, Geert Wilders and Adolf Hitler, reading 'blonde is the new brown' prior the traditional carnival parade in Duesseldorf, Germany, on Monday, Feb. 27, 2017. The foolish street spectacles in the carnival centers of Duesseldorf, Mainz and Cologne, watched by hundreds of thousands of people, are the highlights in Germany's carnival season on Rose Monday. (AP Photo/Martin Meissner)

Wynik wyborów w Holandii może określić kierunek kluczowych głosowań tego roku Rok 2017 od dawna zapowiadano jako ten, który na lata może ukształtować geopolityczny porządek wśród najważniejszych graczy europejskich. Kluczowe wybory – we Francji i w Niemczech – po klęsce Davida Camerona w głosowaniu brexitowym i szturmie Donalda Trumpa na Biały Dom zyskały dodatkowy kontekst i znaczenie. Te pierwsze – gdyż zwycięstwo bratającej się z Kremlem, antyeuropejskiej Marine Le Pen staje się coraz bardziej realne. Te drugie – ponieważ ich stawką jest teraz rola i kształt przywództwa w liberalnym świecie euroatlantyckim. A raczej tym, co z owego świata zostało. Zanim jednak Francuzi i Niemcy pójdą do urn, pierwsza odsłona ogólnoeuropejskiej bitwy między siłami starego porządku i gniewnymi populistami rozegra się w Holandii. Parcie Wildersa Jeszcze niedawno wydawało się, że w wyznaczonych na 15 marca wyborach triumfować będzie Partia Wolności (PVV), ugrupowanie o wyraźnym zabarwieniu antyimigranckim, posługujące się ksenofobiczną retoryką. Na jego czele stoi Geert Wilders, jeden z bardziej rozpoznawalnych w Europie „polityków protestu”. Parlamentarzysta z wieloletnim stażem, założył PVV w 2006 r. jako kolejny etap po swojej jednoosobowej formacji politycznej, Groep Wilders, w holenderskim parlamencie. O Partii Wolności pierwszy raz głośno zrobiło się w 2010 r., kiedy Wilders wprowadził do parlamentu 24 deputowanych, co uczyniło ją trzecią co do wielkości siłą polityczną w kraju. Ponieważ zwycięzcy, centroprawicowej partii VVD premiera Marka Ruttego, nie udało się uzyskać większości pozwalającej na stabilne samodzielne rządzenie, poparcie polityków partii Wildersa stało się kluczowe przy formowaniu nowego gabinetu. PVV poparła mniejszościowy rząd Ruttego, nie domagając się w zamian żadnej teki ministerialnej. Zrobiła to jednak warunkowo, za obietnicę spełnienia przynajmniej części jej postulatów, przede wszystkim dotyczących zaostrzenia prawa imigracyjnego i nałożenia dużo większych obowiązków asymilacyjnych na obcokrajowców przybywających do Holandii. Chwiejny sojusz nie przetrwał jednak długo. Wilders wycofał poparcie już dwa lata później, wysuwając na czoło postulatów żądanie opuszczenia przez Holandię Unii Europejskiej, która jego zdaniem była źródłem kłopotów finansowych, administracyjnych i imigracyjnych. Rutte, doświadczony na arenie krajowej i międzynarodowej euroentuzjasta, nie mógł zaakceptować sojuszu z jawnie antyunijną formacją. Drogi obu partii się rozeszły. PVV to starcie wcale nie zaszkodziło. Już dwa lata później w wyborach do Parlamentu Europejskiego zdobyła cztery z 26 przysługujących Holandii mandatów. Zerwać z Unią Lejtmotywem działalności politycznej Wildersa jest imigracja, a dokładnie jej radykalne ograniczenie. Pod względem programowym populizm w jego wydaniu bardzo przypomina wypowiedzi Marine Le Pen. Wilders również czerpie z ideologii radykalnej prawicy, łącząc to z parasocjalistycznymi hasłami gospodarczymi i poparciem dla liberalizacji norm społecznych. Tak samo jak szefowa francuskiego Frontu Narodowego otwarcie popiera związki jednopłciowe i prawa mniejszości seksualnych, których ochronę wypisuje na sztandarach. Głównie z tego względu, że zdaniem PVV zagrożeniem dla gejów i lesbijek w Holandii są przede wszystkim środowiska muzułmańskie. W polityce zagranicznej Partia Wolności chce zerwania wszelkich związków z Unią Europejską, choć już NATO jest dla Wildersa instytucją niezbędną, gwarantem bezpieczeństwa kraju. Lider PVV nie zgadza się jednak na obecność Turcji w strukturach Sojuszu i od lat nawołuje do wyrzucenia Ankary jako potencjalnego muzułmańskiego zapalnika mogącego rozsadzić NATO od środka. W kwestiach społecznych i światopoglądowych manifest PVV jest prawdziwą mozaiką. Ochrona homoseksualistów, definiowanych przez Wildersa jako „kluczowy element holenderskiej tożsamości narodowej”, miesza się z postulatami antyekologicznymi, zakazem noszenia symboli religijnych w miejscach publicznych, nałożeniem ograniczeń na handel i dystrybucję marihuany czy znaczącym poszerzeniem kompetencji policji, zwłaszcza w zakresie użycia środków przymusu bezpośredniego. Wilders jest przeciwnikiem nie tylko instytucji unijnych. W jego kampanii obrywa się też administracji krajowej, nazywanej przez niego niewydajną i wiecznie skorumpowaną. Dlatego jednym z postulatów, które przyniosły mu największy wzrost poparcia, była konsekwentnie lansowana od lat koncepcja rozwiązania Senatu i wprowadzenia w Holandii systemu jednoizbowego. Wprawdzie w ostatnich tygodniach VVD zaczęła odrabiać w sondażach stratę do ugrupowania Wildersa, prześcigając je wreszcie w badaniu ośrodka Peilingwijzer, którego wyniki opublikowano 1 marca, jednak

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 10/2017, 2017

Kategorie: Świat