W czepku urodzone

W czepku urodzone

06.04.2021 Dabrowa Tarnowska Na Oddziale Chorob Wewnetrznych leczeni sa pacjenci z Covid wymagajacy intesywnej opeki medycznej. Szpital powiatowy w Dabrowie Tarnowskiej zostal w marcu przeksztalcony w jednoprofilowy, dedykowany wylacznie dla pacjentow z zakazeniem koronawirusem. fot. Marek M Berezowski/REPORTER

Gdy pacjent całym ciężarem wiesza się na nich, jęczy kręgosłup. Gdy inny na nie krzyczy, serce płacze. Nazywane strzykawami, pigułami mimo wszystko kochają tę robotę Umierał kilka razy, dosłownie. Miał ciężką wadę serca, wracał na R kardiologiczną co jakiś czas. Gdy już wydawało się, że tym razem się nie uda, złapał ją za rękę i prosił: „Niech pani zadzwoni do żony i powie, że ją kocham”. Nie musiała tego robić. Wrócił do domu. Następnym razem znów stan ciężki. – Jak on walczył o życie, jak nie chciał odchodzić… To było tyle lat temu… Bronił się, wydawał z siebie takie dźwięki… Gdy zobaczyłam wypłaszczone linie na monitorach, siadłam przy konsoli i zaczęłam ryczeć. Przy nim wciąż trwała gorączkowa krzątanina – opowiada Ewa Jarzyło, pielęgniarka kardiologiczna ze Szpitala Bródnowskiego w Warszawie, w zawodzie od 40 lat, 29 lat przepracowała na R, od 2010 r. – pielęgniarka oddziałowa. Do natychmiastowego leczenia ma kręgosłup i biodro (zwyrodnienia kręgosłupa powinny być chorobą zawodową pielęgniarek). – Albo Piotruś i Paweł. Młodziutcy tacy, obaj po dwadzieścia parę lat, ja miałam wtedy synów w wieku licealnym, tym bardziej przeżywałam tragedię tych młodych – wspomina. – Leżeli u nas, czekając na przeszczep serca, obaj po ciężkiej grypie. Trudno było patrzeć, jak umierają na raty. Kardiochirurdzy z całej Polski zdzwonili się na konsultacje. Zbliżał się długi weekend. Tak bardzo wszyscy trzymaliśmy kciuki: może znajdzie się serce dla naszego Pawła, może dla Piotra… Nie znalazło się. Rodzice nam dziękowali za opiekę, mimo wszystko… To było takie wzruszające. Ewa zawsze lubiła pomagać. Zresztą musiała to robić, miała chorego brata i pomagała mamie w jego pielęgnacji. Z przyjaciółką postanowiły, że idą do liceum medycznego. A co dziś pcha dziewczyny do tego zawodu? Tak jak przed laty: chęć pomagania, pewność pracy, ale też możliwość wyjazdu za granicę. – Mimo że każdego roku tyle dziewczyn kończy studia, na oddziałach nie widać młodych. Mamy wakaty, lepimy grafiki. Jest sobota, a mnie ściska w brzuchu, bo muszę zrobić grafik na czerwiec. Na biurku rozrzucone papierzyska. Są zaległe urlopy. Jak nie dam dziewczynom odpocząć, pójdą na zwolnienie – martwi się Ewa. Nie wie, czy uda się jej ulepić ten grafik. Ratuje się pielęgniarkami z Centrum Medycznego Riemer. Na kardiologii zachowawczej ma 15 zmianowych, szpitalnych pielęgniarek zatrudnionych na umowę o pracę, z czego cztery obecnie są na długim zwolnieniu lekarskim. Kilka pracuje w dwóch-trzech innych miejscach. – To wyczerpująca fizycznie praca. Ciężko chorych trzeba umyć, zmienić pampersa, nakarmić przez sondę, odessać wydzielinę z drzewa oskrzelowego, wykonać zlecenia lekarskie, podać leki doustne, dożylne, podłączyć wlewy kroplowe, przygotować chorych do zabiegów, przewieźć na zabieg, badanie. To wszystko wymaga czasu. A gdzie wzięcie za rękę, pogłaskanie, pocieszenie? Pacjenci bywają roszczeniowi, krzyczą: „Nie przechodzi mi, nie będę brał leków, nie pozwolę sobie pobrać krwi”. Wielu jest z alzheimerem. Rodziny też są roszczeniowe. Wyładowują się na pielęgniarce. Zupełnie inaczej rozmawiają z lekarzem. Na R kardiologicznej jest ciągła rotacja. Spokój – i nagle wszystkie ręce na pokład. Ratownicy łączą się z karetki, pytając, gdzie jest miejsce. I pacjent w stanie przedzawałowym jedzie prosto na salę hemodynamiczną, udrażnia mu się naczynia krwionośne, często nie dochodzi do zawału. Wychodzi o własnych siłach. I to jest piękne, jak bardzo medycyna poszła do przodu. Na oddziale niektórzy chorzy leżą długo, trafiają pod respirator. Gdy już nie rokują, szuka się dla nich miejsca tylko do pielęgnacji albo kieruje do hospicjum. Podczas wcześniejszych fal covidu było naprawdę ciężko. Na oddział trafiało wielu pacjentów dodatnich. Albo byli po teście bez dodatniego wyniku, a w trakcie hospitalizacji okazywało się, że jednak są pozytywni, bo np. na SOR mieli kontakt z zakażonym. Ewa: – Trzeba było znaleźć miejsce, żeby chorych odizolować. Koleżanka biegała w nocy z lekarzem, ja non stop na łączu. Covid przeszłam ciężko, leżałam w szpitalu na Szaserów. Nie mogliśmy zrozumieć, dlaczego do otwieranego z wielkim hukiem szpitala na Stadionie Narodowym mają trafiać praktycznie zdrowi ludzie. Nasi byli ciężko chorzy. Dopiero niedawno ich tam przekierowywaliśmy. W początkach pandemii mieliśmy mniej

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2021, 23/2021

Kategorie: Kraj