W kolejce po życie

W kolejce po życie

Niektóre kombinują, by znów się znaleźć na początku kolejki. Dla nich to tylko gra, w której nagrodą jest dodatkowa porcja jedzenia.

Wdzięczne matki z namalowanym na twarzy uśmiechem powiedzą thank you, shukran i pomyślą, że jakoś to będzie. Jakoś znów zdobędą jedzenie, jeśli następnego dnia też wystoją w tej kolejce. Jakoś wykąpią dzieci w namiocie hiszpańskich emerytek z Baby Hamman. We włosach zalęgły się już wszy, trzeba więc dzieciaki dokładnie wyszorować, by wyplenić intruza. Jakoś wyleczą gorączkę u najmłodszej latorośli. I tak przeczekają, aż Europa otworzy przed nimi drzwi, aż zakończy się wojna, aż stanie się to, co ma się stać.

Przy rozdawaniu jedzenia pomaga wielu Syryjczyków i syryjskich Kurdów. Rozciągają linę, wzdłuż której ustawia się kolejka, a później pilnują jej lub podają jedzenie. Od taśmowego podawania kilku tysięcy pomidorów i pomarańczy potrafią rozboleć mięśnie rąk. Kurdowie umilają sobie wtedy czas, śpiewając w ojczystym kurmanji. Pospieszają czekających w kolejce, krzycząc po arabsku: Yalla, yalla, a do dzieci trochę łagodniej: Yalla, habibi – idź, skarbie. Gdy któreś z dzieci ustawia się po raz drugi w kolejce, trzeba wymusić dyscyplinę. W końcu żołądków do nakarmienia jest więcej, a gdy zapasy na dziś się skończą, niektórym trzeba będzie powiedzieć halas – koniec. Wtedy część mieszkańców obozu odejdzie z pustymi rękami i tym samym smutkiem w oczach.

W rozterce

Pośrodku jest jeszcze jedna kolejka – dla szczególnie narażonych na trudy życia w obozie. Widać w niej kobiety z wypukłymi brzuchami i kaleki wojenne na wózkach i o kulach.

– Za kobietę w ciąży uznajemy tę z wyraźnym, dużym brzuchem, a przecież nawet w czwartym miesiącu ciąża może nie być jeszcze widoczna. Brzuchate matki dostaną więc porcję jedzenia, a te, których ciąży nie widać, mogą nie doczekać swojej kolejki. Gdy któraś łapie się za swój płaski brzuch ze łzami w oczach, trzeba ją jednak skierować na koniec kolejki. Nie możemy uprzywilejować wszystkich, choć wszyscy tu są w potrzebie – tłumaczy Muhammad, uchodźca z Palestyny pracujący w Hummusie.

Mówi perfekcyjną angielszczyzną, słuchając go, można odnieść wrażenie, że właśnie wygłasza wykład.

– Ludzie mają tendencję do komplikowania bardzo błahych spraw i upraszczania tych, które są skomplikowane – kontynuuje. – Zarówno chrześcijanom, jak i muzułmanom wydaje się, że w życiu wystarczy podążać za nakazami zawartymi w napisanej tysiące lat temu księdze, którą po drodze zdążyli przeinaczyć liczni tłumacze. I to wystarczy. A ja mam dylematy, których żadna z wielkich ksiąg nie wyjaśnia. Nawet podczas dystrybucji jedzenia w obozie – waży słowa. – Czasami ktoś się wykłóca, ktoś chce dostać dodatkowe jajko lub pomidora, ktoś inny mówi, że w namiocie została żona, która jutro będzie rodzić, albo kaleki brat, który nie jest w stanie przyjść tu o własnych siłach. Musimy jednak przestrzegać pewnych zasad. Kiedy atmosfera gęstnieje, pakujemy manatki i odjeżdżamy. A wtedy musimy trzymać się raz podjętej decyzji. Nawet jeśli o jedzenie prosi kaleka, karmiąca matka albo kobieta w ciąży. Nie stara się niczego wyłudzić, prosi, bo potrzebuje. Naprawdę jest głodna, czasami to po prostu czujesz. Dałbyś jej tego pomidora? Czy odmówisz, bo takie są zasady, bo wiesz, że jeśli je nagniesz wobec jednej osoby, inni też będą chcieli na tym skorzystać? Czasami odmawiam, ale jeśli myślisz, że czuję się z tym dobrze, to jesteś w błędzie.

Jednego dnia nie dowieziono na czas pomidorów i pomarańczy, co opóźniło o kilka godzin dystrybucję jedzenia. Muhammad wyjaśnia: – Nie możemy wcześniej przygotowywać miejsca dystrybucji – rozwijać liny, ustawiać kolejek i rozkładać stołów, zanim przywieziemy jedzenie. Stawialibyśmy ich wtedy w sytuacji, która wyraźnie obrazuje położenie, w jakim się znaleźli. Ich całe obecne życie to oczekiwanie w niepewności. Każąc im czekać w kolejkach dłużej, niż to konieczne, tylko ich rozdrażniamy.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 22/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy