Wegetarianie mają głos

Wegetarianie mają głos

Często łatwiej jest zaakceptować inny światopogląd religijny, orientację seksualną niż niejedzenie mięsa

17 maja zakończył się Ogólnopolski Tydzień Wegetarianizmu. Happeningi, występy, wykłady i degustacje: wszystko to, aby pokazać mięsożernym, dlaczego warto zrezygnować z jedzenia zwierząt.
„Początkowo szokowała mnie agresja nie-wegetarian w stosunku do mnie, ale przywykłem. Reguła jest prosta: swą postawą dajemy policzek ludziom, dla których światopogląd jest sprawą zamkniętą. Często łatwiej jest im zaakceptować inny światopogląd religijny, orientację seksualną, niż zaakceptować niejedzenie mięsa”, „Na imprezie odmówiłam zjedzenia chińszczyzny. Pół godziny słuchałam nagonki i jednego wielkiego przekrzykiwania się. Dowiedziałam się, że umrę szybko i w męczarniach. Oczywiście nie wspomnę już o wyszydzaniu i robieniu ze mnie nienormalnej”, wspominają forumowicze na stronie wegetarianie.pl. Spór mięsożerców z wegetarianami trwa od dziesiątek czy nawet setek lat. Z codziennych obserwacji wynika jednak, że rzadko to jarosze prowadzą nachalną agitację – to raczej ich mięsożerni krewni i znajomi przekonują, wyśmiewają i w niewybredny sposób komentują to, co widzą na cudzym talerzu.

Człowiek roślinożerny

Rozpowszechnianie się chorób cywilizacyjnych, na które ogromny wpływ ma coraz większy udział pokarmów mięsnych w diecie, oraz coraz częstsze przypadki przenoszenia na ludzi chorób odzwierzęcych pokazują, że warto zatroszczyć się o własne zdrowie. Organizacja Quan Yin, która przygotowała opracowanie „Co ma świnia do świńskiej grypy”, tłumaczy: „W zasadzie każdy gatunek jest wrażliwy na inne wirusy i zapada na inne choroby. Ale może także dochodzić do przenoszenia się infekcji pomiędzy gatunkami, zwłaszcza wtedy, gdy pojawią się zmutowane wirusy mające cechy różnych gatunków – tak jak ma to miejsce obecnie, w przypadku wirusa świńskiej grypy typu H1N1. (…) Układ odpornościowy człowieka nie jest dostosowany do zwalczania wirusów innych gatunków zwierząt”.
Naukowcy, którzy uważają, że człowiek jest z natury roślinożerny, wskazują m.in. na to, że:
l zęby i szczęki człowieka są dostosowane do siekania i rozcierania pokarmu, podczas gdy zęby mięsożerców służą rozrywaniu mięsa i nie poruszają się na boki – pokarm połykany jest bez żucia;
l mięsożercy mają pazury służące im do rozrywania ofiary. Roślinożercy nie mają pazurów w ogóle albo ich budowa jest taka, że można dzięki nim wykopać norę lub podrapać się;
l jelita mięsożerców są krótkie, aby mogły szybko wydalić przetrawiony pokarm – zanim się zepsuje i zatruje organizm. Jelita człowieka są długie jak u roślinożerców;
l zawartość kwasu solnego w układzie pokarmowym mięsożerców jest dziesięciokrotnie większa niż u człowieka i innych roślinożerców;
l ślina mięsożerców ma odczyn kwaśny, a ślina człowieka i innych roślinożerców zasadowy i zawiera ptialinę pomocną w trawieniu węglowodanów.
Kolejne badania wykazują, że wegetarianie żyją zdrowiej i dłużej od osób jedzących mięso. Rzadziej zapadają na choroby nowotworowe, chronią swoje serce, rzadziej cierpią z powodu chorób jelit i wylewów (patrz ramka s. 53).
Jak wykazały badania specjalistów z brytyjskiego Uniwersytetu w Southampton, mają też przeciętnie o 5 pkt IQ więcej niż mięsożerni.

Trochę teorii

Już w szkole uczono nas, że pożywienie składa się z węglowodanów, białek i tłuszczy. Co warto o nich wiedzieć w kontekście wegetarianizmu?
Węglowodany występują niemal wyłącznie w pokarmach roślinnych. Niezależnie od tego, czy jemy mięso, czy z niego rezygnujemy, to z nich powinna pochodzić większość dostarczanych organizmowi kalorii. Najzdrowsze dla organizmu i sycące na dłużej są węglowodany złożone, czyli te, które występują np. w pełnoziarnistym chlebie, ciemnym ryżu, kaszach. Niedobór węglowodanów w diecie powoduje problemy z koncentracją i zapamiętywaniem, mniejszą wytrzymałość i zwolniony czas reakcji.
Białka to podstawowy budulec organizmu. Złożone są z aminokwasów, z których dziewięć jest egzogennych, to znaczy takich, które nie mogą być wytwarzane przez ludzki organizm i muszą być dostarczane w diecie. Ze względu na to mówi się o białku pełnowartościowym – czyli takim, które zawiera wszystkie dziewięć niezbędnych aminokwasów – i niepełnowartościowym, mającym tylko ich część. Zgodnie z tym rozróżnieniem rzeczywiście wyłącznie mięso i jaja zawierają pełnowartościowe białko. Równocześnie jednak nie oznacza to, że nie jedząc mięsa, nie dostarczamy sobie kompletu tych składników. Białko różnych roślin zawiera inne składniki, które w sumie dają nam całość. Wystarczy zatem, że zjemy np. potrawkę z soi z pełnoziarnistą kaszą, a wszystkie aminokwasy mamy podane – nomen omen – na talerzu. Innymi słowy, dla naszego organizmu warzywa strączkowe plus pełne zboże równa się kotlet, tyle że bez antybiotyków i hormonów, którymi faszerowane są zwierzęta, i bez pokładów zwierzęcego tłuszczu. Ostatnie badania pokazują też, że człowiek potrzebuje mniej białka, niż dotychczas przypuszczano, z powodzeniem zatem wystarcza mu spożywanie roślin i ewentualnie pokarmów mlecznych czy jajek.
W przypadku tłuszczów wyższość roślin jest niezaprzeczalna. Mięso, zwłaszcza czerwone, skóra drobiu, masło, smalec – wszystkie te produkty zawierają przede wszystkim nasycone kwasy tłuszczowe, powodujące miażdżycę, zaburzające gospodarkę lipidową i zwiększające poziom cholesterolu. Tłuszcze roślinne (poza sztucznie utwardzanymi, zawierającymi tłuszcze „trans”) są dla naszego organizmu bardzo korzystne, zawierają bowiem niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT). Wzmacniają one działanie układu odpornościowego, przeciwdziałają artretyzmowi i reumatyzmowi, miażdżycy i chorobie niedokrwiennej serca. Brak w diecie NNKT może powodować negatywne konsekwencje zdrowotne, np. migreny, zmniejszenie ostrości wzroku, poczucie pragnienia, zmiany skórne i łuszczenie się naskórka, nawracające infekcje. Jedzmy zatem oliwę z oliwek, olej słonecznikowy lub z pestek winogron, lniany, sezamowy – każdy z nich ma inne właściwości i delikatny, podkreślający smak dań aromat. NNKT zawarte są także w rybach i owocach morza.

Choroba z farmy

Szczególnym zagrożeniem dla zdrowia naszego i planety jest przemysłowa hodowla zwierząt. Obecnie coraz częściej mówi się, że wirus świńskiej grypy pochodzi z ogromnych farm, w których tysiące świń są stłoczone na niewielkiej powierzchni, często w fatalnych warunkach higienicznych, co sprzyja szybkiemu rozprzestrzenianiu się chorób. Dochodzi do tego powszechne stosowanie w hodowli antybiotyków, które powodują mutację wirusów.
Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku niedawnych zarażeń ptasią grypą – tu również głównym źródłem zakażenia i rozprzestrzeniania były początkowo wielkie fermy drobiu, a dopiero w dalszej kolejności dzikie ptaki wędrowne. W rezultacie, aby zapobiec rozwojowi choroby, zabijano całe wielotysięczne stada hodowlane kur, gęsi i kaczek.
Również w przypadku krów chorych na BSE, powodujące u ludzi chorobę Creutzfeldta-Jakoba, czyli gąbczaste zwyrodnienie mózgu, przyczyną była przemysłowa hodowla. Chorobę wywołują priony, mikrocząsteczki białka, powodujące uszkodzenie komórek mózgowych. Zwierzęta karmiono paszą z mączki kostnej, przyczyniając się do zarażania kolejnych osobników. W istocie zmuszano je do gatunkowego kanibalizmu, byle tylko obniżyć koszty i zwiększać hodowlę. Okazało się szybko, że choroba pokonuje barierę gatunkową i przenosi się na ludzi spożywających zakażone produkty zwierzęce. Na krótko panika medialna wokół zakażonej wołowiny spowodowała zmniejszenie spożycia mięsa i żelatyny wołowej – sprawa jednak szybko ucichła. Zakazano wprawdzie karmienia zwierząt gospodarskich mączką kostną (Polska wprowadziła ten zakaz w 2003 r.), wciąż jednak nie zmieniono warunków, w których przetrzymywane i zabijane są zwierzęta.
Masowa hodowla zwierząt powoduje degradację środowiska. Aby uzyskać 1 kg mięsa, trzeba zużyć 10-15 kg pasz roślinnych. To oznacza, że pod uprawę trzeba przeznaczyć większy obszar ziemi, zużyć więcej wody i nawozów. Około 40% światowej produkcji ziarna przeznaczone jest na karmienie żywego inwentarza. Na produkcję i transport mięsa potrzeba niemal dziesięciokrotnie więcej energii niż na produkcję warzyw. 30 mln ton metanu, gazu przyczyniającego się do globalnego ocieplenia, pochodzi z odchodów zwierząt hodowlanych.

Utarte schematy

Każdy wegetarianin spotkał się z pytaniem: „To co ty właściwie jesz?” oraz komentarzami dotyczącymi jedzenia trawy i odżywiania się wyłącznie zieleniną. Często uważa się, że dieta bezmięsna musi być monotonna i nudna. Tymczasem kiedy porównamy codzienne posiłki wegetarian i mięsożerców, okazuje się zwykle, że to ci drudzy żywią się na zmianę kotletem i kurczakiem, kompletnie nie dbając o urozmaicenie posiłków.
Każdy świadomy wegetarianin powie jedno: przejście na dietę wegetariańską nie oznacza, że jemy to samo co wcześniej, tylko wyrzucamy z talerza kotleta, a szyneczkę w kanapce zastępujemy plasterkiem żółtego sera. Jeśli podstawą obiadu był do tej pory schabowy z kilkoma ziemniakami i łyżką surówki, warto uważniej przyjrzeć się temu, co jemy. Niewłaściwie dobranym jadłospisem – i dotyczy to każdej diety, nie tylko wegetariańskiej – możemy wiele popsuć. Jednym z podstawowych błędów początkujących wegetarian jest zapychanie się potrawami z białej mąki (naleśniki, pierogi, białe pieczywo…) i tłustymi serami. Taka dieta faktycznie może być i niezdrowa, i monotonna. Jednak odrobina uwagi i świadomości tego, co mamy na talerzu, wystarczy, aby skomponować zdrowe, zbilansowane i zróżnicowane posiłki.
W biedniejszych krajach dieta jarska jest koniecznością, a mięso wydaje się synonimem bogactwa. Jeszcze niedawno codzienne spożywanie wędliny nie było normą, ale rzadko spotykanym przywilejem. W miarę rozwoju przemysłowego chowu zwierząt, kiedy ów „rarytas” stawał się coraz bardziej dostępny, pierwszą reakcją był zachwyt i korzystanie z nowej okazji. Dopiero potem, w kolejnym stadium rozwoju społeczeństwa, częstsza stawała się refleksja zdrowotno-etyczna. Okazało się, że codzienne spożywanie świń, krów i drobiu wcale nie jest oczywiste i dobre dla naszych organizmów. Dziś widać tendencję do przechodzenia na dietę wegetariańską: im wyższy stopień uświadomienia i rozwoju cywilizacyjnego, tym częściej ludzie świadomie rezygnują z mięsa. W Wielkiej Brytanii już około 9% osób stosuje różne odmiany wegetarianizmu, a niemal jedna trzecia mieszkańców rezygnuje przynajmniej z niektórych rodzajów mięsa (np. z czerwonego czy samej wieprzowiny). Przyczyny bywają oczywiście różne: medyczne, etyczne czy religijne, skutek – zawsze pozytywny.
Dla własnego zdrowia i satysfakcji ze świadomego i etycznego wyboru – warto zrezygnować z mięsa. Wiosna i lato to znakomity okres, żeby choć przez chwilę spróbować żywić się inaczej. Jeśli nawet idea całkowitego wyrzeczenia się jedzenia zwierząt nie do końca kogoś przekonuje, można zrobić próbę i np. przez tydzień spróbować odstawić wędlinę i kurczaki na rzecz np. makaronu z sosem ze świeżych pomidorów, warzywnej ratatui czy tarty ze szparagami. Brzmi apetycznie, smakuje świetnie. A kiedy po tym „próbnym” tygodniu poczujemy się zdrowsi, lżejsi i pełni energii – może okaże się, że warto zostać przy nowych zwyczajach?

Odmiany wegetarianizmu

Laktoowowegetarianizm – najbardziej rozpowszechniona odmiana wegetarianizmu. Polega na rezygnacji z potraw mięsnych (w tym ryb). Do jadłospisu dopuszczone są natomiast takie produkty pochodzenia zwierzęcego jak nabiał, jajka, miód.
Laktowegetarianizm – popularna odmiana wegetarianizmu, gdzie oprócz mięsa i ryb wyłącza się z jadłospisu także jajka. Laktowegetarianie dopuszczają spożywanie mleka i jego przetworów.
Owowegetarianizm – dieta, która z produktów zwierzęcych dopuszcza jedynie spożywanie jajek.
Weganizm – polega na rezygnacji ze spożywania wszelkich pokarmów wytwarzanych przez zwierzęta. Poza mięsem wyłączane są więc z jadłospisu mleko, sery, jaja, miód.
Witarianizm – dieta polegająca na spożywaniu wyłącznie świeżych warzyw i owoców. Odrzuca jakiekolwiek potrawy gotowane. Witarianie rezygnują również z wszelkich napojów typu kawa, herbata, soki na rzecz świeżej, najlepiej źródlanej wody.
Frutarianizm (fruktarianizm) – najbardziej zaostrzona forma wegetarianizmu. Frutarianie nie jedzą nie tylko mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego, lecz także żadnych owoców i warzyw, które musieliby zerwać. Ich pokarmem są owoce, które same spadną z drzewa.
Istnieją także diety pośrednie, w których rezygnuje się z niektórych gatunków mięsa. To np. semiwegetarianizm (dopuszcza jedzenie ryb i drobiu) oraz ichti- czy też pescowegetarianizm, dopuszczający jedzenie ryb. Pomimo mylącej nazwy diety te nie są wegetariańskie.

Mniej mięsa, więcej zdrowia

Wegetarianizm zmniejsza ryzyko:
1. Chorób nowotworowych – owoce i warzywa mają właściwości chroniące przed wszelkimi rodzajami raka (m.in. płuc, okrężnicy, żołądka, jamy ustnej, krtani, przełyku i pęcherza). Zdecydowana większość roślin ma właściwości antyoksydacyjne.
2. Chorób serca – dieta roślinna, zawierająca dużo owoców i warzyw, może zredukować ryzyko choroby serca dzięki m.in. rozpuszczalnemu błonnikowi, który obniża zawartość cholesterolu we krwi; kwasowi foliowemu, który obniża poziom szkodliwych aminokwasów we krwi; przeciwutleniaczom, ponieważ cholesterol uszkadza tętnice tylko wtedy, kiedy zostanie utleniony (połączony z tlenem); wypieraniu tłuszczów nasyconych.
3. Wylewów – składniki owoców i warzyw chronią przed zatorem tętnic mózgowych. Ryzyko wylewów jest około 22% mniejsze u ludzi jedzących choćby trzy razy dziennie owoce i warzywa.
4. Chorób jelita grubego i zaparć – dzięki diecie bogatej w błonnik.
5. Innych chorób – diety bogate w pożywienie roślinne mogą zapobiegać także: cukrzycy (głównie dzięki produktom pełnoziarnistym), zwyrodnieniu siatkówki (dzięki luteinie zawartej głównie w zielonych warzywach liściastych), uszkodzeniom cewy nerwowej (dzięki kwasowi foliowemu).
6. Chorób odzwierzęcych – wirusowych (np. ptasia grypa), pasożytniczych (np. toksoplazmoza), bakteryjnych (np. mięso wołowe jest najczęstszym źródłem bakterii E. coli i wąglika, drób zawiera salmonellę i campylobacter) i in.
Diety oczyszczające organizm z toksyn, propagowane i stosowane przez różnych specjalistów, są wegetariańskie.

Czy warto rezygnować z jedzenia mięsa?

Agata Buzek, aktorka
Absolutnie warto!

Paulina Holtz, aktorka
Jestem wegetarianką od 16 lat i uważam, że jeśli się ma taką możliwość, a organizm nie robi kłopotów, np. rezygnacja z mięsa nie wpłynie niekorzystnie na cerę itd., to nie ma lepszego sposobu odżywiania. Trzeba pamiętać, że wraz z mięsem zjadamy spore ilości toksyn, antybiotyków i innych świństw, które mięso wchłania. Natomiast rezygnując z takich pokarmów, poznajemy wiele nowych smaków, których w innym przypadku byśmy nie zauważyli, bo jedzenie mięsa zabija część naszej smakowej wrażliwości. Innym argumentem za rezygnacją z mięsa są względy etyczne, aby nie zjadać naszych „mniejszych braci”. Natomiast nie sądzę, by wegetarianizm miał wielki wpływ na tuszę. Można być grubym i nie jeść mięsa, a można zachować szczupłą sylwetkę i je jeść.

Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta
Różni ludzie mają różnie ustawione organizmy i różnie ustawione umysły. Jeśli ktoś jest przekonany, że bez mięsa nie da się żyć i naraz przestanie je jeść, to zacznie umierać, bo jeśli umysł się uprze, to ciało za tym pójdzie. Wegetarianizm nie jest więc dla wszystkich. Każdy jednak może spróbować ograniczyć ilość mięsa, bo warto. O tym wspominała niejednokrotnie Światowa Organizacja Zdrowia. Białko zwierzęce jest czubkiem piramidy żywieniowej i nie potrzeba go osobom dorosłym tak wiele. Można też pomyśleć o sprawach ogólniejszych, takich jak ekologiczna równowaga świata, którą naruszają przemysłowe sposoby hodowli zwierząt. Wycina się lasy, aby zrobić pastwiska, odchody zwierzęce oddają do atmosfery siarkowodór, barierą są epidemie wśród zwierząt. Jest jeszcze parę powodów, by się zastanowić, czy warto jeść tyle mięsa. W Polsce nastąpiły tutaj korzystne zmiany, kiedy ilość zjadanego mięsa przestała być wyznacznikiem statusu, bogactwa. Może z czasem, jak na Zachodzie, weźmiemy się też za nadmiar cukru w pożywieniu, bo od prostych węglowodanów strasznie się tyje.

Paulina Przybysz, zespół Sistars
Warto rezygnować z mięsa, bo to zdrowe, choć wielu lekarzy nawet straszy, że nie przeżyjemy. Ja jednak uważam, że można tak żyć w zdrowiu i szczęściu, i to nie tylko ze względów filozoficznych, choć to ważne, że nasza egzystencja nie jest okupiona cierpieniem innych istot żywych. Są też względy ekologiczne. Np. duże skupienia zwierząt hodowlanych to także masowa produkcja mocznika i powiększanie dziury ozonowej. Są też względy ekonomiczne – choć bardzo wykwintne dania wegetariańskie mogą być drogie, można się również zdrowo żywić kaszą, fasolą, prawdziwymi warzywami i owocami, zwłaszcza latem. To zwiększa różnorodność pożywienia, dowiadujemy się o wielu potrawach, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Można np. zrobić świetne kotlety z marchwi i bakłażana, które będą pożywne i pełne witamin. Nie wiem, czy wegetarianizm ma jakiś decydujący wpływ na figurę, ja nie jadłam już mięsa jako mała dziewczynka, sądzę jednak, że nagła rezygnacja z potraw mięsnych może wpłynąć odchudzająco, tradycyjna kuchnia jest dosyć tłusta.

Iza Sowa, pisarka
Dla wegetarianki jest jedna odpowiedź. Warto. Od 18 lat nie jem mięsa i nie brakuje mi niczego, nie czuję się chora, wręcz przeciwnie. Na ogół jeśli się tłumaczy ludziom, aby nie jedli mięsa z powodów etycznych czy ekologicznych, to nie dociera. Zwykle mówię więc bardziej dosadnie. Nie jem mięsa z tych samych powodów, dla których ludzie w naszym kręgu kulturowym nie jedzą psów i kotów, choć przecież i to mięso, i tamto mięso, które może być smaczne. Dla mnie najważniejsze są trzy powody: etyczny, ekologiczny i leczniczy. Myślę, że błąd popełniają ci, którzy tylko rzucają mięso, a żywią się w fast foodach, gdzie podają im białe pieczywo, biały cukier. To niezdrowa dieta. Ja staram się szanować własny organizm i dobieram produkty jak najmniej przetworzone. Ale nie uważam, by sam fakt wegetarianizmu stawiał mnie w lepszym świetle. Nie zamierzam walczyć o panowanie mojego poglądu na świecie.

Michał Piróg, tancerz
Są tacy, którzy powiedzą, że nie warto, ale z mojego punktu widzenia warto. Można żyć bez kawałka mięsa, a człowiek jest w lepszej kondycji, mniej zostawia w swym organizmie różnego robactwa, niektóre choroby się go nie chwytają, niektóre szczepy bakterii nie mają do niego dostępu, a dodatkowo mamy do wyboru mnóstwo nowych smaków, o których wcześniej nie mieliśmy zielonego pojęcia. Oczywiście należy do diety wegetariańskiej podchodzić bardzo rozsądnie, dbać o uzupełnienie brakujących składników. Nie wystarczy wykluczyć mięso z jadłospisu, bo to byłby błąd. Pożywienie człowieka składa się z wielu komponentów. Z drugiej strony jeśli ktoś np. ciężko pracuje, potrzebuje sporo energii, to również nie musi się uciekać do pokarmów mięsnych. Po prostu spożywa takie pokarmy roślinne, które są wysokoenergetyczne, i wtedy wszystko jest w porządku.

Krystyna Podleska (Christine Paul), aktorka, pamiętna kochanka Ochódzkiego z filmu „Miś”
Więcej niż warto. Pod każdym względem warto, moralnym i zdrowotnym, bo wtedy jest człowiekowi lżej na żołądku, na sercu i na duszy. Zabijanie zwierząt, takie okrutne, przemysłowe, jest wstrętne. Chichotem historii jest to, że atakują nas teraz takie choroby jak ptasia czy świńska grypa albo choroba wściekłych krów. Wszystko to zapewne jest spowodowane straszliwymi warunkami, w jakich te zwierzęta żyją. Jestem wegetarianką już od 21 lat, ale dojrzewałam do tego długo. Teraz jestem bardzo zdrowa, bardzo silna i bardzo szczupła, ale choć zawsze kochałam zwierzęta, kiedyś jadłam mięso. Ze wstydu się palę, kiedy oglądam „Misia”, gdzie jem kiełbasę. Wtedy jeszcze wegetarianką nie byłam. Nadal natomiast piję mleko i jem jaja. To nie powoduje śmierci zwierząt.

Edward Hulewicz, piosenkarz
Naturalnie. Robię tak od wielu lat i jestem zdrowy fizycznie i psychicznie. Człowiek staje się lepszy bez jedzenia swoich „braci mniejszych”. Wrażliwość na te aspekty pozytywnie buduje psychikę. Mięso można zastąpić wieloma pokarmami roślinnymi, włączając do jadłospisu więcej roślin strączkowych, a przy okazji dać dowód, że człowiek nie zawsze musi być „panem świata” i że inne istoty też mają prawo do życia. Teraz jest dobry czas na przypomnienie sobie o ideach wegetarianizmu, jest tydzień wegetarianizmu, różne akcje, takie jak „Viva! Zostań wege!”. Mam nadzieję, że ta akcja przyniesie dobre skutki, a przyszłe pokolenia będą ze wstydem wspominać, jak kiedyś zjadano współmieszkańców naszej Ziemi.

Monika Mrozowska, najzdrowiej gotująca polska aktorka
W sprawie wegetarianizmu wyznaję zasadę, że lepsza jest metoda małych kroków. Każdy ma wolną wolę, ale kiedy skosztuje nowych rodzajów posiłków i przekona się, że są one zdrowe, smaczne, lekkostrawne, to może zrezygnuje z karkówki, schabowego, kurczaka. Razem z mężem napisaliśmy książkę o potrawach bezmięsnych „Przemytnicy marchewki, groszku i soczewicy”. Na pewno nie przekonamy wszystkich z dnia na dzień, ale przynajmniej pokażemy, że można z łatwo dostępnych produktów przygotować szybko smaczne i tanie posiłki.
Not. Bronisław Tumiłowicz

Wydanie: 20/2009

Kategorie: Kraj
Tagi: Agata Grabau

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy