Wielki odpływ pielęgniarek

Wielki odpływ pielęgniarek

W ostatnich 10 latach z Polski wyemigrowało 20 tys. pielęgniarek. – Jak mam pomagać, gdy sama czuję się jak niewolnik? – pyta jedna z nich

W pierwszy majowy weekend w Centrum Zdrowia Dziecka na nocnym dyżurze była jedna pielęgniarka na 24 łóżka. Każdego dnia brakuje co najmniej 70 pielęgniarek. Od lat pielęgniarki informują dyrekcję o złej sytuacji, która może doprowadzić do zagrożenia zdrowia i życia małych pacjentów. Część mediów przedstawia roszczeniowe pielęgniarki w opozycji do chorych dzieci i ich rodziców, słowem nie wspominając o niskich płacach i niewystarczającej obsadzie. Swoje trzy grosze dorzucił minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, którego zdaniem w strajku chodzi przede wszystkim o kasę.
Wydarzenia w CZD stanowią przyczynek do refleksji na temat sytuacji pielęgniarek w całym kraju. W odpowiedzi na jednostronny przekaz medialny pielęgniarki z całej Polski na profilu Paski Pielęgniarek publikują swoje historie.
„Położna – Śląsk. Prawie 8 lat stażu pracy, mgr położnictwa, specjalizacja z pielęgniarstwa neonatologicznego, podyplomówka: Zarządzanie w Ochronie Zdrowia, kurs Pielęgniarstwa Rodzinnego dla położnych, RKO Noworodka, kurs Szkoła Rodzenia, kurs Ordynowanie Leków i Wypisywanie Recept, kurs Szczepień Ochronnych Noworodków, kurs Profilaktyka Zakażeń Szpitalnych” – autorka wpisu pokazała pasek z kwotą 1651 zł miesięcznego wynagrodzenia. „Pracuję w jednym ze znanych warszawskich szpitali. Staż pracy 6 lat. Wykształcenie: licencjat pielęgniarstwa + kurs specjalistyczny w zakresie resuscytacji krążeniowo-oddechowej, kurs przetaczania krwi i jej składników, kurs specjalistyczny w zakresie wykonywania i interpretacji zapisów EKG, kurs kwalifikacyjny w dziedzinie pielęgniarstwa ratunkowego. Umowa na czas określony. Do kwoty na pasku trzeba dodać płacę za dyżury (paska nie posiadam), w zależności od liczby dyżurów nocnych i świątecznych +/– 300 zł. Czy da się przeżyć? To zależy, jak kto żyje. Ja oszczędzam… najwięcej na jedzeniu, zawsze jakaś zupa i trochę chleba na oddziale się znajdzie”, napisała jedna z pielęgniarek.
Z raportu Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych „Zabezpieczenie społeczeństwa polskiego w świadczenia pielęgniarek i położnych” wynika, że w Polsce od dawna niebezpiecznie wzrasta średnia wieku pielęgniarek. W roku 2014 wynosiła ponad 48 lat (dokładnie 48,43), co oznacza – zdaniem autorów – że pielęgniarki stanowią „starą demograficznie grupę zawodową”. Z powyższych danych wynika, że prawie pięciokrotny odsetek stanowią pielęgniarki w wieku powyżej 65. roku życia w porównaniu z najmłodszą grupą wiekową 21-25 lat. Świadczy to o braku prostej zastępowalności pokoleniowej. Ponadto raport pokazuje, że systematycznie rośnie średnia wieku zarejestrowanych położnych. W roku 2014 r. osiągnęła przeszło 47 lat (47,21), co świadczy o starzeniu się także tej grupy zawodowej.
Średni wskaźnik zatrudnienia pielęgniarek i położnych na tysiąc mieszkańców w Polsce w 2015 r. to 4,82. Wskaźnik zatrudnionych pielęgniarek na tysiąc mieszkańców w bezpośredniej opiece nad pacjentem wynosi dla Polski 5,4, ale są regiony, gdzie tylko 3,6. Wśród 16 wybranych krajów Europy wskaźnik ten sytuuje Polskę na przedostatnim miejscu i wskazuje na ograniczony w znacznym stopniu dostęp do świadczeń pielęgniarskich. Dla porównania Szwajcaria ma wskaźnik 16, Dania – 15,4, Norwegia – 14,4, Niemcy – 11,3, Szwecja – 11, Wielka Brytania – 9,1, Czechy – 8, Hiszpania 5,5.

300 godzin pracy

Niskie wynagrodzenia wymuszają na pielęgniarkach poszukiwanie dodatkowej pracy. Istnieje możliwość zatrudnienia na kontrakcie. Dla pracodawcy to korzystne rozwiązanie, bo oznacza niższe koszty pracy. Pielęgniarki mogą usłyszeć, że otrzymają wyższe wynagrodzenie, niż pracując na etacie. W rzeczywistości nie jest tak różowo, bo jeżeli pielęgniarka na kontrakcie chce zarobić lepiej niż na etacie, musi opłacać najniższą składkę ZUS i ubezpieczenia. Nietrudno sobie wyobrazić, jaka czeka ją starość.
– Pamiętam pielęgniarkę, która była zmuszona przejść na samozatrudnienie. W pracy miała kozetkę, na której nocowała, będąc na 24-godzinnym dyżurze. Wiele pielęgniarek musi przychodzić wcześniej, wychodzić później, jest to związane z intensyfikacją pracy, ale nie otrzymują za te nadgodziny wynagrodzenia – mówi dr Julia Kubisa, autorka książki „Bunt białych czepków”.
Pielęgniarki często pracują w więcej niż jednym miejscu. – Normalnie pracuję na dwóch etatach, niezależnie od tego, czy udzielam się w związku zawodowym, czy nie, bo i takie głosy słyszałam. Sytuacja materialna mnie do tego zmusza, zależy mi na lepszym i godniejszym życiu. Nie chcę w nieskończoność przychodzić do pracy z myślą, że jutro zabraknie mi 100 zł na rachunki za prąd i gaz – buntuje się Justyna.
– Obecnie pracuję 300 godzin miesięcznie, to mnie wykańcza fizycznie i ogromnie stresuje. W jednej pracy mam cały etat, w drugiej prawie cały i jeżdżę z jednego miejsca do drugiego. Czy to, że chcę spokojnie żyć, mieć na wakacje z mężem, chociaż na dwa tygodnie, i nie martwić się, że mi nie wystarcza do pierwszego, to postawa roszczeniowa? – pyta Marzena.

Jedna na 40 pacjentów

Niebezpieczny dla pacjentów niedobór pielęgniarek to problem strukturalny, z którym boryka się wiele szpitali. Brak odpowiednio licznego personelu oznacza często jedną pielęgniarkę na 40-osobowym oddziale. – Nas boli taka sytuacja, bo idąc do pacjenta, mamy na to dosłownie trzy minuty i musimy pędzić do następnego. Przecież trzeba z pacjentem porozmawiać, zatrzymać się na chwilę przy nim, ale jeśli mam na głowie 40 osób, to proszę sobie wyobrazić, ile mam obowiązków. W tej całej naszej rzeczywistości szpitalnej ginie człowiek, który powinien być dla nas priorytetem. I to jest straszne – mówi Aldona. W takim układzie rozmowa z pacjentem tuż przed jego wypisaniem ze szpitala i przygotowanie go do życia po wyjściu stają się niemożliwe. – Płacimy wysoką osobistą i społeczną cenę za lekceważenie problemów naszej grupy zawodowej przez kolejne rządy właściwie od początku III RP – dodaje pielęgniarka.
– Mam wrażenie, że od wielu lat sytuację służby zdrowia chce się poprawić magicznym zaklęciem: prywatyzacja. Pamiętam, jak w jednym ze szpitali, w których pracowałam, nawet takie podstawowe i bardzo potrzebne rzeczy jak odzież ochronna i obuwie nie były kupowane przez szpital, bo od tego zaczynano oszczędności – wspomina Małgorzata.
Idea pielęgniarstwa umiera pod naporem takiego myślenia, bo liczy się nie pacjent, tylko pieniądz. – W założeniu jako pielęgniarki miałyśmy nieść pomoc ludziom, ale jak pomagać, gdy sama czuję się jak niewolnik? – pyta Małgorzata.
– Dzisiaj na oddziale internistycznym mam 25 osób, ale to są ludzie starsi. Zapominamy, że społeczeństwo nam się starzeje – mówi Judyta. – Tacy pacjenci wymagają solidnej opieki, coraz więcej rodzin oddaje takie osoby do szpitala, ponieważ nie potrafi się nimi opiekować. Zwykle mamy ludzi urodzonych w latach 30. Bywają sytuacje, że jest jedna pielęgniarka i dorzuca się jej dwie opiekunki, które nie wykonają czynności pielęgniarskich, bo nie mają uprawnień.
Jak przypomina Julia Kubisa, 100 lat temu w szpitalach pracowały siostry zakonne. Na jedną zakonnicę pracującą w Królestwie Polskim przypadało 30, a nawet 50 pacjentów. Chorzy byli zdani na łaskę sprzątaczy, nisko opłacanych i nieprzygotowanych. Nic dziwnego, że pielęgnację nazywano wówczas „najciemniejszą stroną szpitalnictwa”. Coś tu jednak jest nie tak, skoro przed stu laty na jedną siostrę zakonną przypadało 30 pacjentów, a dziś w rozmowach z pielęgniarkami słyszy się te same liczby i nie budzi to kontrowersji. Należy pamiętać, że praca w takich warunkach dodatkowo negatywnie wpływa na zdrowie pielęgniarek, które są szczególnie narażone na wypalenie zawodowe.

Brak młodych

Pielęgniarki w wieku 21-25 lat stanowią zaledwie 2% całej grupy zawodowej. – Pamiętam, gdy mnie przyjmowano do tego szpitala w 1978 r., w tym samym czasie do izby przyjęć przyszło nas sześć dziewczyn: dwie po szkole policealnej, cztery po liceum medycznym, w tym jedna po wojskowej szkole pielęgniarskiej. W tym samym czasie do całego szpitala przyszło ok. 40 nowych pielęgniarek. Zastanawiam się, ile przyszłoby dzisiaj – mówi Małgorzata Aulejtner ze Szpitala Grochowskiego. – W moich czasach działały licea pielęgniarskie i przez pięć lat były praktyki przygotowujące do zawodu. Podobnie jest dzisiaj na studiach, jednak w okrojonej formie. Młode kobiety mają dużą wiedzę teoretyczną, ale z praktyką nie miały wiele wspólnego – dodaje.
A młode pielęgniarki trudno zatrzymać w kraju, ponieważ są natychmiast wychwytywane przez zagraniczne firmy. Oferty pracy na tle polskich realiów wyglądają kusząco. Wyjazd do Norwegii dla dyplomowanych pielęgniarek? Zarobki – 20 tys. zł, w najgorszych miesiącach 9 tys., oprócz tego kurs językowy, mieszkanie i gwarancja zatrudnienia. Inne popularne kierunki to: Wielka Brytania, USA, Włochy i Belgia. W ostatnich 10 latach z Polski wyemigrowało 20 tys. pielęgniarek. Zdarza się również, że szpitale podkupują je sobie. – Mój szpital dał lepszą pensję i podkupiliśmy z jednego szpitala dwie pielęgniarki, ale od nas chcą podkupić młodą pielęgniarkę ze specjalizacją – opowiada Aldona.
Starsze pielęgniarki często nie są w stanie sprostać fizycznym obciążeniom, trudno sobie wyobrazić, aby musiały same dźwigać pacjentów. Młode zaś, trafiając do szpitali, zderzają się z rzeczywistością. Rozdźwięk między tym, co dzieje się na przeciętnym oddziale, a tym, co opowiada się na studiach i konferencjach, wywołuje szok poznawczy. To nie zachęca do podejmowania pracy w zawodzie.

Trudna walka

W Polsce większość mediów przyprawia gębę oszołomów manifestującym związkowcom, natomiast w społeczeństwie rośnie przyzwolenie na łamanie prawa pracy. Akcję protestacyjną w białym miasteczku popierało 67% badanych (CBOS 2007). To pokazuje, że wówczas społeczeństwo zbliżyło się ze strajkującymi pielęgniarkami. – Jesteśmy bardzo niezamożnym środowiskiem, moje koleżanki są naprawdę biedne, więc działanie w związku zawodowym dodaje nam siły i odwagi. Jeżeli pielęgniarka zostaje sama, to przede wszystkim towarzyszy jej lęk – tłumaczy Weronika.
Poczucie solidarności i jedności stanowi ostatnią deskę ratunku dla pielęgniarek, które mają świadomość, że nie wszystko w ich miejscu pracy idzie w dobrym kierunku, ale boją się odezwać i wyrazić swoją opinię. Często są to osoby, które dojeżdżają do pracy ponad 50 km, i wizja utraty zatrudnienia je paraliżuje. Zresztą wszystkie rozmówczynie na początku zastrzegały anonimowość w obawie przed utratą pracy. – Związek zawodowy pozwala nam wyrazić niezadowolenie, to jedyna okazja, żeby nas było słychać. Wiadomo, że szeregowa pielęgniarka w trudnej sytuacji nie zbuntuje się sama. W grupie jest nas więcej, nasza siła jest większa – mówi jedna ze związkowczyń.
Zdarza się też, że pielęgniarki o swoje prawa walczą z pracodawcą w pojedynkę. Anna porzuciła pracę w jednym ze szpitali, ponieważ dyrektor nie płacił jej pensji. – Ja jedna byłam tak zdesperowana, że złożyłam wymówienie, wskazując na zapisy w Kodeksie pracy i ciężkie naruszenie zobowiązań pracodawcy wobec pracownika. Sprawa w sądzie pracy toczyła się trzy i pół roku, bo pracodawca stwierdził, że za wcześnie złożyła wymówienie. – Wygrałam pierwszą sprawę, przegrałam w drugim sądzie, w trzecim, czwartym, ale nie odpuściłam i Sąd Najwyższy zwrócił sprawę do sądu okręgowego. Ostatecznie wygrałam – wspomina Anna.

Pielęgniarka jak służąca

Oprócz problemów natury ekonomicznej i tych związanych z łamaniem praw pracowniczych pielęgniarki zmagają się z brakiem uznania ze strony lekarzy. – Pielęgniarce nikt nie potrafi powiedzieć dziękuję. Są traktowane jak dodatek do lekarza, czasami mam wrażenie, że jak służące. Nie jesteśmy od leczenia, ale od wdrażania procesów diagnostycznych i leczniczych i powinnyśmy być takimi samymi partnerkami jak oni dla nas – podkreśla Jolanta. Młode dziewczyny, które przychodzą do zawodu, widzą, że po skończeniu wymagających studiów muszą tyrać za bardzo małe pieniądze, a do tego są traktowane jak podnóżki dla lekarzy. – My też mamy swoje procedury, których musimy się trzymać, i chcemy tego przestrzegać, żeby każdy robił swoje. Staram się tego pilnować, ale to już budzi sprzeciw, lekarze bardzo chętnie się nami wysługują – mówi pielęgniarka.
– Często słyszałam od prezesa szpitala, że należę do średniego personelu medycznego. Kiedyś nie wytrzymałam i powiedziałam: nie, panie prezesie, już nie ma średniego personelu medycznego, jest tylko personel medyczny, lekarze też są personelem medycznym – dorzuca Anna.
Napięcia między lekarzami a pielęgniarkami dobrze widać na przykładzie działalności związków zawodowych. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy słynie z przyzwolenia na prywatyzację, z kolei Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych zachowuje ostrożność w tych kwestiach. W sprywatyzowanych placówkach często oszczędności zaczyna się od pielęgniarek, pozostawiając lekarzy na uprzywilejowanej pozycji.
– Należałoby zacząć od systemowego rozpoznania roli pielęgniarki w systemie ochrony zdrowia. Trzeba i zwiększyć obsadę na oddziałach, i znacząco podwyższyć płace – by pielęgniarki z niewielkim stażem nie rezygnowały tak szybko oraz by zatrzymać w Polsce osoby po studiach pielęgniarskich. Jednocześnie zrealizować postulat środowiska, czyli zarówno OZZPiP, jak i Izby, i wpisać wymogi dotyczące liczebności obsady pielęgniarskiej do kontraktów NFZ, tak jak jest w przypadku lekarzy. Inaczej pielęgniarki znikną. I po prostu nie będzie komu opiekować się nami – mówi dr Julia Kubisa.
Sytuacja pielęgniarek i położnych powinna być punktem wyjścia do zastanowienia się, jakiego społeczeństwa i państwa chcemy. Albo klasa polityczna to zrozumie, albo obywatele wspólnie z pielęgniarkami wyjdą na ulice w całej Polsce.


Trzeba bić na alarm
KONSTANTY RADZIWIŁŁ, 22 kwietnia 2015 r., wPolityce.pl
W sprawie pielęgniarek trzeba bić na alarm – przede wszystkim dlatego, że dojrzewamy do konstatacji, że jest ich za mało, a będzie coraz mniej. To z kolei zagrozi bytowi systemu ochrony zdrowia. Nie ma dobrej opieki nad pacjentem bez szeregu profesjonalistów, w tym pielęgniarek.

BEATA KEMPA, 2015 r., konwencja PiS
Polskie pielęgniarki muszą strajkować, żeby osiągnąć to, co się im należy. To nie jest zdrowy system.


Będzie ich coraz mniej
Z prognozy Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych na temat liczby zarejestrowanych i zatrudnionych pielęgniarek w latach 2015-2025 wynika, że:
• systematycznie będzie się zmniejszać liczba zarejestrowanych pielęgniarek i położnych;
• mimo malejącej populacji nie wzrośnie wskaźnik zatrudnionych pielęgniarek na 1000 mieszkańców, będzie on się zmniejszał z powodu szybszego ubytku pielęgniarek niż ubytku naturalnego ludności;
• w kontekście sytuacji demograficznej i epidemiologicznej społeczeństwa polskiego istnieje zagrożenie dla realizacji świadczeń zdrowotnych w systemie ochrony zdrowia w związku z prognozą liczby pielęgniarek i położnych.


Jaki kraj, taka płaca
Średnia płaca pielęgniarki to 3,3 tys. zł, czyli ok. 2,5 tys. zł na rękę. Młode pielęgniarki dostają netto 1,4 tys. zł! Dla porównania w Anglii minimalna stawka godzinowa to 6 funtów (ok. 34 zł), a pielęgniarka wchodząca do zawodu dostaje 12 funtów (ok. 68 zł). W Anglii pielęgniarstwo to zawód zamawiany. Za studiowanie pielęgniarstwa otrzymuje się 500 funtów miesięcznie (ok. 2850 zł).


Pielęgniarki protestują
W pierwszych miesiącach wprowadzania reformy ochrony zdrowia odbywały się marsze protestacyjne (1999). W lipcu w Warszawie zgromadziło się 28 tys. pielęgniarek i położnych oraz popierających je osób.
Pierwsza okupacja prowadzona przez działaczki z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych miała miejsce w 1999 r. w budynku Ministerstwa Zdrowia, a następnie Ministerstwa Pracy.
W 2007 r. pielęgniarki utworzyły pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów tzw. białe miasteczko. Rozbito wówczas 150 namiotów, a w akcji brało udział 3 tys. osób. Protest popierało wówczas 67% badanych (CBOS 2007).
W lipcu i sierpniu 2009 r. odbył się strajk w radomskim szpitalu im. Tytusa Chałubińskiego zorganizowany przez OZZPiP. Do Radomia przyjechało ok. 800 pielęgniarek z całej Polski. Protestujące domagały się podwyżek, wskazując głęboką dysproporcję między zarobkami lekarzy i pielęgniarek w szpitalu.
W 2010 r. pielęgniarki i położne z pięciu szpitali w regionie Podbeskidzia zorganizowały strajk w celu uzyskania podwyżek i uporządkowania systemu wynagrodzeń.


Łatwo nie jest, człowiek tęskni za bliskimi

Jestem pielęgniarką z bardzo długim stażem. Dyplom pielęgniarski uzyskałam w 1979 r. i od razu otrzymałam propozycję wyjazdu do USA. Odmówiłam zdecydowanie i byłam nawet oburzona, bo przecież właśnie zostałam PIELĘGNIARKĄ, zamierzam podjąć pracę i być z tego DUMNA tu, w kraju.
Owszem, podjęłam pracę i pracowałam bardzo długo, mimo że płace zawsze były marne.
Po raz pierwszy pomyślałam o wyjeździe za granicę, gdy doszłam do wniosku, że jestem bezsilna. Dwoje małych dzieci, syn niepełnosprawny (rdzeniowy zanik mięśni) i mąż, który zawiódł. Trzeba było zaciskać zęby i pracować jeszcze więcej, bo dzieci muszą coś jeść. Gdy w 1998 r. już myślałam, że przejdę na wcześniejszą emeryturę z tytułu opieki nad dzieckiem niepełnosprawnym, okazało się, że emerytury zostały zlikwidowane z końcem roku, a mnie zabrakło ośmiu miesięcy i pięciu dni. Nic nie dało się zrobić.
To nic, że moje dziecko nie potrafi samo się ubrać, umyć, nawet przewrócić z boku na bok. To nic, że muszę wiele razy w ciągu nocy wstać do niego. I tak muszę go rano zostawić i biec do pracy do innych chorych. Muszę dostać wypłatę, która i tak nie wystarczy na utrzymanie.
Ale czarę goryczy przelał ZUS, gdy syn był tak chory, że nie mogłam go nawet na chwilę zostawić. Zadzwoniłam z prośbą o pomoc, na co usłyszałam, że to nie ich problem. Powiedziałam sobie: żadnych więcej składek w tym kraju.
Pojechałam do Włoch. Nie było lekko, ale były pieniądze. Wreszcie można było skonsultować syna u specjalistów i nawet mogłam wziąć trzy dni wolne w miesiącu z tytułu opieki nad synem (płatne 100%). Można? Łatwo nie jest, człowiek tęskni za krajem, rodziną…
Postanowiłam wrócić do Polski. Zarejestrowałam się w urzędzie pracy ze względu na ubezpieczenie, ale miałam nadzieję wreszcie pobyć trochę w domu z synem, który jest już dorosły, ale wciąż chory. Wkrótce dostałam skierowanie do pracy do domu pomocy społecznej, 80 pacjentów i 1450 zł. Próbowałam tłumaczyć, że nie mogę przyjąć tej pracy nie ze względu na lenistwo, ale na sytuację. W tym momencie straciłam ubezpieczenie z urzędu pracy. I co dalej? Masz pracować, płacić składki i nic ci się nie należy.
Wyjechałam. W Norwegii najtrudniejszy był język. Ale dałam radę, poszłam na pierwszą rozmowę i zostałam zatrudniona. Pracuję w Norwegii od dwóch lat i myślę, że do takich standardów nie dojdziemy w Polsce nigdy. Pracuję w domu opieki, w którym mieszka 16 podopiecznych. Każdy ma własny pokój z łazienką, własne rzeczy, pamiątki, nawet meble, jeśli chce. Pielęgniarka jest odpowiedzialna za wszystko, ale nie zostaje sama na dyżurze. Zawsze jest inna osoba, która ma uprawnienia do rozdawania leków i pomocy pielęgniarce. Kierownik wykonuje swoją pracę, ale zawsze chętnie przyjdzie na oddział i nie ma nic dziwnego w tym, że karmi pacjenta albo wykonuje inne czynności. Wszyscy zwracają się do siebie po imieniu. Lekarz jest takim samym autorytetem jak pielęgniarka i pani sprzątająca. Na oddziale nie wolno się spieszyć, żeby podopiecznych nie stresować. Jeśli jest problem i potrzeba więcej osób do pracy, wystarczy zgłosić kierownikowi. Na dyżurze porannym jest pięciu lub sześciu pracowników, na popołudniowym trzech lub czterech.
Praca jest stabilna, spokojna i doceniana. Służba zdrowia w większości jest publiczna i opłacana według tabeli, nie jest tajemnicą, ile zarabia pielęgniarka, a ile lekarz czy rehabilitant. A pensja jest wystarczająca.
Chciałabym spędzić schyłek swojego życia w takich warunkach.


Rękawiczki chowałyśmy w skarpetki
Rocznik 1970. Jako 15-latka trafiłam do pięcioletniego liceum medycznego w Warszawie. Pracowałam w Szpitalu Bródnowskim, Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym i Szpitalu Medycyny Lotniczej. Wszędzie praca była ciężka, a z pensji nie starczało na nic. Rok 2000, pierwsze strajki, brakowało sprzętu, łóżek dla chorych, rękawiczki chowałyśmy w skarpetki, żeby nikt ich nie ukradł. Pojawiły się pierwsze problemy z wypłatą pensji. W roku 2002 zaczęły się wyjazdy za granicę.
Na rozmowę kwalifikacyjną trafiłam przez przypadek. Zaproponowano mi kontrakt bezterminowy po miesiącu pracy, a do tego spanie i jedzenie za darmo oraz naukę języka przez rok. Pierwsza praca w Rzymie była bardzo ciężka, z 30 dziewczyn zostało nas pięć. Potem były inne kliniki, większe zarobki i lepsze warunki pracy. A ja, wzorowa polska pielęgniarka, dokładna, punktualna, profesjonalna, planowałam powrót do domu i czekałam na podwyżki w kraju. Tak minęło mi 13 lat.
Obecnie pracuję w jednej z najlepszych włoskich klinik prywatnych. Mamy łóżka automatyczne, sprzęt jednorazowy do zabiegów leczniczych i pielęgniarskich oraz mnóstwo dokumentacji do wypełnienia.
Wszyscy pytają: kiedy wracasz? Wracam po każdym pobycie w domu. Ile zarabiam? Tyle, że wystarcza na spokojne życie z jednej pracy i może będzie z tego dobra emerytura. Jak wytrzymuję tak długo poza Polską? Pewnie dlatego, że mam u boku najdroższego przyjaciela, czyli męża, i wspaniałą córkę.

FOT. MICHAL DYJUK / POLSKA PRESS

Wydanie: 23/2016

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Michalina Orlinska
    Michalina Orlinska 9 czerwca, 2016, 13:40

    braki kadrowe, słabe wynagrodzenia, zakres obowiązków przekraczający możliwości fizyczne od to i ludzie strajkują.. czy lekarstwem na braki w kadrach może być NAKAZ PRACY? http://www.rynekzdrowia.pl/Finanse-i-zarzadzanie/Nakaz-pracy-dla-mlodych-lekarzy-sposobem-na-braki-kadrowe,162712,1.html

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy