Witamy w piekle

Witamy w piekle

Szczyt w Hamburgu – 19:1

Korespondencja z Niemiec

Z letniego letargu wyrwały Niemców jednak nie tyle polityczne oświadczenia grupy G20, ile wydarzenia na ulicach Hamburga. Tysiące anarchistów, którzy już kilka dni przed szczytem zaczęli okupować miasto nad Łabą, starły się z policją. Bilans: dziesiątki spalonych samochodów i splądrowanych sklepów, ponad 476 rannych funkcjonariuszy oraz setki aresztowanych protestujących. Dzielnica Schanzenviertel, w której kwitnie alterglobalistyczny ruch Rote Flora, przypominała kijowski Majdan. Na ulicach płonęły barykady, a pod butami hamburczyków zgrzytało szkło rozbitych szyb i witryn. W nocy z 7 na 8 lipca niemiecka policja odpierała ataki 1,5 tys. zadymiarzy. Na pomoc ściągnięto nawet austriackich funkcjonariuszy z karabinami maszynowymi, do akcji włączono także armatki wodne i transportery opancerzone, które rozjeżdżały barykady. Niektóre nagrania w internecie przypominają sceny z filmów sensacyjnych. Policjanci szturmowali kamienice, ścigając się z bojówkarzami na rusztowaniach i dachach. Na balkonach widać było osłupiałych mieszkańców, niepojmujących, co się dzieje na ich podwórku. Przedmiotem dyskusji w lokalnym parlamencie Hamburgische Bürgerschaft były w ubiegłym tygodniu nie umowy zawarte na szczycie G20, lecz krajobraz po bitwie, który wedle burmistrza Olafa Scholza był bezprecedensowy w powojennej historii Hamburga. Głos w sprawie wydarzeń na ulicach zabrał minister sprawiedliwości Heiko Maas, który domaga się utworzenia europejskiej bazy danych obejmującej ekstremistów. – Ci chuligani nie mają nic wspólnego z lewicą – tłumaczył. Rząd federalny zapewnił ofiarom odszkodowania i zastanawia się nad wzmocnieniem kontroli na granicach, bo wielu zatrzymanych chuliganów przyjechało z innych krajów. Pod lupą władz Hamburga znalazł się także ruch Rote Flora.

Mimo to nienaganny wizerunek burmistrza Scholza doznał uszczerbku. Polityk SPD uchodził w ostatnich latach za nadzieję socjaldemokratów. Miał zastąpić Martina Schulza, gdyby ten poniósł klęskę. W Hamburgu rządził spokojnie i skutecznie, nie zmagając się dotąd z wyzwaniem przezwyciężenia kryzysu. Teraz jednak wyraźnie zaszkodziły mu zdjęcia, na których widać uśmiechniętego burmistrza na koncercie w Elbphilharmonie na tle płonącego Hamburga. Skłoniło to lokalną opozycję do ataku. CDU i AfD zażądały dymisji burmistrza. – Scholz gwarantował przed szczytem, że hamburczycy będą mogli czuć się bezpiecznie. Nie mogli – pisze publicysta Hans-Ulrich Jörges.
Scholz nie myśli jednak o wyprowadzeniu się z hamburskiego ratusza. – To wyglądałoby tak, jakbym się ugiął przed ekstremistami – zaznaczył w wywiadzie dla tygodnika „Stern”. Kryzys wizerunkowy polityk zręcznie ugasił uspokajającymi obietnicami. Zapowiedział, że powoła specjalną komisję, która jeszcze przed wakacyjną przerwą zajmie się przyczynami policyjnej klęski. W swoim przemówieniu Scholz zastąpił słowo odpowiedzialność budzącym lepsze skojarzenie przepraszam. – Szok mieszkańców Hamburga jest zrozumiały. Nie sądzę jednak, żeby większa liczba policjantów mogła zapobiec zaistniałej sytuacji. Kiedy grupa chuliganów czuje się bezkarna, staje się coraz większa i mniej obliczalna. Policjanci wykazali się heroiczną postawą i na szczęście nikt nie zginął. Niestety, nie wszędzie udało nam się powstrzymać chuliganów. Przepraszam – powtarzał.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 29/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 29/2017

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy