Wojenne gry pozorów

Wojenne gry pozorów

Na linii Moskwa-Waszyngton współpraca trwa w najlepsze. Rządy i koncerny obu państw handlują bronią i technologiami

Aleksandr Wasiljewicz Bortnikow nie jest typem silnego mężczyzny. Lekko zgarbiony szczupły pan zerka na rozmówców przez okulary spuszczone na czubek nosa. Równo 40 lat w tajnych służbach ZSRR, a potem Rosji. Od siedmiu lat stoi na ich czele. W nielicznych dotąd wywiadach odpowiada na pytania w beznamiętny sposób, niczym księgowy albo dyrektor kadr w jakiejś zapomnianej fabryce. Żadnych zagranicznych operacji szpiegowskich – całe życie za biurkiem w roli analityka i planisty. Ostatni sukces? Zajęcie Krymu w formie wojny hybrydowej. Operacja zielonych ludzików, którzy bez wojskowych dystynkcji zajęli półwysep należący do Ukrainy.
„USA wpuszczają do kurnika rosyjskiego lisa”, żachnął się wpływowy „Washington Post” na wieść, że Barack Obama przyjmie Bortnikowa w Białym Domu. „Nie możemy dłużej zwalać kryzysu Rosja-Ukraina na Europejczyków. Obama musi pokazać, że jest prawdziwym przywódcą, a może zacząć od wyrzucenia Bortnikowa z naszego kraju”, postulował komentator gazety. Bo choć szef FSB ma w ramach sankcji zakaz wjazdu do państw UE i Kanady, na amerykańskiej liście osób niepożądanych nie figuruje.

Handel bronią i…

Takie informacje nie przebijają się jednak w krajowych serwisach informacyjnych. Inaczej jest, gdy konwój 300 żołnierzy USA jedzie przez Polskę z Estonii do Niemiec. Polska telewizja chętnie zapewni transmisję na żywo z tego wydarzenia. Albo gdy amerykańskie śmigłowce z powodu mgły wylądują w polu. Chwila i już obok stoją wozy transmisyjne.
Ostatni przykład tego zapatrzenia w Amerykę to histeria, która wybuchła po ogłoszeniu decyzji o testach i możliwości zakupu francuskiego śmigłowca przez polską armię. Politycy opozycji natychmiast wytoczyli najcięższe działa: że przetarg jest ustawiony, że to cios w krajowy przemysł lotniczy i wyprowadzanie pieniędzy za granicę, a przede wszystkim, że ucierpi nasz sojusz ze Stanami Zjednoczonymi.
A przecież do podpisania ostatecznego kontraktu jeszcze daleka droga. Na razie mowa tylko o testach. W zależności od ich wyników będą prowadzone dalsze negocjacje. Dopiero później będzie omawiana sprawa współpracy przemysłowej. To pokaże, co Francuzi zrobią dla polskiego przemysłu obronnego w ramach sprzedaży śmigłowców. „Rzeczpospolita”, powołując się na źródła w rządzie Francji, podała, że „decyzja o rezygnacji z dostaw mistrali jest ostateczna”, a fundusze pozyskane ze sprzedaży caracali do Polski mają posłużyć do zaspokojenia roszczeń rosyjskich, wynikających z anulowania dostaw okrętów.
Gdy dzieje się to wszystko, na linii Moskwa-Waszyngton współpraca trwa w najlepsze. Rządy i największe koncerny obu państw handlują bronią i technologiami. Już bardziej stanowczo zachowują się Niemcy czy Francuzi. W połowie marca Rosja postawiła Francji ultimatum w sprawie okrętów desantowych klasy Mistral. Francja bowiem w odpowiedzi na rosyjską agresję na Ukrainie wstrzymała dostawę pierwszego gotowego już okrętu „Władywostok”. Anatolij Isajkin, dyrektor zajmującego się zakupem broni Rosoboronexportu, oświadczył, że w przypadku niedostarczenia okrętów zgodnie z postanowieniami kontraktu Paryż będzie zmuszony zwrócić pieniądze. Chodzi o 1,2 mld dol., kwotę bardzo poważną nawet jak na budżet Francji.
W tym samym czasie ten sam Rosoboronexport finalizuje transakcję sprzedaży Amerykanom 63 śmigłowców Mi-17, które docelowo mają trafić do armii Afganistanu. Fakt, że w 2006 r. Rosoboronexport został ukarany przez administrację prezydenta Busha za eksport broni do Syrii i Iranu, poszedł w zapomnienie.
Embargo embargiem, a interesy muszą się kręcić. Czeskie firmy jeszcze w lutym tego roku dostarczały rosyjskim odbiorcom amerykańskie karabiny automatyczne typu Bushmaster oraz niemieckie Heckler & Koch z amunicją, a także uważane za jedne z najlepszych na świecie niemieckie pistolety Sig Sauer. To broń używana przez wyborowe jednostki specjalne w wielu krajach, w tym przez amerykańskich marines oraz Delta Force.

Pomocna dłoń

Takie przykłady można mnożyć i wcale nie dotyczą one tylko armii i uzbrojenia. NASA i Roskosmos przedłużyły umowę o współpracy związanej z budową Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Jesienią tego roku Roskosmos prawdopodobnie podpisze z NASA inną umowę o wysyłaniu amerykańskich astronautów na MSK w 2018 r. Ta na rok 2017 już została podpisana.
Gładko układa się też amerykańsko-rosyjska współpraca przy wydobyciu surowców. Gdy czołowa rosyjska firma wiertnicza Eurasia Drilling popadła w kłopoty finansowe wynikające z embarga, z pomocą przyszedł jej amerykański koncern wydobywczy Schlumberger, który za 45,65% udziałów w niej jest gotowy wyłożyć 1,7 mld dol. Na kpinę zakrawa fakt, że transakcja czeka teraz na akceptację… rosyjskiego urzędu antymonopolowego.
Bo amerykańskie embargo wprowadzone po agresji Rosji na Ukrainę to w znacznej części fikcja. Jak inaczej można wytłumaczyć spotkanie w Moskwie 18 marca prezesa koncernu ExxonMobil Rexa Tillersona z szefem Rosnieftu Igorem Sieczinem, podczas którego omawiano przyszłość wspólnego projektu Sachalin-1 (chodzi o wydobycie 100 tys. baryłek ropy rocznie)? Przecież Igor Iwanowicz Sieczin zwany jest na przemian prawą ręką Putina i szarą eminencją Kremla. Jego nazwisko, w przeciwieństwie do Bortnikowa, otwiera amerykańską listę osób objętych sankcjami wizowymi. – Rząd amerykański zakazał obywatelom USA prowadzenie interesów z panem Sieczinem, ale nie zakazał prowadzenia interesów z firmą Rosnieft – tłumaczył jeden z przedstawicieli firmy Exxon.

Strategiczny partner?

Przytoczmy więc dowcip. Ile samochodów ma bogaty Amerykanin? Jednym jeździ do pracy, drugim po zakupy, a trzecim do sąsiadów. A ile aut ma zamożny Rosjanin? Ten do pracy i ten na zakupy, bo do sąsiadów to on jeździ czołgiem. Ten stary kawał, opowiadany jeszcze w czasach zimnej wojny, dziś wcale nie jest śmieszny. Gruzja, Krym, wschodnia Ukraina, potencjalnie Mołdawia, a nawet kraje bałtyckie znalazły się na rosyjskim celowniku. Zajazd czołgów poprzedza jedynie wizyta zielonych ludzików.
A może plany Władimira Putina idą jeszcze dalej? Może faktycznie chce odbudować blok wpływów w kształcie sprzed 1989 r.? Czy w takim przypadku jest jakaś siła, która powstrzyma Rosjan? Oczywiście, że jest – odpowiedzą polscy politycy od lewa do prawa. Tą siłą są Stany Zjednoczone, nasz strategiczny partner i sojusznik – wytłumaczą. – Stoimy ramię w ramię, za wolność waszą i naszą. Polska nigdy już nie będzie samotna, podobnie jak kraje Europy Środkowo-Wschodniej – mówił Barack Obama podczas ubiegłorocznej wizyty w Warszawie. Owacjom nie było końca.
Czyżby? Czy faktycznie Stany Zjednoczone są gwarantem bezpieczeństwa Polski na wypadek konfrontacji ze wschodnim sąsiadem? Spójrzmy na statystyki. W ubiegłym roku USA wyeksportowały do Polski towary o wartości 3,7 mld dol., a kupiły produkty za 5,2 mld dol. W przypadku wymiany handlowej z Rosją było to odpowiednio 10,8 i 23,7 mld dol. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę wielkość Rosji i Polski. Nie zmienia to faktu, że liczby same pokazują, kto ma jaką wartość dla Ameryki.

Wydanie: 20/2015

Kategorie: Świat
Tagi: Igor Ryciak

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy