Wołyń w ukraińskim zwierciadle

Wołyń w ukraińskim zwierciadle

Kijów nigdy się nie zgodził, aby na jakimkolwiek pomniku umieścić napisy wskazujące na odpowiedzialność UPA za zbrodnie np. wojenne


Wołyń 1943 roku

Do pierwszych mordów na szerszą skalę doszło na Wołyniu na początkau 1943 r. Apogeum nastąpiło w lipcu 1943 r., kiedy jednego dnia zaatakowano ponad 100 polskich wiosek. Dochodziło też do polskich akcji odwetowych. Podczas walk obie strony z reguły nie brały jeńców. Z Wołynia walki rozprzestrzeniły się na inne sporne regiony, na Wschodnią Galicję oraz Zamojszczyznę. Według najnowszych ocen polskich historyków, tylko na Wołyniu zginęło od 35 do 60 tys. Polaków, głównie cywilów, w tym także kobiet i dzieci. Zdaniem polskich historyków, w sumie z rąk UPA zginęło – według rozbieżnych szacunków – 80-100 tys. Polaków zamieszkujących wszystkie południowo-wschodnie tereny II RP. Według źródeł ukraińskich, było ok. 20 tys. ukraińskich ofiar konfliktu.


Ile warte jest jedno ludzkie życie? A ile życie kilkudziesięciu tysięcy zabitych? I jak porównać tragedię np. Polaków zamordowanych w 1943 r. na Wołyniu z milionami ukraińskich ofiar Stalina z lat 30. XX w.?
W Polsce takie rachunki wydają się prostsze i oczywistsze aniżeli na Ukrainie. Nawet tej dzisiejszej, próbującej otrząsnąć się z postradzieckiego myślenia. Kiedy – przy okazji Polsko-Ukraińskiego Forum Gospodarczego w Odessie – prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Leonid Kuczma prowadzili dyskusję, jak uczcić i upamiętnić 60. rocznicę wydarzeń na Wołyniu, nie tylko towarzyszący ukraińskiemu przywódcy politycy, ale także miejscowi dziennikarze i po prostu zwykli mieszkańcy Odessy reagowali zniecierpliwieniem na nasze oczekiwania, by padło w związku z tamtą zbrodnią, popełnioną w 1943 r., słowo “przepraszam”.
Wśród pytań, jakie można było usłyszeć, najczęściej powtarzało się: czemu polska prasa tak bardzo interesuje się tym tematem? Dlaczego piszecie o zabitych Polakach, a prawie nic o ofiarach po stronie ukraińskiej?
Ale padały też inne pytania. Czy komuś w Polsce zależy, żeby Ukraińców w ten sposób zaatakować, ba, poniżyć. Może ktoś chce przy tej okazji popsuć dobrze rozwijające się współcześnie stosunki między obydwoma państwami? A nawet (to pytanie usłyszane od młodej kobiety, ukraińskiej bizneswoman), dlaczego Polacy tak głośno domagają się od Ukrainy posypywania głowy popiołem w sprawie Wołynia. Czy nie rozumiemy, że te kilkadziesiąt tysięcy zabitych Polaków to nic wobec krzywd Ukraińców, których miliony ginęły i w czasach Stalina, i wcześniej?
Ukraińcy, mający za sobą nieco ponad dziesięć lat własnej państwowości, ciągle z trudem – to widać nie tylko przy okazji wołyńskiej debaty – pozbywają się starego sposobu myślenia. Mieści się w nim m.in. (postradzieckie, ale i carskie) przekonanie, że kilka czy nawet kilka tysięcy ludzi to niewielki problem.
Dochodzi do tego trud budowania, w sporej części od nowa, ukraińskiego patriotyzmu i ukraińskiej tożsamości narodowej. Dlatego – na co zwracał uwagę polskim dziennikarzom sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Andrzej Przewoźnik – oficjalnie Kijów nigdy do tej pory nie zgodził się, aby na jakiejkolwiek tablicy lub pomniku umieścić napisy, które wprost wskazywałyby na odpowiedzialność Ukraińskiej Powstańczej Armii za zbrodnie np. wojenne.
Sygnały zmiany jednak są. Znany ukraiński pisarz, Jewhen Swerstiuk, powiedział niedawno (trochę w starym stylu, a trochę już w nowym): “Rzeź wołyńska z 1943 r. nie miała podłoża narodowego, dlatego nie można mówić ani o polskim holokauście, ani o wymierzonej w Polaków eksterminacji, niemniej jednak chłopcy z Ukraińskiej Powstańczej Armii czynili rzeczy obce ukraińskiej mentalności”.
Na konferencji prasowej w Odessie prezydent Kuczma potrafił – świadomy, że ugrupowania nacjonalistyczne mogą mu za to, obrazowo mówiąc, skoczyć do gardła – powiedzieć, że żadne patriotyczne powody nie mogą tłumaczyć zabijania niewinnych ludzi.
Czy 60 lat po wołyńskiej zbrodni i zaledwie 11 lat po powstaniu niepodległej Ukrainy przywódcy tego kraju będą zdolni posunąć się dalej w ocenie wydarzeń z 1943 r.? Na razie powtarza się raczej sugestia: uczcijmy Wołyń, ale ostateczne oceny zostawmy historykom, niech jeszcze popracują.
Podczas przygotowań do obchodów na Ukrainie rozpoczęła się również wielka, niemal narodowa dyskusja o historii, a w ciągu zaledwie pół roku ukazała się tam niezwykle duża liczba publikacji na temat Wołynia i historii polsko-ukraińskiej. Trwa zmaganie się z własną przeszłością i mentalnością z dawnych czasów. Oba procesy są – mówiąc najdelikatniej – w tym kraju wyjątkowo trudne.


Uroczystości obchodów 60. rocznicy zbrodni wołyńskiej, z udziałem prezydentów Aleksandra Kwaśniewskiego i Leonida Kuczmy, odbędą się w miejscowości Pawliwka (przed wojną Poryck), gdzie 11 lipca 1943 r. i w następnych dniach ok. 200 Polaków zginęło z rąk Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). 100 Polaków spalono tego dnia w kościele.
Na cmentarzu w Pawliwce odprawiona zostanie msza z udziałem miejscowego ordynariusza i biskupa Sławoja Leszka Głodzia. Następnie na pobliskim cmentarzu prawosławnym przedstawiciele siedmiu religii odprawią modlitwę ekumeniczną. Odsłonięty zostanie też monument Pojednania z napisem: “Pamięć, żal, pojednanie” zaprojektowany przez stronę ukraińską.
W najbliższym czasie na cmentarzu w Pawliwce umieszczone zostaną także przygotowane w Polsce granitowe krzyże z napisami i godłem RP, tablice z nazwiskami ofiar oraz trzy kolumny z dzwonnicy kościoła, w którym miała miejsce tragedia. Na krzyżach dwóch mogił pojawi się napis: “Z dymem pożarów, z kurzem krwi, do Ciebie Panie woła ten głos – Kornel Ujejski. Pamięci około 200 Polaków z Porycka i majątku Stary Poryck, spoczywających na tym cmentarzu, zamordowanych 11 i 12 lipca 1943 r. Niech spoczywają w spokoju. Rodziny i rząd RP 2003”. Treść napisu zaakceptowały władze ukraińskie.

 

Wydanie: 27/2003

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy