Wrobieni w lotnisko

Wrobieni w lotnisko

O powstaniu lotniska w miejscu, gdzie stoją ich domy, mieszkańcy Świdnika Dużego II dowiedzieli się wiosną. Jeszcze rok temu dostawali pozwolenie na budowę

Wiosną tego roku Zarząd Portu Lotniczego Lublin zdecydował o budowie pasa startowego na terenach, gdzie od kilku lat powstają nowe domy jednorodzinne. Do tej pory jednak nie został zmieniony plan zagospodarowania przestrzennego gminy Wólka Lubelska i Starostwo Powiatowe w Lublinie nadal może wydawać mieszkańcom pozwolenia na budowę w tym miejscu.
Na terenie, gdzie ma powstać pas startowy, stoją trzy stare budynki i 12 nowych, na różnym etapie budowy. Gdy wiosną 2005 r. Bożena i Wojciech Denisowie zaczynali stawiać swój dom, nie słyszeli, by właśnie tutaj ktoś zamierzał rozbudowywać lotnisko. Owszem, były plany, ale w miejscowości Niedźwiada. – Wmawia się nam, że wiedzieliśmy o wszystkim i na własne ryzyko podjęliśmy się inwestycji – irytują się mieszkańcy. – Kto by w takiej sytuacji brał się do budowy? To przecież byłoby bez sensu. Zresztą w starostwie mówią, że nie było żadnych przeciwwskazań do wydawania nam pozwoleń. Cóż, widocznie jak się władza zmieniła, to i plany.

Rok na wyprowadzkę

Denisowie przyzwyczaili się do miejsca, w którym zamieszkali; tereny są ładne, blisko do miasta, sąsiedzi zgodni, życzliwi. Nie chcą nawet myśleć, że znów od początku trzeba będzie szukać działki, załatwiać wszystkie papiery, starać się o fachowców. Dopiero przez to wszystko przeszli i znów będą musieli od nowa zaczynać. Zresztą na razie nie rozglądają się za nową działką, bo nie mają pieniędzy. Mimo wszystko nie zamierzają blokować tak dużej inwestycji, jaką jest lotnisko. Wszystko jednak zależy od wysokości odszkodowania. Do tej pory nikt z nimi na ten temat nie rozmawiał. Usłyszeli tylko, że będą mieli od dziewięciu miesięcy do roku na wyprowadzenie się. – Co przez ten czas można zrobić? – pytają. – Trzeba będzie coś wynająć. A przecież niektórzy mieszkańcy mają zwierzęta, co z nimi zrobią?
Ich 10 arów warte jest teraz 100 tys. zł. To gołe pole, a wartość domu? Przecież wiadomo, jak materiały budowlane poszły ostatnio w górę. Czy to wszystko będzie uwzględnione? Na razie nikt z mieszkańców nic nie wie na ten temat.

Pieniądze i ludzkie losy

Od urodzenia, czyli od 60 lat mieszka tutaj Halina Toruń. O budowie lotniska w miejscu, gdzie stoi jej dom, dowiedziała się wiosną tego roku. – I to z artykułów w lokalnej prasie – mówi. – Nikt z nami nie rozmawiał.
Zarówno jej, jak i młodszemu pokoleniu żal będzie stąd odchodzić. – Jeszcze o niczym nowym nie myślimy, bo na sto procent przecież nie wiemy, czy lotnisko tu będzie – przyznają Dorota i Paweł Toruniowie. – Tutaj mamy ciche, spokojne miejsce. Wszyscy się lubią, pomagają sobie. Na spotkaniach z władzami niczego konkretnego się nie dowiedzieliśmy, tak jakby urzędnicy lekceważyli naszą sprawę. A przecież tu w grę wchodzą nie tylko duże pieniądze, ale i ludzkie losy.
Halina Toruń zastanawia się, dlaczego o tak poważnej inwestycji nie zostali powiadomieni dużo wcześniej. Opowiada, że jak miał być budowany kanał tam, gdzie stał jej rodzinny dom, to dwa lata wcześniej otrzymała pismo, by nie sadzić roślin wieloletnich, tylko jednoroczne. A tutaj sąsiedzi, którzy stawiają dom obok, jeszcze w sierpniu zeszłego roku dostali pozwolenie na budowę. – Cały czas inwestujemy w dom – pokazuje Paweł Toruń. – Wymieniliśmy dach, okna, przerobiłem całą kanalizację, zamierzaliśmy ocieplić ściany. A teraz nie wiadomo, co mamy robić, bo dla nas dużo jest i 100, i 200 zł. Boimy się, że przy tym odszkodowaniu mogą nas oszukać.
Toruniowie dziwią się, że plany budowy lotniska zmieniono podobno ze względu na susły. – To śliczne zwierzątka – przyznaje Dorota Toruń. – Ale są tutaj wszędzie, do nas na podwórko nawet przychodzą. – A ponad 130 ha pięknego lasu, który mają wyciąć, to im nie szkoda?
Na kolejnej, prawie 60-arowej działce stoi altanka. – Mamy liczną rodzinę, która lubi się tutaj zjeżdżać – wyjaśnia kobieta. – To atrakcyjne miejsce, teren podmiejski. Obawiamy się, że mogą nam zaniżyć wycenę i nie dostaniemy takiego odszkodowania, jakie powinniśmy. A przecież teraz za ar można dostać 8-10 tys. zł. Liczy się przecież jeszcze to, co rośnie na działce. Mamy poza tym przyłącze wody, gazu, światła.
Z synem i synową mieszka 76-letni Tadeusz Toruń. Na razie rodzina także nie myśli o nowym miejscu na dom. Senior pamięta, że jeszcze przed wojną miała tędy przebiegać szosa. – I do tej pory jej nie ma – mówi. – Tak to jest z tymi planami. A w 1952 r. robiliśmy pomiary 300 m od wsi. Miało powstać lotnisko, wycięto już lasy i nic więcej nie zrobiono. Puste pole tam tylko zostało.
Rodzina Toruniów nie ukrywa żalu do urzędników. Dlaczego pozwolono im budować w tym miejscu trzy lata temu? Dom teraz stoi niewykończony, bo rodzina nie wie, co ma dalej robić. Zresztą w takiej sytuacji znaleźli się nie tylko oni.

Bez konkretnych ustaleń

Wójt gminy Wólka Lubelska, Włodzimierz Hofa, przyznaje, że lotnisko miało być wybudowane na terenie gminy i miasta Świdnik. Przez kilka lat lansowano pomysł budowy lotniska w Niedźwiadzie. Koncepcja przeniesienia pasa startowego do jego gminy pojawiła się dopiero w tym roku. – Ten teren nie był brany pod uwagę, bo nie było miejsca – wyjaśnia wójt. – A teraz zarząd portu i województwa przedstawił inne plany.
Cały proces zmian zagospodarowania przestrzennego gminy Wólka Lubelska rozpoczął się w 1999 r., a zakończył w 2002. W ustalonym terminie władze Świdnika nie zgłosiły planów budowy lotniska. – Zwróciły się o ich uwzględnienie, ale po okresie odwoławczym – mówi wójt. – Wszystko już było zamknięte. Na wniosek mieszkańców wyznaczyliśmy tereny budowlane przy ciągu komunikacyjnym.
Na sesji, która odbyła się pod koniec czerwca, pojawili się wicemarszałek województwa lubelskiego, Jacek Sobczak, oraz prezes Portu Lotniczego Lublin, Grzegorz Muszyński. Przyszli także mieszkańcy zagrożonych rozbiórką domów. Dowiedzieli się, że zmiana planów budowy wyniknęła z konieczności ominięcia kolonii susłów perełkowanych. Daje to szansę ochrony zagrożonego gatunku susła, a tym samym pozwoli na uniknięcie konfliktów z ekologami przy realizacji inwestycji. Mieszkańcy mogą liczyć na odszkodowania, które pozwolą na wybudowanie nowych domów. Wicemarszałek zaprosił zainteresowane osoby do siebie do urzędu. – Ani podczas sesji, ani w czasie spotkania u wicemarszałka nie otrzymaliśmy żadnych konkretnych informacji – twierdzą mieszkańcy. – Ani jak wysokie będą odszkodowania, ani kiedy je dostaniemy. Czy już mamy zacząć się pakować i szukać nowego miejsca, też nie wiemy.
Podczas czerwcowej sesji radni przegłosowali projekt uchwały dotyczącej sporządzenia zmian studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, w którym ma być uwzględnione lotnisko. W starostwie powiatowym w Lublinie nie mają sobie nic do zarzucenia, bo pozwolenia na budowę wydawane są tam na podstawie planu zagospodarowania przestrzennego. W tym spornym przypadku plan pochodził z Urzędu Gminy Wólka Lubelska, a tam nie było wzmianki o lotnisku.
Jak się okazuje, zapis o dostosowaniu lotniska sportowego w Świdniku do celów cywilnych znalazł się w Strategii Rozwoju Województwa w 1999 r. Wtedy też powstała spółka Port Lotniczy Lublin, która postanowiła rozbudować dotychczasowe lotnisko z pasem startowym o długości 1,7 tys. m z możliwością jego przedłużenia. O tym wiedziano w Starostwie Powiatowym w Świdniku, pod które także podlegają tereny przylegające do lotniska. I tam pozwoleń na budowę nie wydawano.

Przyjdzie czas na negocjacje

Prezes Portu Lotniczego Lublin, Grzegorz Muszyński, bardzo ostrożnie i ogólnie wypowiada się na temat rozwiązania sytuacji mieszkańców gminy Wólka Lubelska. Podaje, że na potrzeby rozbudowy lotniska, które będzie zajmowało ponad 335 ha, trzeba wykupić ok. 50 ha prywatnych gruntów. Wyceny nieruchomości dokona biegły. Po negocjacjach i akcie notarialnym właściciele prywatni będą mieli od sześciu miesięcy do roku na przekazanie terenów Portowi Lotniczemu. Z każdym prowadzone będą indywidualne rozmowy. Wszystko to jednak brzmi bardzo tajemniczo i mało konkretnie.
Plany budowy lotniska, jak przypomina prezes, sięgają czasów powojennych. Podczas II wojny światowej startowały stąd niemieckie samoloty i po tamtych czasach pozostał fragment starego betonowego pasa. – Zawsze chcieliśmy rozbudować lotnisko, ale decyzje powstrzymywane były przez finanse – wyjaśnia. – Co do kwestii wydawania pozwoleń na budowę, to tylko Starostwo Powiatowe w Lublinie takich udzielało. Świdnik wielokrotnie monitował, że takie działanie ogranicza rozwój lotniska.
Łączna wartość rozbudowy lotniska wynosi ponad 14 mln zł, w połowie ma to być dotacja z budżetu państwa. Pozostałą kwotę stanowi udział własny spółki i pokryta zostanie z kolejnej emisji akcji. Zdaniem prezesa Muszyńskiego, koncepcja budowy pasa startowego w nowym miejscu daje również inne korzyści, nie tylko ochronę susła. – Pas startowy będzie miał 2,2 tys. m i będzie dłuższy niż we wcześniejszej propozycji, lepiej usytuowany, jeśli chodzi o różę wiatrów – mówi. – Na lotnisko będziemy mogli w zasadzie przyjąć wszystkie samoloty, które latają po Europie. Lotnisko będzie mogło pracować całą dobę, a nie tylko w dzień.
Mieszkańcy nie zaprzeczają, że lotnisko jest potrzebne. Nie mogą jednak zrozumieć, dlaczego robi się to kosztem ich spokoju i dlaczego to właśnie oni mają ponosić konsekwencje urzędniczych niedopatrzeń.

 

Wydanie: 38/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy