Festiwal Nowe Horyzonty udowadnia, że w kinie jeszcze nie wszystko zostało powiedziane Wrocławski festiwal filmowy Era Nowe Horyzonty już po raz ósmy dowiódł, że kino może być fantastycznym nośnikiem idei i emocji, życia tu i teraz. Na poprzedzającej festiwal konferencji jego pomysłodawca i organizator Roman Gutek przekonywał, że tegoroczny dobór filmów jest najlepszą z dotychczasowych selekcji, i faktycznie tak było. Repertuar festiwalu dojrzał, mniej w nim eksperymentów, więcej zaś filmów które oczekiwały od widza emocjonalnego współuczestnictwa. Coraz więcej w filmach pytań: skąd przychodzimy? kim jesteśmy? dokąd idziemy? Kino nie ucieka od rzeczywistości, wręcz przeciwnie, wdraża się w nią, zbliżając się przy tym do człowieka, coraz poważniej także stawiając pytanie o człowieczeństwo. Diagnoza postawiona społeczeństwu Takiego mądrego kina wymaga coraz bardziej świadoma festiwalowa publiczność. O tym świadczy chociażby wynik tegorocznego nowohoryzontowego konkursu, w którym to widzowie decydują o najciekawszym obrazie. Pierwsze miejsce przypadło „Deszczowi dzieci” Vincenta Warda, nowozelandzkiego reżysera, którego retrospektywa miała miejsce w tym roku we Wrocławiu, znanego w Polsce z filmu „Między piekłem a niebem”. „Deszcz dzieci” to częściowo fabularyzowany – co nieco zmniejsza siłę jego oddziaływania – dokument o Maorysce Puhi. Na podstawie zebranych informacji oraz relacji znajomych bohaterki Ward nakreślił nie tylko portret naznaczonej przez klątwę kobiety, ale i sytuację Maorysów z czasów kolonizacji Nowej Zelandii. Reżyser wykazał się niezwykłą cierpliwością i ciekawością drugiego człowieka, co zachęciło widzów do milczącego uczestnictwa w dramacie bohaterki. Kino często podpatruje człowieka w momencie kryzysu, rejestruje wydarzenia, które zmuszają go do zaskakujących działań (jak w filmach „Niebo Suely” Karima Ainouza czy „Ballast” Lance’a Hammera). W drodze donikąd znajduje bohaterkę francuski tandem braci Dardenne’ów. Ich zamykający festiwal film „Milczenie Lorny” porusza temat jednostki na emigracji. To już kolejny po „Dziecku” konsekwentnie surowy obraz, którym Dardenne’owie dotykają tematu dla kina niewygodnego. Bohaterka, młoda Albanka Lorna, dzięki papierowemu małżeństwu otrzymuje belgijski paszport. Staje się on przedmiotem handlu, a otrzymane zań pieniądze dają jej szansę na otwarcie własnego biznesu – restauracji. Życie na emigracji podlega jednak innym prawom, które często odzierają człowieka z jego największej wartości – z godności. Po jej utracie trudno wrócić ponownie do życia. Problem emigrantów podejmuje także reżyser jednego z najciekawszych filmów tegorocznego festiwalu, „Tajemnicy ziarna”, Tunezyjczyk Abdellatif Kechiche, autor znanej polskim widzom „Winy Woltera”. Bohaterem jest mieszkająca w Paryżu arabska rodzina, której materialny status uzależniony jest od francuskiej society. Utrata pracy przez głowę rodziny staje się początkiem lawiny skrywanych do tej pory rodzinnych frustracji. Konfrontacja bohatera, zarówno z francuską biurokracją, jak i – co istotniejsze – z własną rodziną jest bardzo bolesna. Mocne dialogi przechodzą w męczące, także widza, monologi, tworząc niepokojący obraz rodzinnych animozji. Reżyser dzięki bardzo wyrazistym bohaterom nadał filmowi niezwykłe tempo, które wraz z rozwojem wypadków wywołuje trudne do wytrzymania napięcie. Charakterystyki rodziny oraz – ponownie – francuskiego społeczeństwa, tym razem rozpisanego na głosy Francuzów, rodziców i ich dorosłych już dzieci, podjął się także Francuz Arnaud Desplechin. Za pomocą bodaj najlepszego filmu tegorocznego festiwalu, wcześniej docenionego Nagrodą Specjalną Jury w Cannes, „Świątecznych opowieści”, obnaża rodzinę jako idealną komórkę społeczną. Ten obraz to feeria postaci i soczystych, odważnych dialogów, w którym bohaterowie zestawieni zostają z własnymi seksualnymi sekretami. Postacie rozrysowane są z mistrzowską precyzją, reżyser zaś to prawdziwy wirtuoz sterujący aktorami niczym marionetkami. Ten film ze względu na rozległą intertekstualność (Desplechin cytuje chociażby Emmersona, Nietzschego i Szekspira) wymaga od widza pełnego zaangażowania. Dlaczego takich filmów nie robi się u nas? W kręgu biografii Repertuar Nowych Horyzontów to naturalnie nie tylko filmy podejmujące „problemy tego świata”. Idealizmem, a przy tym naiwnością byłoby sądzić, że widzowie poświęcają wakacje na rozwiązywanie dylematów współczesności. Faktem jednak jest – i tym różnią się Nowe Horyzonty od innych letnich festiwali – że rzesza widzów traktuje festiwal we Wrocławiu jak rzeczywiste okno na świat, zarówno filmowy,
Tagi:
Dagmara Biernacka







