Wszystko już było

Wszystko już było

Narzekali starsi pracownicy MSZ, że nie warto zbyt długo w nim pracować, bo wszystko już było i wszystko się powtarza. Oto premier Tusk chciał błysnąć nową ideą i ogłosił, że Polska w świecie „jest szanowana i słuchana. Bez Polski nie da się ułożyć nic znaczącego w Europie. A w relacjach międzynarodowych dysponujemy kompetencjami na najwyższym światowym poziomie”. Co w tym nowego? W czasach Edwarda Gierka Polska funkcjonowała w świecie dyplomacji jako państwo wyjątkowe, wprawdzie wschodnie, ale otwarte na Zachód. I ratowała odprężenie, zapraszając po inwazji na Afganistan Leonida Breżniewa i Valéry’ego Giscarda d’Estaing, by w Wilanowie o pokoju rozmawiali. Wyszło, co wyszło. Dziesiąta potęga gospodarcza świata musiała przełknąć gorzką pigułkę. Premier Tusk poszedł zresztą dalej. Zapowiedział, że do dotychczasowych osiągnięć „dokłada kolejny element – dyplomację ekonomiczną”. I że „państwo będzie patronem ekspansji polskiego biznesu, naszego eksportu”. Panie premierze, byli już przed panem ludzie, którzy takie rzeczy zapowiadali. W roku 1988 ministrem spraw zagranicznych został Tadeusz Olechowski, swego czasu minister handlu zagranicznego, i wówczas mówiono, że następuje „ekonomizacja polskiej polityki zagranicznej”. To znaczy, że polskie ambasady mają promować sprawy gospodarcze, polski eksport itd. A i wtedy już narzekano, że to odgrzewane hasła. I przypominano, że w roku 1968 szefem MSZ został Stefan Jędrychowski, absolwent, jeszcze przedwojenny, ekonomii na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. On też miał ambitny plan „ekonomizowania” polskiej dyplomacji. Z tych zapowiedzi jedna tylko rzecz brzmi zastanawiająco – otóż hasłom „ekonomizacji” towarzyszyła zmiana na stanowisku szefa MSZ. Czyżby więc premier, w ramach rekonstrukcji rządu, zamierzał wprowadzić nowego ministra spraw zagranicznych? Opozycja też nie błyszczy nowatorstwem, też odgrzewa. Kto słuchał, jak polemizowała z Sikorskim w Sejmie, ten miał na dłoni całą paletę pisowskich obsesji. Jak choćby tę, stale powtarzaną, że w MSZ pracują absolwenci MGIMO i że to groźne dla Polski. Bo, jak wiadomo, uczyli się w Moskwie i nasiąkli. Nie sposób z tym polemizować, to jest wiara, ciężka choroba, racjonalności w tym nie ma. We wszystkich dawnych krajach tzw. demokracji ludowej pracują absolwenci MGIMO i są cenieni ze względu na wiedzę, którą posiedli, no i znajomość Rosji. A nasi pisowcy pewnie najchętniej do Moskwy wysłaliby człowieka nieznającego rosyjskiego, który siedziałby zamknięty w ambasadzie, z krótkimi przerwami na msze za ojczyznę i składanie kwiatów pod pomnikami pomordowanych. Ku otrzeźwieniu przypomnijmy więc, kogo Kreml wysłał do prostowania stosunków USA-Rosja. Była to delegacja w składzie: minister Siergiej Ławrow, Jurij Uszakow, były ambasador Rosji w Ameryce, no i Kiriłł Dmitrijew, który stoi na czele funduszu rosyjskich rezerw walutowych, absolwent Uniwersytetów Stanforda (licencjat z ekonomii) i Harvarda. Potem przez wiele lat pracował w amerykańskich bankach. I proszę, nikt w Rosji nie przestraszył się, że „nasiąkł” Ameryką, że FBI mogła go zwerbować czy coś w tym rodzaju. Przeciwnie, studia i znajomość USA uznano za zaletę. Chyba słusznie, prawda?     Udostępnij: Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook Kliknij, aby udostępnić na X (Otwiera się w nowym oknie) X Kliknij, aby udostępnić na X (Otwiera się w nowym oknie) X Kliknij, aby udostępnić na Telegramie (Otwiera się w nowym oknie) Telegram Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 20/2025, 2025

Kategorie: Aktualne, Notes dyplomatyczny