Wulkan uziemił samoloty

Wulkan uziemił samoloty

Chmury pyłów, które zasnuły Europę, mogą spowodować zimną wiosnę

Ogromne chmury pyłów i popiołów, które wypluł wulkan Eyjafjallajökull na Islandii, dotarły nad Europę i sparaliżowały komunikację lotniczą. 16 kwietnia 60% lotów zostało odwołanych, dziesiątki tysięcy pasażerów utknęło na lotniskach, politycy mieli kłopoty z dotarciem do celu. Rozważano nawet przełożenie pogrzebu prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pierwszej damy na późniejszy termin.
Drobny pył wulkaniczny stanowi dla samolotów śmiertelne zagrożenie. Chmury składające się z cząsteczek magmy o średnicy zaledwie jednej setnej milimetra nie mogą zostać wykryte przez pokładowe radary. Ale cząsteczki te są twardsze od stali. Tworzą swoisty latający papier ścierny, który uszkadza powłokę samolotu, stery, wrażliwe sensory aparatury elektronicznej. Oblepia też szyby, ograniczając widoczność.
Najbardziej zagrożone są silniki odrzutowe. Krzemowe cząsteczki pyłu dostają się do silników i topią w wysokiej temperaturze komory spalania. W tylnej części silnika temperatury są niższe, więc płynny krzem krzepnie i osadza się na skrzydłach turbiny oraz na ścianach komory szklistą powłoką. Silniki przestają pracować. W 1982 r. boeing 747 linii British Airways wleciał na wysokości 12 tys. m w obłok pyłów z wulkanu Galunggung na Jawie. Wszystkie cztery silniki odmówiły posłuszeństwa. Pełen ludzi samolot stracił 7,5 tys. m wysokości w ciągu 14 minut, zanim załodze udało się ponownie uruchomić dwa silniki. Boeing z połową mocy wylądował bezpiecznie w Dżakarcie. Piloci mogli się kierować tylko wskazaniami aparatury pokładowej. Do szyb przylgnęło tyle pyłu, że

widoczność była zerowa.

Kiedy w grudniu 1989 r. wybuchł wulkan Mount Redoubt na Alasce, chmura pyłów objęła znajdujący się w odległości 240 km samolot linii KLM. Maszyna, na której pokładzie było 231 pasażerów, spadała ponad 3 km. Pilotom niemal cudem udało się ponownie uruchomić silniki i wylądować.
Islandia znana jest z aktywności wulkanicznej. Wyspa znajduje się na styku dwóch płyt tektonicznych, amerykańskiej i euroazjatyckiej. Z każdą erupcją lawy kontynenty nieco oddalają się od siebie. Gdyby Kolumb dziś odbywał swą podróż, musiałby pokonać 12 m więcej niż w 1492 r. Od czasu zasiedlenia Islandii zanotowano

200 erupcji

miejscowych wulkanów. Gorąca lawa często topiła lodowce, masy wody spadały po zboczach, niszcząc wszystko na drodze. Niekiedy wybuchy wulkanów miały tragiczne skutki. W 1783 r. z islandzkiego wulkanu Laki wydobył się gigantyczny obłok toksycznych gazów, które uśmierciły 50 tys. ludzi, jedną piątą populacji wyspy. Także na kontynencie europejskim mieszkańcy cierpieli na nudności, wymioty i zawroty głowy. W wielu miejscach wystąpiły nieurodzaje, wulkaniczny welon zasnuł ziemię, blokując światło słoneczne. Średnia globalna temperatura spadła o ponad jeden stopień.
Wysoki na 1666 m wulkan Eyjafjallajökull znajduje się na południu wyspy, jego większa część pogrzebana jest pod masami lodu. Ma ponadczterometrowy krater, ale lawa, dym i pyły wydostają się także przez szczeliny i rozpadliny, ciągnące się dziesiątki kilometrów. Do tej pory uchodził za mało aktywny, od czasu zasiedlenia wyspy wybuchał tylko cztery razy, przy czym były to erupcje słabsze niż obecna. Eyjafjallajökull obudził się po trzęsieniu ziemi w grudniu 2009 r. W marcu plunął ogniem po raz pierwszy.
14 kwietnia rozpoczęła się kolejna erupcja.
Kolumna dymu, pyłów, popiołów i ognistych gazów miała 11 km wysokości. Naukowcy po prostu nie wiedzą, kiedy skończą się te wybuchy. Brytyjski wulkanolog Hazel Rymer podkreśla, że mogą potrwać kilka dni, tygodni albo nawet miesięcy. Skutki długiej i potężnej aktywności wulkanicznej mogą okazać się fatalne. Niewykluczone, że Europę czekają kolejne dni sparaliżowanej komunikacji lotniczej, ale także zimna wiosna – unoszące się wysoko cząsteczki pyłu zablokują promieniowanie słoneczne.
Zmiany klimatyczne zależą od tego, ile dwutlenku siarki wulkan wyrzuci w górne warstwy atmosfery. Dwutlenek siarki łączy się z wodą, tworząc kwas siarkawy. Minikropelki kwasu tworzą wokół planety welon, który chłodzi glob jak

parasol przeciwsłoneczny.

Opadają na ziemię po miesiącach, niekiedy po latach. Od wysokości 13 km, w stratosferze, powietrze jest suche. Stamtąd pył wulkaniczny nie może spaść z deszczem. Mniej więcej co dwa lata wyrzucona przez wulkan kolumna gazów dociera tak wysoko. Zdaniem ekspertów, do stratosfery muszą się przedostać co najmniej 3 mln ton gazów wulkanicznych, aby klimat planety wymiernie się ochłodził. W 1991 r. doszło do potężnej erupcji wulkanu Pinatubo na Filipinach. Przeciętna globalna temperatura, mierzona przy powierzchni, spadła na dwa lata o pół stopnia Celsjusza. Erupcja na Islandii ponownie uświadomiła wszystkim, jak potężne i niebezpieczne siły kryją się pod pozornie stabilną skorupą Ziemi. Specjaliści zdają sobie sprawę, że gdyby w ciągu dziesięciu lat doszło do kilku wybuchów wulkanicznych na skalę Pinatubo, następstwem stałaby się globalna epoka lodowcowa, trwająca tysiące lat.

Wydanie: 16/2010

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy