Wyjście lepiej się sprzedaje

Wyjście lepiej się sprzedaje

Imigranci mogą zdecydować o Brexicie

David Cameron podczas kolejnych spotkań i przemówień wylicza straty, które poniesie gospodarka kraju, jeżeli Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej. Mówi o 16 mld funtów europejskich inwestycji, tysiącach miejsc pracy, które zależą od uczestnictwa we wspólnym rynku, i o tym, że przeciętne gospodarstwo domowe straci na Brexicie średnio 4,7 tys. funtów rocznie. – Na istnienie potwora z Loch Ness jest więcej dowodów, niż rząd ma na poparcie swoich prognoz – odpowiada mu były burmistrz Londynu i partyjny kolega Boris Johnson, który stał się najważniejszą postacią kampanii nakłaniającej do głosowania za opuszczeniem Unii.

Kampania ta wyjątkowo skutecznie wpływa na stanowisko wyspiarzy. Jeszcze w połowie 2015 r. większość sondaży pokazywała niewielką, ale stabilną przewagę zwolenników pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Przewaga jeszcze rosła, kiedy pytano o opinię w wypadku renegocjowania warunków członkostwa na lepsze. W badaniu przeprowadzonym przez You Poll w czerwcu 2015 r. 55% pytanych powiedziało, że jeżeli te się poprawią, to zagłosują za pozostaniem w strukturach europejskich. Wyjść z Unii chciało 24%.

Dziś wyniki sondaży pokazują mniej więcej remis. W jednym niewielką przewagę zyskują zwolennicy pozostania w Unii, w innych kilkoma procentami wygrywają ci, którzy chcą wspólnotę opuścić. W sumie – remis ze wskazaniem, niewielkim, na Brexit. Jednym z powodów jest przekonanie wyborców, że Cameron z negocjacji w Brukseli, w których miała mu pomóc groźba referendum, wrócił na tarczy i nowe warunki są zaledwie przypudrowaniem starych. A o tych sam mówił, że są złe.

Druga i ważniejsza przyczyna to fakt, że zwolennicy Unii Europejskiej przegrali przedreferendalną debatę i liczyć mogą głównie na to, że porażka nie jest wystarczająco dotkliwa, by odwrócić wynik głosowania. Przegrali, ponieważ nie potrafili niczego przeciwstawić nośnym argumentom zwolenników wyjścia. Chociaż, by być dokładnym, nie tyle nie przedstawili niczego, ile – jak ochrzciła to druga strona – przedstawili Projekt Strach.

Projekt ów, co wypominają przeciwnicy, polega na straszeniu gospodarczymi konsekwencjami Brexitu. Słupki pokazujące wahania PKB oraz kursu funta szterlinga, które na dodatek w wersjach przygotowanych przez różne instytucje wyglądały różnie, przemawiają do wyobraźni głosujących znacznie słabiej niż dwie sprawy, wokół których swoją argumentację skupiła kampania Vote leave (Głosuj za wyjściem). Te dwie sprawy to imigracja oraz unijne absurdy w rodzaju krzywizny banana, unormowania ilości wody w spłuczce oraz, to ważniejsze, rozpasane wynagrodzenia brukselskich biurokratów, które nawet z brytyjskiej perspektywy wyglądają na niesprawiedliwe.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 21/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy