Szeryf odwołany

Szeryf odwołany

Szef czeskiej policji planował reformy i tropił korupcję wśród wysokich rangą urzędników, więc stracił stanowisko

Nieoczekiwane odwołanie komendanta czeskiej policji rozgrzało emocje graczy na czeskiej scenie politycznej. Opozycja mówi o puczu.
Petr Lessy to prawdziwy czeski szeryf, który opracowywał koncepcję reformy czeskiej policji. Chciał zmniejszyć liczbę etatów urzędników policyjnych i zatrudnić więcej szeregowych funkcjonariuszy. Ci ostatni mieli czuwać nad bezpieczeństwem obywateli, a nie – jak dotychczas – strzec niektórych urzędów. Zwolnienia miałyby objąć m.in. pracowników komendy głównej i komend wojewódzkich. Według komendanta głównego te działania miały się przyczynić do wzrostu bezpieczeństwa i przynieść oszczędności na poziomie 440 mln czeskich koron (niemal 75 mln zł). Pieniądze te miały zostać przeznaczone na podwyżki dla czeskich policjantów. Premier Petr Necas nie poparł tego pomysłu.

Tropiciel afer

Ale nie tylko te plany stały się przyczyną popularności komendanta. Szef policji – według swoich zapowiedzi – dążył do jej odpolitycznienia. Podczas jednego z wystąpień w telewizji publicznej ujawnił, że „od 12 lat wewnątrz czeskiej policji działa sieć przestępcza zajmująca się wymuszaniem haraczy”. I szukał jej nie tylko na swoim podwórku, lecz także na najwyższych stanowiskach politycznych. To za jego sprawą policja zarzuciła Vlascie Parkanovej „niedopełnienie obowiązków służbowych” podczas zawierania kontraktu na zakup wojskowych samolotów CASA, kiedy była ona ministrem obrony.
48-letni dziś Petr Lessy policyjną karierę rozpoczynał w pobliżu polskiej granicy, we Frydku-Mistku, potem trafił do Ostrawy, gdzie zasłynął m.in. skuteczną i twardą walką z chuliganami stadionowymi. Na czele policji stał dwa lata. Za odwołanym komendantem murem stanęły policyjne związki zawodowe. Lewicowa opozycja mówi wręcz o „policyjnym puczu w reżyserii prawicowego rządu i próbie zatuszowania afer z udziałem czołowych polityków”. Obrońcy szefa czeskiej policji przedstawiają go jako apartyjnego łowcę afer i podkreślają niespodziewany charakter odwołania. Nie wszyscy. – Lessy nie był żadnym niezależnym szefem policji, ale funkcjonariuszem byłego układu rządzącego – uważa Daniel Kaiser z dziennika „Lidové noviny”, który śledzi zamieszanie wokół tej dymisji.

Ludzi to nie obchodzi

Prezydent Václav Klaus wydał oświadczenie, w którym wyraził zaniepokojenie z powodu odwołania komendanta. Czeski prezydent uważa, że to odwołanie może „zdestabilizować scenę polityczną”. Stanowisko Klausa – według Daniela Kaisera – to tylko polityczna gra w obliczu nadchodzących wyborów prezydenckich. – To wydarzenie nie będzie miało żadnego wpływu na czeską scenę polityczną i wynik nadchodzących wyborów, w których Czesi wybiorą prezydenta po raz pierwszy w głosowaniu powszechnym – uważa redaktor dziennika „Lidové noviny”. Podobnego zdania jest Tomáš Polácek z dziennika „Mladá Fronta Dnes”, którego poprosiłem o komentarz w tej sprawie. Po kwadransie otrzymałem krótki mejl: „Łukaszu, to błahostka. Za tydzień nikt tej sprawy nie będzie pamiętał. Ludzi to zupełnie nie obchodzi”.
Dr Juraj Marušiak, politolog ze Słowackiej Akademii Nauk, zwraca uwagę na doniesienia prasowe o niepokojącym stopniu korupcji w państwach Europy Środkowej. Pod koniec roku 2011 na Słowacji wybuchła ogromna afera korupcyjna związana z działalnością Penta Financial Group, która przyczyniła się do upadku centroprawicowego rządu Ivety Radicovej. – Korupcja w Czechach to znaczący problem, ale dotyczy on wszystkich krajów postkomunistycznych. W przypadku odwołania szefa policji mamy do czynienia z twardą walką o władzę. Przy czym czeska prawica, w znacznie większym zakresie niż w przypadku innych rządów, korzysta z tego, że ma dostęp do informacji policyjnych.

Wydanie: 37/2012

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy