Oddajcie nam ojczyznę

Oddajcie nam ojczyznę

Rosja przed wyborami parlamentarnymi

Nie będziemy mnożyć fortun garstki miliarderów, poprawimy życie milionów – obiecują rosyjscy komuniści.
– Aby zmienić kraj, trzeba zmienić władzę – wypowiadający te słowa Giennadij Ziuganow stoi przed planszą z panoramą placu Czerwonego, Mauzoleum Lenina, bramy Spasskiej i kremlowskiej rezydencji prezydenta. Patos tła i przemówienia osłabia rozpięta marynarka polityka, spod której wyłania się krawat w czerwone i białe paski. – 94 lata temu nasz kraj otworzył nową epokę, epokę wzlotu gospodarczego i kulturalnego – przekonuje Ziuganow. Przemowa przewodniczącego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej ma charakter okolicznościowy, poprzedza kolejną rocznicę wybuchu rewolucji październikowej. Adresowana jest do użytkowników sieci – niespełna trzyminutowy film przygotował Wydział Agitacji i Propagandy PolitProsTV – partyjnej internetowej telewizji oświaty politycznej.
Materiał pojawił się 2 listopada na wszystkich portalach należących do KPFR i na YouTube. Internet to dla KPFR współczesna „Aurora” – narzędzie wzywania do wzięcia władzy. Nie przy użyciu siły, jak w 1917 r., lecz za pomocą kartki wyborczej.
4 grudnia Rosjanie wybiorą parlament, a 4 marca przyszłego roku – prezydenta.

Złoty wiek

W klapie marynarki przemawiającego Ziuganowa połyskuje czerwony znaczek z poprzecznym niebieskim paskiem. To znaczek deputowanego Rady Najwyższej Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej odzwierciedlający flagę RFSRR. Ziuganow nigdy nie był w Radzie Najwyższej RFSRR, za to nieprzerwanie od pierwszej kadencji (1993 r.) zasiada w Dumie Państwowej – jej deputowani noszą znaczki w kształcie powiewającej biało-niebiesko-czerwonej flagi państwowej Rosji.
Ziuganow nigdy nie pogodził się z rozpadem ZSRR.
W 1990 r. na łamach „Sowietskoj Rossiji” oskarżył Aleksandra Jakowlewa, że jest architektem rujnowania kraju, a nie architektem pierestrojki. Rok później podpisał się pod opublikowanym przez tę samą gazetę „Słowem do Narodu”. Autorzy manifestu apelowali: „Ojczyzna, nasz kraj (…) ginie, kruszy się, pogrąża się we mgle i niebycie”. „Słowo” było zapowiedzią zamachu stanu dokonanego w sierpniu 1991 r.
Związek Radziecki pozostaje dla lidera komunistów złotym wiekiem rosyjskiej historii. Ziuganow czci Józefa Stalina, bagatelizuje represje, neguje zbrodnię katyńską.
– W XX w. nasz naród zbudował najsprawiedliwsze społeczeństwo na planecie – ogłasza przewodniczący partii w internetowym przemówieniu, odwołując się do radzieckiej historii, do Żukowa, Rokossowskiego, Koroliowa, Kurczatowa, Stachanowa, Gagarina, Szołochowa, Simonowa, Muchiny i Bondarczuka. Wzywa: – Aby nie znaleźć się na samym dnie i zacząć niezwłocznie się podnosić, trzeba przypomnieć o wszystkich osiągnięciach, których podwaliny położył październik 1917 r. (…) Nastał czas działania, które doprowadzi do odzyskania skradzionej nam ojczyzny.
Okazją są zbliżające się wybory. Komuniści mają program i ekipę, które – jak podkreśla Ziuganow – gwarantują odbudowanie „w ciągu dwóch pięciolatek” tego, co zniszczyli chwilowi władcy (wriemienszczyki). Przez nich Rosja straciła 20 lat, podczas których świat dokonał skoku technologicznego.

Agitacja i propaganda

Przemawiający Ziuganow wygląda energiczniej i młodziej, niż wskazuje jego rocznik – 1944. Już od siedmiu lat mógłby być na emeryturze, bo wiek emerytalny dla mężczyzn w Rosji wynosi nadal – podobnie jak w Związku Radzieckim – 60 lat.
Lider głównej siły opozycyjnej skończył instytut pedagogiczny – z wykształcenia jest nauczycielem fizyki i matematyki. W czasie studiów miał trzyletnią przerwę – służył w wojsku na terenie dawnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej.
Takie doświadczenie w radzieckim CV miało sporą wartość – ułatwiło mu szybką karierę polityczną w rodzinnym obwodzie orłowskim. Zanim wyjechał do Moskwy, był tam m.in. przewodniczącym obwodowej organizacji Komsomołu i kierownikiem wydziału agitacji i propagandy obwodowej organizacji partyjnej.
W 1980 r. w Akademii Nauk Społecznych przy KC KPZR w Moskwie obronił doktorat „Podstawowe kierunki rozwoju miejskiego socjalistycznego trybu życia na przykładzie dużych miast kraju”. Trzy lata później rozpoczął pracę w Wydziale Agitacji i Propagandy KC KPZR, piął się po szczeblach partyjnej kariery, dochodząc do funkcji zastępcy kierownika wydziału ideologicznego. W 1990 r. tworzył Komunistyczną Partię RFSRR (RFSRR jako jedyna z republik radzieckich nie miała republikańskiej struktury partyjnej), która po rozpadzie ZSRR i likwidacji KPZR przekształciła się w samodzielny podmiot polityczny – Komunistyczną Partię Federacji Rosyjskiej.
Gdy rocznicowe wystąpienie Ziuganowa pojawia się w sieci, on sam gości w Ufie – stolicy Baszkirii. Ustawia się do kamer na tle dziewcząt z czerwonymi szturmówkami z logo KPFR – skrzyżowanym sierpem i młotem na zarysie książki (sojusz robotników, chłopów i inteligencji). Bierze udział w odsłonięciu – po wielu latach konserwacji, a faktycznie ukrycia – pomnika Lenina, wręcza legitymacje Komsomołu, przedstawia prezydentowi republiki program swojej partii. Punktem kulminacyjnym wizyty jest spotkanie z wyborcami w Pałacu Młodzieży. Sala widowiskowa nie może pomieścić wszystkich chętnych. W tłumie przeważają osoby skromnie ubrane, dla których młodość jest już tylko odległym wspomnieniem. Witają towarzysza z Moskwy owacją na stojąco, jednak na ich zmęczonych twarzach nie widać radości.

Padnij, powstań!

Ziuganow wierzy, że nadchodzą lepsze czasy. Kieruje partią od 1993 r. W 1995 r. wygrał ze swoją partią wybory do Dumy, ale nie miało to znaczenia, bo Rosją rządzi prezydent. Miał szansę zdobyć Kreml w 1996 r., lecz przegrał w drugiej turze wyborów prezydenckich z Borysem Jelcynem. Zdobył 30 mln głosów. Przykuty do łóżka, walczący o życie Jelcyn – 40 mln. O chorobie prezydenta Rosjanie dowiedzieli się już po wyborach. Do dziś trwają spory, czy uczciwie liczono głosy i czy Ziuganow tak naprawdę chciał wygrać.
W 1999 r. KPFR znowu zdobyła najwięcej (113) miejsc w Dumie, jednak partie obozu władzy w sumie uzyskały pakiet kontrolny. Po przekazaniu władzy przez Jelcyna Władimirowi Putinowi komuniści znaleźli się w odwrocie. W 2000 r. Ziuganow już w pierwszej turze przegrał z Putinem (zdobył 29% głosów, jego rywal – 53%). W 2003 r. KPFR poległa w wyborach do Dumy – uzyskała dwa razy mniejsze poparcie niż cztery lata wcześniej – 12,6%, wprowadziła 52 deputowanych. Jedna Rosja – debiutująca w tamtych wyborach nowa partia władzy – miała ich przeszło cztery razy więcej.
W 2004 r. Ziuganow zrezygnował z udziału w wyborach prezydenckich, obawiając się pogromu, Putin wygrał wtedy w pierwszej turze z poparciem ponad 70% wyborców. W 2007 r. komuniści drugi raz z rzędu ponieśli klęskę w wyborach do Dumy – 11-procentowe poparcie przełożyło się na 57 mandatów. Jedna Rosja zdobyła ich 315, a lewa noga Kremla – Sprawiedliwa Rosja – 38.
W 2008 r. Ziuganow nie mógł już – chcąc zachować przywództwo w KPFR – uniknąć starcia z namaszczonym przez Putina na prezydenta Dmitrijem Miedwiediewem. Przegrał w pierwszej turze, ale jego wynik był lepszy niż partii – prawie 18% (otrzymał ponad 13 mln głosów).

Wiatr w żagle

Dzięki kryzysowi, który dotknął Rosję w 2009 r., a także coraz powszechniejszemu przekonaniu, że krajem, jak w latach 90., rządzą oligarchia i skorumpowani urzędnicy, komuniści złapali wiatr w żagle.
4 listopada w radiu Echo Moskwy Ziuganow opowiada o spotkaniach z młodymi mieszkańcami Ufy, którzy tęsknią za ojczyzną rodziców i dziadków, Związkiem Radzieckim: – Ktoś mi powiedział: „Tamten kraj był lepszy. Kto tam kogoś aresztował? Za to z nami liczono się w świecie, a teraz gębę sobie nami wycierają”. Ktoś inny podchodzi do mnie i opowiada: „Moi rodzice są specjalistami najwyższej klasy, ale siedzą bez pracy. Babcia dostaje 5 tys. emerytury – to norma jak w Buchenwaldzie”.
W radiu z Ziuganowem rozmawiają Inessa Zemler i Jewgienij Buntman, wieloletni pracownicy Echa Moskwy, które w latach 90. symbolizowało demokratyczne przemiany w Rosji. To także tego radia dotyczyły powtarzane wielokrotnie przez Ziuganowa słowa, że w mediach „trudno znaleźć rosyjską twarz”.
Jeszcze kilka lat temu mówił on, że Rosją nie rządzą Rosjanie. Antysemityzm łączył z ideą narodową i prawosławną. Szukał – i znajdował – sojuszników w Rosyjskim Kościele Prawosławnym. W 1997 r. dzięki poparciu komunistów Duma przyjęła ustawę o wolności sumienia i związkach religijnych, faworyzującą prawosławie. Pod naciskiem komunistów jedna ze stacji telewizyjnych dwukrotnie wycofała się z emisji filmu Martina Scorsesego „Ostatnie kuszenie Chrystusa”. Lider komunistów współpracował blisko z metropolitą smoleńskim i kaliningradzkim Kiriłłem, obecnym patriarchą, brał udział w posiedzeniach Rosyjskiego Soboru Narodowego.
Te kontakty się rozluźniły, ponieważ Kiriłł znalazł wspólny język z obecnymi władzami (5 listopada Dmitrij Miedwiediew zapewnił patriarchę, że od przyszłego roku lekcje religii zostaną wprowadzone we wszystkich regionach kraju i że osobiście popędzi generałów, by przygotowali w armii odpowiednią liczbę etatów dla kapelanów).

Skrzywdzeni i poniżeni

W programie wyborczym KPFR odchylenie narodowe jest wciąż obecne. Dokument stwierdza, że „problem rosyjski w Rosji istnieje”, a „polityka obecnych władz poniżyła naród rosyjski i skazała go na wymieranie”. Chodzi o etnicznych Rosjan, a nie wszystkich obywateli wielonarodowej Rosji. Rozwiązanie „problemu rosyjskiego” komuniści widzą m.in. w stworzeniu zachęt do zwiększenia dzietności „wśród rdzennej ludności Rosji”, w karaniu za „rusofobię” oraz w przywróceniu rubryki „narodowość” w dowodach osobistych.
Jednak „kwestia rosyjska” podejmowana przez komunistów blednie wobec sposobu jej serwowania przez faszyzujących nacjonalistów. Gdy w 2005 r. Władimir Putin zdecydował o usunięciu z listy świąt 7 listopada i wprowadzeniu 4 listopada wolnego od pracy Święta Jedności Narodowej (na cześć wypędzenia z Kremla polskiej załogi przez pospolite ruszenie Minina i Pożarskiego), nacjonaliści zaczęli tego dnia organizować swoje manifestacje – Rosyjski Marsz.
W 2008 r. w centrum Moskwy doszło do wielkiej bitwy ulicznej. Władze przeniosły Rosyjski Marsz do blokowisk peryferyjnej dzielnicy Liublino. Tegoroczna kolumna uczestników marszu w stolicy rozciągnęła się na kilometr. Nacjonaliści – głównie młodzież, zarówno chłopcy, jak i dziewczęta – szli pod czarno-żółto-białymi imperialnymi flagami. Domagali się jak zawsze zwrócenia Rosjanom Rosji zagrabionej, ich zdaniem, przez obcych (mieli na myśli głównie Żydów i mieszkańców Kaukazu). Skandowali: „Zwrócimy Rosjanom Rosję!”, „Wyzwolimy Rosję!”, „Rosja dla Rosjan!”, „Rosjanom – rosyjską władzę!”, „Skończyć z grabieżą Rosjan na rosyjskiej ziemi!”.
Ziuganow w radiu Echo Moskwy niechętnie wypowiada się o Święcie Jedności Narodowej. – Jaka może być jedność 10% najbogatszych i 10% najbiedniejszych, których dochód jest 30-40 razy mniejszy? Jaka może być jedność tych, którzy zostali ograbieni i tych, którzy ich ograbili? – pyta, zapraszając słuchaczy na manifestację 7 listopada.
Nazajutrz lider komunistów namawia do tego mieszkańców Moskwy na placu Październikowym. Komuniści – w ramach akcji „Czerwoni w mieście” – rozdają gazety i materiały propagandowe. Ubrany po cywilnemu policjant interweniuje, bo uważa, że doszło do nielegalnego zgromadzenia. Partyjna telewizja rejestruje jego utarczkę z Ziuganowem i umieszcza to w sieci. Incydent nabiera rozgłosu w innych mediach.

Komunistyczny flash mob

W setkach miejscowości trwały przygotowania do manifestacji 7 listopada, komuniści potraktowali go jak generalną próbę sił przed 4 grudnia. Prowadzili agitację w domach (metodą od drzwi do drzwi), na ulicach, placach, spotkaniach z wyborcami, w internecie. Komsomolcy z odległego Ułan-Ude (stolicy Buriacji) postanowili skrzyknąć zwolenników świętujących rewolucję metodą flash mob.
Partyjne portale podają hasła zatwierdzone przez Komitet Centralny na rocznicowe manifestacje: „Oddamy skradzioną Ojczyznę!”, „Rząd ministrów kapitalistów do dymisji!”, „Precz ze spekulacjami banków!”, „Socjalizm to rozwój, wolność, godność!”, „O Rosję radziecką, socjalistyczną!”.
7 listopada, przed zapowiedzianą na popołudnie w Moskwie manifestacją, ukazały się wyniki sondażu przeprowadzonego przez Centrum Lewady, który – jak stwierdzono w komunikacie – „pokazał ostre zmiany w sympatiach rosyjskich wyborców”. 42% Rosjan nie akceptuje działalności Dmitrija Miedwiediewa (we wrześniu 36%), a 38% – Władimira Putina (we wrześniu 31%). To najgorsze wyniki obydwu polityków. Na Jedną Rosję ma zamiar oddać głos 51% obywateli – to najgorszy wynik od 2007 r. Komuniści po raz pierwszy od czterech lat uzyskali sondażowe poparcie przekraczające 20%.
Władza czuje na plecach oddech opozycji i dostrzega widmo 7 listopada. Robi wszystko, by ten dzień nie kojarzył się Rosjanom z rewolucją, która zmiotła rządzącą krajem elitę. Na placu Czerwonym urządzono historyczną rekonstrukcję defilady z 7 listopada 1941 r., a w świeżo odrestaurowanym Teatrze Wielkim Dmitrij Miedwiediew spotkał się z weteranami II wojny światowej, obiecując im dodatki finansowe i… nowe mieszkania. Telewizyjne programy informacyjne przez wiele minut relacjonują te wydarzenia. Manifestacjom komunistów poświęcają kilkunastosekundowe migawki, w których nie można się zorientować, o co właściwie chodzi.
Rewolucję uczczono w setkach miejscowości, domagając się zwrotu „skradzionej Ojczyzny”. Tysiące manifestantów przeszło główną ulicą Moskwy – Twerską. Pochód prowadził Ziuganow, idąc z przewieszonym przez ramię kibicowskim czerwonym szalikiem, na którym zamiast oznaczeń klubowych były sierp i młot oraz nazwa partii.
Na placu Teatralnym obok pomnika Karola Marksa urządzono trybunę. Wystąpienie Ziuganowa – przedstawionego jako pierwszy komunista Rosji i przywódca pospolitego ruszenia – poprzedza hymn Związku Radzieckiego. Uskrzydlony lider komunistów w czerwonym szaliku przemawia do tłumu: – Kryzys, który 20 lat temu odroczono zabójstwem Związku Radzieckiego, zdradą idei Października i zwycięstwa, dobrał się do cytadeli światowego kapitalizmu – Wall Street w Nowym Jorku. Jeszcze niedawno bogata Europa dyktowała światu swoje warunki, a teraz nie może załatać dziury finansowej 10-milionowej Grecji. To pokazuje, że nic nie uratuje światowego kapitalizmu.
Nazajutrz, 8 listopada, gazeta „Kommiersant” informuje: Twerską przeszły tysiące manifestantów, to był największy pochód od pięciu lat, komuniści zebrali pod czerwonymi sztandarami znacznie więcej osób niż nacjonaliści w Rosyjskim Marszu.


O co chodzi komunistom

Program wyborczy KPFR „Przemiany w imieniu większości! Zwrócimy skradzioną Ojczyznę!” przekonuje, że sytuacja w Rosji jest katastrofalna, choć powinno być inaczej, bo kraj, którego ludność stanowi 2% ludności świata, dysponuje 30% bogactw naturalnych globu. Od 1991 r. ludność Rosji zmniejszyła się o ponad 10 mln. 43 mln obywateli mieszka w domach bez wygód. Coraz więcej osób z trudnością wiąże koniec z końcem. Stale rosną ceny żywności i lekarstw. Udział opłat za energię elektryczną, gaz i usługi komunalne w rodzinnych budżetach w Rosji jest wyższy niż w Austrii, Polsce i na Węgrzech. Zwiększa się odpłatność za służbę zdrowia i edukację, a jednocześnie spada ich jakość. Mieszkania są niedostępne, bo bardzo trudno uzyskać kredyt hipoteczny, a jeszcze trudniej go zwrócić. Coraz trudniej zdobyć pracę, w poszukiwaniu lepszego życia młodzież emigruje za granicę. Następuje pełna degradacja rolnictwa (na wsi panuje masowy alkoholizm) i przemysłu (80-procentowa dekapitalizacja przedsiębiorstw). Panoszą się urzędnicy, sędziowie skazują niewinnych, a za łapówkę uwalniają przestępców. Państwo nie troszczy się o naród, bo zostało sprywatyzowane przez garstkę najwyższych urzędników i oligarchów, przekształciło się w źródło ich fortun: „Ogłasza się nam, że w Rosji rośnie gospodarka. Ale gdzie są owoce wzrostu? Jeśli Abramowicz powiększa swój majątek o kolejny miliard, a emeryt otrzymuje dodatkowo 100 rubli
(10 zł – przyp. K.P.), to nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że każdy z nich wzbogacił się o pół miliarda. Niesprawiedliwość i nierówność dzielą Rosję”.
Co robić? Komuniści mają na to pytanie gotową odpowiedź: „KPFR jest jedyną partią, która wskazuje, że droga do przemian dokonywanych w interesach ludzi wiedzie przez nacjonalizację odebranych narodowi zasobów naturalnych i kluczowych gałęzi przemysłu. Tylko KPFR gwarantuje, że dochody ze sprzedaży ropy, gazu, stali i aluminium nie zostaną przeznaczone na zakup luksusowych jachtów dla elity, jej prywatnych samolotów i pałaców w Anglii i Francji. Te dochody zapewnią rozwój i bezpieczeństwo kraju, podniesienie wynagrodzeń, stypendiów i emerytur, przywrócenie bezpłatnej edukacji i służby zdrowia, budowy dostępnych mieszkań. (…) Celem gospodarki nie powinien być zysk miliarderów, lecz poprawa życia milionów”.
Komuniści zapewniają, że wykonają ten program, bo już raz to zrobili: „Właśnie tak było w czasie władzy radzieckiej, gdy nasz naród pod przewodnictwem partii komunistycznej zbudował wielkie państwo, w którym jakość życia była nieosiągalna dla milionów mieszkańców Azji, Afryki i Ameryki Południowej”. Zdaniem KPFR rośnie nieufność obywateli do władzy, Rosjanie rozumieją, że przyczyny obecnego stanu rzeczy kryją się nie w błędach rządzących, lecz w rabunkowym kapitalizmie, którego gwarantem jest sojusz oligarchów i władzy. „Aby dokonać zmiany, konieczna jest nowa polityka prowadzona w interesach większości narodu. Nowa polityka jest niemożliwa bez zmiany władzy”, głosi program wyborczy.

Wydanie: 46/2011

Kategorie: Świat

Komentarze

  1. Teresa Rosiak-Bolewska
    Teresa Rosiak-Bolewska 17 listopada, 2011, 19:07

    Wspanialy artykul.a Komunistyczna Partia Polski pomimo legalizacji nie liczy sie,to tak jakby nie bylo,a jest ….?

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy