Zagadka Calipariego

Zagadka Calipariego

Dlaczego zastrzelono w Iraku asa włoskiego wywiadu?

Dwie główne postacie tej „greckiej tragedii”, jak nazwał ją w pierwszą rocznicę wydarzeń włoski minister obrony, Antonio Martino, to radykalna lewicowa pisarka i dziennikarka, Juliana Sgrena, i dziś już legenda włoskiego wywiadu, Nicola Calipari. Sgrena z redakcji komunistycznego dziennika „Il Manifesto”, ukazująca w antywojennych reportażach straszne realia „pełzającej wojny domowej” w Iraku, mimo swego antyamerykanizmu została uprowadzona przez irackich porywaczy. Po miesiącu uwolnił ją świetnie poruszający się w irackim labiryncie były szef specjalnego comando antymafijnego włoskiej policji, a od 2002 r. jeden z szefów operacyjnych SISMI, wojskowego wywiadu włoskiego, Calipari. Nie była to jego pierwsza akcja. Rok wcześniej zdołał wykupić z rąk porywaczy dwie Włoszki, które pracowały w jednej z pozarządowych organizacji charytatywnych, dzięki czemu we Włoszech ustała fala wielkich demonstracji antyrządowych, których uczestnicy domagali się wycofania żołnierzy z Iraku. Drugiej udanej operacji Calipari nie przeżył. 700 m przed lotniskiem w Bagdadzie, gdzie na uwolnioną dziennikarkę oczekiwał samolot przysłany przez prezydenta Włoch, został zastrzelony 4 marca 2005 r. przez amerykański patrol. Toyotę Calipariego zaatakowano skoncentrowanym ogniem z broni maszynowej, prowadzonym m.in. przez samochód pancerny. Tak zakończyła się misja, mimo iż uzgodniona z Amerykanami.

Pomnik dla agenta

To rzadkość, żeby człowiek wywiadu, nawet jeśli ginie jako bohater, bywał tak uhonorowany jak Calipari. W pierwszą rocznicę jego śmierci odsłonięto w siedzibie dyrekcji SISMI w Rzymie pomnik ku czci poległego, w kształcie olbrzymiej, w połowie uciętej kolumny z trawertynu, a jeden ze stołecznych skwerów otrzymał jego imię. Minister obrony, Antonio Martino, przyrównując losy irackiej wyprawy Calipariego do greckiej tragedii, powiedział, że zabił go „ślepy los”. Prezydent Carlo Ciampi, który cieszy się szacunkiem Włochów i opinią bezstronnego arbitra, nie odezwał się podczas ceremonii ani słowem. Włoskie media odczytały to jako niechęć do firmowania rządowej wersji wydarzeń.
Rzecz bez precedensu. Prezydent USA, który na wiadomość o śmierci Calipariego natychmiast zadzwonił do premiera Berlusconiego, aby wyrazić swój żal, zgodził się na powołanie wspólnej amerykańsko-włoskiej komisji śledczej. Ale gdy po dwóch tygodniach zakończyła pracę, Włosi odmówili podpisania wspólnego protokołu. Konkluzja Amerykanów brzmiała: samochód Włochów jechał z prędkością 96 km na godzinę i nie zatrzymał się na wezwanie patrolu, który otworzył ogień, podejrzewając, że może to być atak samobójczy. Nikt z Amerykanów nie ponosi zatem winy za to, co się wydarzyło!
Włoska część komisji działała bez niektórych powołanych ekspertów, ponieważ Amerykanie nie wpuścili ich do Iraku. Zgodziła się, że śmierć Calipariego nie była wynikiem „działania z premedytacją”, lecz obarczyła winą amerykański patrol. Włosi zdołali ustalić, że toyota jechała tylko 40 km na godzinę, punkt kontrolny nie był oznakowany, a ogień otwarto bez uprzedzenia. Amerykanie podstawili zamiast toyoty inny samochód z kilkoma dziurami po pociskach. Natomiast podziurawione jak sito auto Calipariego po prostu znikło. Włosi do dziś bezskutecznie domagają się od dowództwa sojuszniczego w Iraku jego wydania w celu oględzin.
Premier, uznając, że przyczyną tragedii były „brak doświadczenia i stres”, w jakim znajdują się amerykańscy żołnierze, domaga się jednak ukarania winnych „karygodnych zaniedbań”. Podkreślając, że nie narusza to w niczym sojuszu z USA ani nie pociągnie za sobą jednostronnego wycofania włoskiego kontyngentu z Iraku.

Musiał umrzeć?

Tymczasem wybucha bomba. Były agent amerykańskiej National Security Agency, NSA, Wayne Madsen, ujawnia w wywiadzie dla RAI, powtarzanym wielokrotnie na antenie w rocznicę śmierci Calipariego, że telefon satelitarny asa wywiadu był cały czas namierzany przez amerykańskie służby. Dzięki temu dokładnie wiedziały one, gdzie się znajduje. Madsen, który pracował w tej instytucji zapewniającej bezpieczeństwo USA jeszcze od czasów Reagana, powołuje się na informacje uzyskane od „dawnych kolegów z pracy”. Mówi, że Calipari wyłączył telefon tylko raz, gdy jechał do kryjówki porywaczy. Aby nie zdradzić miejsca. W drodze powrotnej włączył telefon i znów znalazł się „na ekranie” amerykańskich służb.
„Gdy żołnierze otoczyli toyotę, zabrali telefon”, zeznała uwolniona dziennikarka. Ten telefon ma zasadnicze znaczenie dla śledztwa, ale Amerykanie nigdy go nie zwrócili.
Wątpliwe, czy zagadka śmierci Calipariego zostanie kiedykolwiek rozwiązana. Może powodem byl brak koordynacji. Patrol, który zaatakował toyotę, mógł działać na własną rękę. Ale jak twierdzi w książce zatytułowanej „W imię nafty” włoski pisarz Luigi Malabarba, przynajmniej epilog tej tragedii nie budzi wątpliwości. Dowództwo amerykańskie coraz gorzej tolerowało to, że Włosi, wykorzystując swoje tradycyjne zadomowienie w świecie arabskim, potrafili wykupywać ofiary porwań, „finansując terrorystów”. Po śmierci Calipariego więcej tego nie będzie – brzmi konkluzja książki.

 

Wydanie: 11/2006

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy