Indie – kraj klaksonów

Indie – kraj klaksonów

Indyjskie miasta od lat są w czołówkach rankingów hałasu. Jak uciszyć najgłośniejszy kraj świata? Korespondencja z New Delhi Diwali, święto świateł, to skrzyżowanie Bożego Narodzenia z sylwestrem. Przed jego rozpoczęciem domy ozdabia się światełkami, je mnóstwo słodkości i robi potężne zakupy. Jednak Diwali jest nie tylko świętem szczęścia i obfitości, ale również handlu i zgiełku. Ulice i bazary zasypiają później niż zwykle, w niebo strzelają sztuczne ognie, a ciszę rozrywa huk petard. Trudno powiedzieć, czy ból głowy następnego dnia będzie skutkiem smogu czy kilku godzin nieprzerwanego łoskotu. Równie głośno bywa podczas kolorowych świąt Navratri i Ganpati, ale grubo się myli ten, kto myśli, że odwiedzając indyjskie miasta poza tymi datami, uniknie nieprzyjemnych doznań dźwiękowych. Nie tylko dlatego, że wesela, pogrzeby i inne uroczystości organizuje się tutaj bardzo hucznie. Mimo wszystko nie one stanowią największe zagrożenie dla uszu. Na co dzień to ruch uliczny i samochodowe klaksony zamieniają indyjskie metropolie w piekło. W 20-milionowej stolicy najsilniej zanieczyszczone niechcianymi dźwiękami są okolice targowisk i niektóre osiedla. Delhijscy specjaliści badający kilka miesięcy temu poziom hałasu nie znaleźli ani jednego miejsca, w którym byłby on zgodny z normami Centralnej Komisji Kontroli Zanieczyszczeń. W najgłośniejszych punktach odczyty wahały się od 80 do 93 dB, a w skrajnych wypadkach sięgały 125 dB – jak podczas koncertu rockowego albo startu samolotu. Centrum oraz położone na południu dzielnice mieszkaniowe, handlowe i biznesowe to ogniska zapalne problemu, na który w Delhi do niedawna nie zwracano większej uwagi. Poza stolicą sytuacja jest podobna. W Bombaju i Kalkucie zanieczyszczenie dźwiękiem w części osiedli i dzielnic handlowych odpowiada wprawdzie normom, tyle że wyznaczonym dla stref przemysłowych. Z roku na rok większość odczytów bije rekordy, a Hindusi dopiero zaczynają zdawać sobie sprawę, że stoją przed kolejnym poważnym wyzwaniem cywilizacyjnym. Chorzy na tłok Indyjscy lekarze przeanalizowali dane medyczne z ostatniej dekady i stwierdzili, że w tym czasie o prawie 15 lat obniżył się wiek zgłaszania przez pacjentów pierwszych kłopotów ze słuchem. Dojrzali mieszkańcy Indii mogą zazdrościć zachodnim rówieśnikom, u których zaburzenia związane z wiekiem pojawiają się zwykle dopiero po 75. roku życia. Na ludnym subkontynencie łatwo o ciągłe wystawienie na hałas o natężeniu, które prowadzi do stopniowego pogarszania się słuchu już od dzieciństwa. Właśnie tego najbardziej boi się Omesh Saigal, emerytowany urzędnik i mieszkaniec osiedla Panchsheel Park na południu Delhi. Sam nie słyszy już tak dobrze jak dawniej i obawia się, że jego wnuki mogą mieć podobne kłopoty dużo wcześniej niż on. – Mieszkamy 15 m od ruchliwej ulicy. Od kilku lat jest tu coraz głośniej – załamuje ręce. – Nie możemy spać, musieliśmy zainstalować podwójne szyby, a okna i drzwi są stale zamknięte. Problemy ze słuchem to niejedyne, co grozi mieszkańcom Panchsheel Park. Dolegliwości, na które są narażeni z powodu nadmiernej dawki decybeli, jest znacznie więcej. U uczniów diagnozuje się przytępione funkcje poznawcze, starsi narzekają na depresję, rozdrażnienie, stany lękowe i napady paniki, często uzupełnione zaburzeniami pamięci, snu, bezsennością oraz nadciśnieniem i innymi chorobami układu krążenia. Listę skutków życia w najgłośniejszym kraju świata zamyka całkowita utrata słuchu, możliwa przy chronicznym narażeniu na dźwięk powyżej 85 dB. Według Światowej Organizacji Zdrowia, zanieczyszczenie hałasem to drugi najpoważniejszy problem środowiskowy po skażeniu powietrza. W Indiach przybrał on potężne rozmiary, a związane z nim koszty społeczne i gospodarcze mogą być ogromne. W zdecydowanie cichszej Unii Europejskiej szacuje się je na 40 mld euro rocznie, tymczasem w Delhi i Bombaju jest głośniej niż w Pekinie, Nowym Jorku czy Londynie, nie wspominając o Warszawie czy Krakowie. Zamiłowanie do handlu, świętowania i samochodów może więc Hindusów drogo kosztować. Ci, którzy zdali sobie z tego sprawę, próbują przekonać innych do zmiany zwyczajów. Trąbię, więc jestem Ravi Kalra, 39-letni biznesmen i nauczyciel sztuk walki, jechał z czteroletnią córką na zakupy. Było słoneczne niedzielne popołudnie latem 2007 r. Przed skrzyżowaniem zrobił się korek, a poirytowani kierowcy zaczęli trąbić. Przestraszona dziewczynka rozpłakała się i poprosiła tatę, żeby coś z tym zrobił. – To był bezpośredni impuls –

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc 30,00 zł lub Dostęp na 12 miesięcy 250,00 zł
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2014, 41/2014

Kategorie: Świat