Po abdykacji

Po abdykacji

Benedykt XVI cofnął Kościół w epokę, zdawało się, już minioną

W związku z zapowiedzią abdykacji 265. pontifeksa warto przypomnieć, co o Benedykcie XVI pisali niektórzy autorzy niemieccy. Spośród kilkudziesięciu wybrałem pracę 77-letniego teologa Gerharda Feldbauera pod tytułem „Der Heilige Vater. Benedikt XVI – Ein Papst und seine Tradition” – „Ojciec Święty. Benedykt XVI. Papież i jego tradycje” (PapyRossa Verlag, Köln 2010) oraz dwie książki Alana Posenera, „Benedikts Kreuzzug. Der Angriff des Vatikans auf die moderne Gesellschaft” – „Wyprawa krzyżowa Benedykta. Atak Watykanu na nowoczesne społeczeństwo” i „Der gefaehrliche Papst. Eine Streitschrift gegen Benedikt XVI” – „Niebezpieczny papież. Pamflet na Benedykta XVI” (Ullstein Verlag, Berlin 2010 i 2011).

Strażnik

Pierwszy od 500 lat papież pochodzący z Niemiec został w 1951 r., w wieku 24 lat, wyświęcony na kapłana. Pod opiekuńczym okiem monachijskiego kardynała Michaela von Faulhabera podjął pracę naukową (po dwóch latach doktorat, po dalszych czterech habilitacja). Nim w 1977 r. został arcybiskupem w Monachium (po czterech latach już w kapeluszu kardynalskim), wykładał teologię na kilku uniwersytetach niemieckich. Jako ekspert asystent kolońskiego kardynała Josepha Fringsa uczestniczył w latach 1962-1965 w pracach Soboru Watykańskiego II i uchodził za zwolennika zapowiadanych i wprowadzanych reform w Kościele.
Powołany w 1981 r. przez Jana Pawła II na prefekta watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary przez 24 lata pełnił funkcję najwyższego, oczywiście po pontifeksie, strażnika rzymskokatolickiej prawomyślności. Jako szef współczesnej inkwizycji wydał – zgodnie z tym, co podaje Feldbauer – 116 wyroków skazujących i zakazów wobec „błądzących” teologów, a w postaci oficjalnych notificationes prawie 300 napomnień, pouczeń i innych orzeczeń.
„Kto sądził, że wsteczny kurs Jana Pawła II nie może już być zaostrzony, ten się mylił”, pisze Feldbauer. Bezwarunkowy kurs konserwatywny – jak zauważa – nabrał pod pontyfikatem Benedykta XVI nowej dynamiki. Z jednej strony, mamy za jego pontyfikatu zaostrzenie krytycznej polityki Jana Pawła II wobec biskupów południowoamerykańskich wspierających mniej lub bardziej aktywnie teologię wyzwolenia, z drugiej – podjęty w trzecim roku sprawowania urzędu trud wcielenia Bractwa św. Piusa X (lefebrystów) do prawowitego nurtu Kościoła, i to bez rezygnacji z dwuznaczności „braci” w sprawie Holokaustu. Postulaty podnoszone w rzymskokatolickim laikacie, a dotyczące antykoncepcji, roli kobiet i zapłodnienia in vitro – o celibacie nie wspominając – są traktowane z równą surowością jak za jego poprzednika. Pod pewnymi względami, jak się zdaje, Benedykt XVI poszedł o krok dalej w ofensywności Watykanu, mianowicie wzmacniając w swoim otoczeniu i ogólnie w Kościele wpływy „białej mafii”, Opus Dei, oraz przeprowadzając bardziej zdecydowanie nową ewangelizację.

Niemcy „ofiarami”

Skamieliny politycznego myślenia południowoniemieckiego metropolity wyraźnie zachowały się w historiozoficznych poglądach ustępującego biskupa Rzymu. Jako przykład Feldbauer podał jego słowa wypowiedziane w 2006 r. w Oświęcimiu. „Gromada zbrodniarzy, która za pomocą kłamliwych obietnic, zapowiadając wielkość dzieła odzyskania czci narodu oraz jego znaczenia, wieszcząc dobrobyt ludu niemieckiego, a także sięgając po terror i zastraszanie, zdobyła władzę, na skutek czego naród nasz mógł zostać użyty i nadużyty jako narzędzie ich wściekłości niszczenia i panowania”.
Benedykt XVI do takiej oceny nigdy nie wniósł poprawki. „Byłoby lepiej, gdyby papież, usiłujący przedstawić Niemców jako ofiary zbrodniczego reżimu i w ten sposób relatywizować ochoczy udział zdecydowanej większości narodu w realizowaniu celów III Rzeszy, w ogóle nie pojechał do Polski”, komentuje Posener. W mowie wygłoszonej nad grobami żołnierzy niemieckich w La Cambe
w Normandii powiedział natomiast: „Nas, Niemców, musi napełnić wielkim bólem to, że ich (żołnierzy – JB) idealizm i posłuszeństwo wobec państwa doprowadziło do służenia niesprawiedliwemu reżimowi. Jednakże ujmy im to nie przynosi. Choć pod presją wewnętrznych wątpliwości, targani straszliwymi rozterkami i zadając sobie wiele pytań, oni po prostu wykonywali swoje obowiązki wobec państwa, (…) które było całkowicie w prawie, aby wymagać od nich posłuszeństwa zgodnie z Listem św. Pawła do Rzymian…”.

Konserwatywna duchowość

U Alana Posenera przeważa analiza doktrynalnych fundamentów konserwatyzmu Benedykta XVI. Autor stwierdza: „Reprezentowana przez obecnego papieża konserwatywna duchowość jest z pewnością bardziej skrajna, niż to się z początku wydawało… W sytuacji, w której Europa i Zachód szukają swoich korzeni, nabrzmiewa, nie tylko zresztą w Kościele, tendencja, aby owe korzenie definiować wyłącznie w duchu chrześcijańskim”.
Benedykt XVI – uważa Posener – jest przewodnią postacią wyprawy krzyżowej (Kreuzzug) przeciw wielokulturowym tendencjom i sekularyzmowi świata zachodniego. „O ile Sobór Watykański II był spóźnioną próbą dostosowania Kościoła do nowoczesności, o tyle pontyfikat Benedykta XVI oznacza (wolę) dostosowania nowoczesności do potrzeb Kościoła”. Jego zwolennicy nazywają to „benedyktyńskim zwrotem”. Interpretując to pojęcie, Posener pisze: „Odwrócenie się od nowoczesności, odrzucenie oświecenia, ograniczenie demokracji, odejście od naukowego myślenia, koniec z emancypacją kobiet i seksualnym samookreśleniem ludzi – oto czym jest ten zwrot. Oznacza on reinterpretację historii i odwrócenie wszystkich wartości. Koniec końców ma on więcej wspólnego z fundamentalistycznym islamem niż z zsekularyzowanym społeczeństwem Europy. Oznacza negację wszystkiego, co przy wszelkich niedoskonałościach Zachodu czyni go wartym miłości i życia”.

W jakim kierunku?

Ewidentnym przykładem owego zwrotu jest – tu autor cytuje niemieckiego teologa Ericha Zengera – „przywrócenie do domu Kościoła Powszechnego tradycjonalistów, co oznacza, że nowe widzenie judaizmu poświęcono na ołtarzu wewnątrzkościelnej strategii”. „Nowe widzenie” odnosi się do dokonań Soboru Watykańskiego II, konkretnie do konstytucji Nostra Aetate z 1965 r. Chodzi o pewien fundamentalny szczegół – o fragment modlitwy wielkopiątkowej. We wspomnianym soborowym dokumencie napisano bowiem, że nie należy przedstawiać Żydów jako porzuconych i przeklętych przez Boga, jako że nie wszyscy ówcześni Żydzi, a tym bardziej obecnie żyjący, ponoszą odpowiedzialność za śmierć Jezusa Chrystusa. Pięć lat później Paweł VI sformułował zgodną z Vaticanum II modlitwę wielkopiątkową i nadał jej takie oto brzmienie: „Módlmy się także za Żydów, do których Bóg, nasz Pan, przemówił jako pierwszy”. Wprawdzie są tam także słowa, aby „Bóg sprawił ich dojście do pełni zbawienia”, które, jak wiadomo, dostępne ma być jedynie chrześcijanom, ale słowo o pierwszeństwie dostępu do przykazań miało swoją wagę.
Zakładając w 1970 r. Wspólnotę Duchownych św. Piusa X i powracając do mszy w obrządku łacińskim, abp Marcel Lefebvre przywrócił tym samym tekst modlitwy wielkopiątkowej: Oremus et pro perfidis Judeais („Módlmy się i za Żydów wiarołomnych). Niewierzących w Jezusa Żydów – zdaniem następcy Lefebvre’a – nie można uwalniać od zarzutu mordowania Boga, gdyż – jak mówi Ewangelia – „kto nie chce Syna, nie ma też Ojca”. Powiedziano to w 2006 r. Mimo to Benedykt XVI rok później przyjął w Castel Gandolfo grono dostojników Bractwa św. Piusa X, komunikując im, że znosi ekskomunikę, którą Jan Paweł II nałożył na czterech nieprawowicie wyświęconych „tradycjonalistów”.

Galileusz i Darwin

Inny charakterystyczny rys „benedyktyńskiego zwrotu” ukazuje Posener na następującym przykładzie: w styczniu 2008 r. Benedykt XVI miał wystąpić na państwowym uniwersytecie La Sapienza w Rzymie z teologiczną lectio magistralis. Wystąpili przeciw temu studenci uczelni, a protest poparło grono 67 fizyków i matematyków. Pamiętali bowiem, że przewodniczący Kongregacji Nauki Wiary, kard. Joseph Ratzinger w 1990 r., w ówczesnym wykładzie na tym uniwersytecie, uznał proces inkwizycji przeciw Galileuszowi za „racjonalny i sprawiedliwy”. Zaatakował wprost oświecenie, prawił o jego „micie”, który miał otworzyć puszkę Pandory zgubnych teorii prowadzących do „perwersyjnego końca”. Wsparcie przez Galileusza heliocentrycznej teorii Kopernika przekreślało bowiem cały dorobek Doktorów Kościoła, samą Ewangelię. Zastraszony groźbą tortur wielki uczony – jak przypomina Posener – poddał się woli inkwizycji, a ujęte w „Dialogo” i w „Discorsi” wyniki swoich dociekań pisał w odosobnieniu.
Jan Paweł II w homilii z okazji 350. rocznicy śmierci Galileusza stwierdził, że „twórca fizyki teoretycznej” był „nie tylko jako uczony, ale także jako człowiek wierzący o wiele bardziej dalekowzroczny niż jego prześladowcy”. Następca polskiego papieża tego poglądu nie podziela.
Protestujący studenci i profesorowie zarzucali Benedyktowi XVI także jego stosunek do teorii ewolucji. Na samym początku pontyfikatu stwierdził on, że „nie jesteśmy przypadkowym i pozbawionym sensu produktem ewolucji”. I w tej sprawie papież z Bawarii odszedł od tego, co jego poprzednik z Polski mówił o relacjach między naukami ścisłymi a dogmatami wiary. Dla polskiego papieża ewolucja „była czymś więcej niż hipotezą”. Przewodzący gronu najbliższych zwolenników Benedykta XVI kard. Christoph Schönborn, któremu papież polecił powiedzieć „wreszcie jakieś odważne słowo”, uznał to wypowiedziane w 1996 r. zdanie za „zbyt śmiałe i nieważne”. Amerykańscy konserwatyści w miejsce „bezbożnej hipotezy Darwina” wynaleźli kreacjonizm. Sam Benedykt XVI posługuje się w tej sprawie pojęciem Intelligent Design zawierającym potępienie dla teorii Darwina, „pozbawionej wiary, że to Bóg był owym genialnym inżynierem budowniczym” świata. Bez prawdy Biblii teoria ewolucji jawi mu się jako herezja, atak na jądro chrześcijaństwa. To biblijna opowieść o stworzeniu świata stanowi wedle niego „summę wszelkiego poznania”. A to dlatego, że „chaotyczny proces ewolucyjny, który miałby odbywać się poza Boską Opatrznością, po prostu istnieć nie może”.
Strach przed „dołami” Posener pyta, co się stało, że Ratzinger uczestniczący w Vaticanum II jako asystent kolońskiego kardynała Fringsa cofnął Kościół do epoki, zdawało się, już minionej. Podkreśla, że sobór przyjął zasadę „Kościoła od dołu”, co znalazło wyraz w Gaudium et spes (Radość i nadzieja), konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym ogłoszonej przez papieża Pawła VI w 1965 r. To „od dołu” przeraziło Josepha Ratzingera pod koniec lat 60. Przybierający z czasem skrajne formy bunt, zwłaszcza młodzieży francuskiej i zachodnioniemieckiej, przeciw kłamstwom wstecznej władzy uruchomił ogólny proces rewidowania półprawd i świadomych przeinaczeń dotyczących niedawnej przeszłości. Objęty tą rewizją został także Kościół czasów dwóch ostatnich Piusów. Dla Ratzingera był to sygnał do podjęcia walki ze zrodzonym z oświecenia relatywizmem i postępującą sekularyzacją kontynentu. Widział w tym przejawy upadku „duchowo pustej” Europy, która w jego oczach ginęła, tak jak 1600 lat wcześniej kończył się Rzym. Przywołując często autorytet św. Augustyna zatrwożonego „zgnilizną moralną” tamtej epoki, Benedykt XVI tych samych oznak zgnilizny dopatrywał się – jak pisze Posener – w obecnych czasach. Uważając, że rozpasanie zbyt wolnego w myślach i czynach człowieka stanowi obecnie „najgłębszy problem moralny świata”, w opozycji do Gaudium et spes Benedykt XVI napisał encyklikę Spe salvi (Nadzieją zbawieni). Bez nauczania Kościoła, który wyznacza „moralny rozum ludzkości”, człowiek sam z siebie nie jest w stanie dokonać rozróżnienia między dobrem i złem. Benedykt XVI podjął się próby przedefiniowania „rozumu”. Pierwsze zdanie z Ewangelii św. Jana, które brzmi „Na początku było logos”, tłumaczone dotąd w Kościele jako „Na początku było słowo”, interpretował po swojemu. Logos wedle niego oznacza zarówno słowo, jak i rozum. A że rozum dany jest od Boga, każda krytyka Pisma jest nierozumna.
Stąd, jak pisze Posener, tylko krok do poglądu, że „prawienie o prawach ludzkich nacechowane jest demagogią”, bo odrzucenie pieczy Kościoła nad wolnością musi samo przez się prowadzić na manowce grzechu i moralnego chaosu.

Wydanie: 8/2013

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy