Zagadka „Leunagate”

Zagadka „Leunagate”

Gigantyczna afera korupcyjna w Niemczech i Francji wciąż czeka na wyjaśnienie

„To jeden z największych politycznych kryminałów w dziejach RFN”, napisał magazyn „Der Spiegel”. To z pewnością również najbardziej tajemnicza afera finansowa w powojennej Francji, sięgająca od Paragwaju i Gabonu po Brukselę, Zurych, Wiedeń i Lichtenstein.
W tej potajemnej grze o wielkie pieniądze, naftę i władzę uczestniczyli rządowi dygnitarze najwyższego szczebla znad Sekwany, a być może także znad Renu. W latach 1989-1993 z kasy państwowego koncernu naftowego Elf Aquitaine (obecnie będącego częścią francusko-belgijskiej firmy TotalFina) znikły trzy miliardy franków (prawie miliard marek). Zapewne ówczesne władze w Paryżu wykorzystywały przedsiębiorstwo do operacji korupcyjnych, które służyć miały interesom Francji w kraju i za granicą. Kiedy prezydent Gabonu został oskarżony o przyjęcie od Elf Aqui-taine łapówki, krzyknął do reporterów: „Co tam Gabon! Zobaczcie, co się dzieje w Leunie w Niemczech. Tam dopiero jest skandal!“.
W 1992 r. firma Elf Aquitaine przejęła kombinat petrochemiczny Leuna na terenie dawnej NRD, gdzie zobowiązała się zbudować nową rafinerię. W zamian Francuzi otrzymali sieć wschodnioniemieckich stacji benzynowych Minol. Był to prestiżowy niemiecko-francuski projekt,

zaaranżowany na najwyższym szczeblu.

Kanclerz Helmut Kohl, który obiecał mieszkańcom byłej NRD “kwitnące krajobrazy”, miał nadzieję, że Leuna stanie się “okrętem flagowym” ekonomicznej odbudowy wschodnich landów.
W 1997 r. rozeszły się wieści, że w związku z transakcją Leuny do Niemiec popłynęły łapówki w wysokości 80 mln marek. Komentatorzy zastanawiali się, czy francuskie pieniądze przyjęli związkowcy, dyrektorzy Urzędu Powierniczego, prywatyzującego majątek dawnej NRD, czy może politycy na szczeblu krajów federalnych. Najbardziej uporczywa okazała się jednak pogłoska, że miliony znad Sekwany zasiliły kasy rządzącej w Niemczech CDU. Nie wykluczano udziału w aferze kanclerza Helmuta Kohla. Elf Aquitaine jakoby wypłacił “gratyfikacje”, aby mieć pewność, iż rząd federalny wspomoże budowę nowej rafinerii kwotą dwóch miliardów marek. Łapówki miały także zagwarantować, że nie powstaną rurociągi oraz rafinerie mogące być konkurencją dla Leuny. Z czasem wyszło na jaw, że podczas sprzedaży kombinatu wypłacono 256 mln franków “prowizji”. Z tego 161 mln znalazło się na kontach firmy Delta International Establishment z siedzibą w Vaduz, w Luksemburgu. Resztę otrzymał Pierre Lethier, były oficer francuskich tajnych służb. Kierujący firmą Delta niemiecki biznesmen i multimilioner, Dieter Holzer, zapewnia, że o łapówkach nie może być mowy, zaś miliony stanowią po prostu jego honorarium za doprowadzenie do końca trudnej transakcji. W sierpniu ubiegłego roku francuska prokuratura wydała jednak nakaz aresztowania Holzera, z uwagi na podejrzenia, że “przetransferował pieniądze na rzecz osób trzecich, fizycznych lub prawnych, pośredników czy też nie”. Holzer, uważany za kluczową postać afery, pozostaje na wolności, bo przezornie nie rusza się z Niemiec.
Pierwsze wyroki w sprawie afery “Elfgate” zapadły przed kilkoma tygodniami w 17. Izbie Karnej paryskiego sądu.

Na kary więzienia

zostali skazani: były minister spraw zagranicznych, 78-letni Roland Dumas, były dyrektor Elf Aquitaine, Loďk Le Floch-Prigent, oraz Alfred Sirven, ongiś “menedżer ds. ogólnych” koncernu, ujęty po kilkuletnim pościgu aż na Filipinach. Ten ostatni był głównym wykonawcą korupcyjnych machinacji, podczas których nie zapomniał także o swojej kieszeni. “Elf Aquitaine to zupa, w której możemy ugotować także nasze warzywa”, opowiadał z zadowoleniem przyjaciołom. Na 18 miesięcy za kratki ma trafić także Christine Deviers-Joncour – femme fatale całej afery. Pani Deviers-Joncour była metresą ministra Dumasa, a firma Elf kupiła jej za 17 mln franków przytulne mieszkanko o powierzchni 320 m kw. w ministerialnej dzielnicy Paryża przy Rue de Lille. Minister obsypywał swą przyjaciółkę prezentami, za które, oczywiście, także płacił naftowy koncern. W zamian Christine “w każdej sytuacji” przekonywała usilnie “swego kochanego Rolanda”, aby zezwolił na sprzedaż francuskich okrętów wojennych dla Tajwanu (co rzeczywiście się stało).
Wszyscy skazani uważają, że są niewinni, bowiem wykonywali tylko polecenia rządu. “Jeśli jestem przestępcą, to dlatego, że służyłem mojemu krajowi w sposób, jaki ode mnie oczekiwano. Powszechnie wiadomo, że Elf należał do systemu będącego częścią państwa, instrumentem państwa, a nawet przedłużeniem państwa. Dla dobra państwa stosowaliśmy w Europie afrykańskie metody. Niekiedy płaciliśmy nawet za bilety Air France dla ważnych ludzi, a działo się to za wiedzą i zgodą prezydenta Republiki. François Mitterrand wiedział o wszystkim”, oświadczył Loďk Le Floch-Prigent.
Roland Dumas w wywiadzie dla dziennika “Le Figaro” stwierdził dobitnie: “Elf był dojną krową Republiki. Powszechnie o tym wiedziano”. Powiedział, że projekt “Leuna” został zrealizowany na prośbę kanclerza Helmuta Kohla. Mitterrand postanowił pomóc swemu przyjacielowi znad Renu, gdyż uważał współpracę Niemiec i Francji za fundament przyszłej Europy. “Prezydent ufał Kohlowi, nie wiedział natomiast, jaki polityk obejmie po nim władzę w Niemczech. Dlatego postanowił przeprowadzić tę sprawę dla dobra Francji. Mitterrand wiedział o wszystkim, zapewne także o gratyfikacjach”, oświadczył były szef dyplomacji. Podobno podczas rozmów w sprawie przejęcia rafinerii politycy niemieccy otwarcie przedstawiali swe finansowe życzenia. “O ile dobrze zrozumiałem, tego rodzaju postulaty napływały ze strony CDU”, oświadczył były menedżer Elf Aquitaine, Jean-Claude Vauchez.
Skazani twierdzą, że francuskie organa sprawiedliwości świadomie ujawniły

tylko wierzchołek góry lodowej.

“System napiętnował zaledwie dwa lub trzy jagnięta ofiarne, po czym została opuszczona kurtyna. Najwidoczniej oszczędzono tych, którzy wciąż pozostają u steru”, stwierdził gorzko Dumas. Dał do zrozumienia, że o aferze “Leuna” wiedziało wielu innych polityków z otoczenia Mitterranda, w tym obecna minister pracy, Elisabeth Guigou, oraz minister spraw zagranicznych, Hubert Védrine. Oboje zaprzeczyli oskarżeniom, ale komentatorzy przypomnieli, że Alfred Sirven w chwili aresztowania pospiesznie zjadł kartę swego telefonu komórkowego. Policja nie dowiedziała się więc, z jakimi grubymi rybami Sirven przeprowadzał rozmowy telefoniczne. “To człowiek, który może obalać rządy. Jeśli zacznie mówić, zadrży ziemia”, napisał amerykański magazyn “Time”.
Christine Deviers-Joncour, która sama siebie nazwała “dziwką Republiki”, również uważa się za kozła ofiarnego. “W aferę »Elfgate« zaangażowani byli politycy najwyższego szczebla, także ci, którzy obecnie sprawują władzę. Świadczą o tym wyciągi z kont bankowych. Gdybym je miała, byłabym już martwa. I tak lękam się o swe życie. Jeden z kluczowych świadków już przecież nie żyje. Zginął w październiku 2000 r., wypadł z czwartego piętra”, mówi była kochanka ministra.
We Francji zapadły pierwsze wyroki, natomiast niemiecka prokuratura w Saarbrücken prowadzi dochodzenie w sprawie “Leunagate” dziwnie opieszale. Organy śledcze Szwajcarii i Lichtensteinu krytykują za ten brak zapału niemieckich urzędników. Sprawa ma kilka aspektów. Oczywiście, rządząca w RFN lewicowa koalicja z radością przyjęłaby kolejną kompromitację CDU. Niemniej jednak chadecy zażądali przesłuchania przed komisją parlamentarną, badającą skandale finansowe – także kanclerza Gerharda Schrödera. W czasie, gdy realizowano sprzedaż Leuny, Schröder był premierem Dolnej Saksonii i snuł plany ponownego uruchomienia nieczynnej rafinerii w Wilhelmshaven. Zakład ten byłby konkurentem dla Leuny. Schröder nieoczekiwanie zrezygnował ze swych zamiarów. Dlaczego? Większość w komisji parlamentarnej mają przedstawiciele socjaldemokratów i Zielonych, więc do przesłuchania obecnego kanclerza nie dojdzie.
Jak twierdzi magazyn “Stern”, już wkrótce w sprawie “Leunagate” może nastąpić przełom. Prokuratorzy z Lichtensteinu wykryli wreszcie transfer pieniędzy do Niemiec. Według “Sterna”, Dieter Holzer przekazał milionowe kwoty na ponad 50 różnych kont i subkont w 20 niemieckich bankach. Jeżeli ta informacja jest prawdziwa, będzie można łatwo wykryć, kto w RFN dał się skorumpować francuskiemu koncernowi. Konta, jak podkreśla “Stern”, nie kłamią.

Wydanie: 28/2001

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy