Zarząd rozliczymy w maju

Zarząd rozliczymy w maju

Telewizja potrzebuje zmian, ale nie powinny się one odbywać w sposób rewolucyjny, bo zamiast wzmocnić TVP, tylko by ją osłabiły

Prof. Jan Garlicki, członek Rady Nadzorczej TVP SA

– Z informacji prasowych wynika, że Rada Nadzorcza TVP przymierza się do zawieszenia wiceprezesa Ryszarda Pacławskiego. Tak zapowiada pański kolega z rady, prof. Tadeusz Kowalski. Zawiesicie Pacławskiego?
– To pytanie nie na miejscu. Zarząd został powołany kilka miesięcy temu. Wcześniej rada nadzorcza ustaliła, że będzie liczył pięciu członków, że każdy z nich będzie odpowiadał za inny zespół spraw. Dlatego też nie wybieraliśmy do zarządu pięciu specjalistów od finansów albo pięciu od marketingu, bo każda osoba miała się zajmować czymś innym. Jedna z nich, wiceprezes ds. programowych, programem. Później zarząd sam się podzielił kompetencjami. Pacławski otrzymał nadzór nad Jedynką, Dwójką, Agencją Filmową i Agencją Produkcji Audycji Telewizyjnych… Nie widzę podstaw, żeby teraz to zmieniać.
– Skąd więc się wzięły spekulacje o możliwym zawieszeniu?
– Podczas poprzedniego posiedzenia rada nadzorcza przyjęła uchwałę, w której stwierdziła, że ma świadomość, iż istnieje spór w łonie zarządu. Ale to nie powód, żeby kogoś odwoływać czy zawieszać. I to akurat Pacławskiego, który nie jest jedyną stroną sporu. Poza tym, żeby zawiesić członka zarządu, trzeba mieć uzasadnione, poważne powody. Tak określa to kodeks spółek handlowych. Nie dostrzegam takich powodów. Biorąc pod uwagę regulacje prawne, bardziej skuteczne i uzasadnione jest odwołanie członka zarządu, jeśli ten nie wywiązuje się ze swoich obowiązków lub uczynił coś, co szkodzi interesowi lub dobremu imieniu spółki. Taki wniosek też musi być w sposób poważny uzasadniony i powinien uzyskać kwalifikowaną większość.
– Czyli?
– Za wnioskiem musi głosować dwie trzecie członków w obecności co najmniej trzech czwartych. W praktyce wygląda to tak, że przy obecności dziewięciu lub ośmiu członków za wnioskiem musi być sześciu, przy siedmiu obecnych – pięciu.
– Czy taka szóstka może się znaleźć?
– Nie sądzę, by w radzie nadzorczej była jakaś większość, która chciałaby odwoływać zarząd czy kogoś z zarządu.
– To skąd te głosy w mediach? Skąd słowa Kowalskiego?
– To efekt tego, że w łonie zarządu trwa dyskusja o zmianie podziału kompetencji, o przejęciu nadzoru nad sprawami programowymi bezpośrednio przez prezesa zarządu. Część członków rady nadzorczej próbuje więc wywrzeć presję na zarząd.
– Żeby Pacławski się przestraszył i oddał swoje kompetencje Dworakowi?
– Nie wiem, jakie rozstrzygnięcia przyjmie zarząd. W każdym razie nie widzę potrzeby zawieszania wiceprezesa ds. programowych. Nic takiego się nie zdarzyło, żeby część kompetencji miała być zabrana Pacławskiemu i przekazana prezesowi. Tym bardziej że prezes ma możliwość wpływania na program, bo jest przewodniczącym kolegium programowego, bo podlega mu Akademia Telewizyjna, która ma opracować strategię programową, bo wreszcie ważniejsze decyzje kadrowe muszą zyskać jego akceptację. Prezes ma w swoich rękach bardzo poważne instrumenty.
– Jak kłótnie w zarządzie są postrzegane przez radę nadzorczą?
– I rada jest pluralistyczna, i zarząd jest pluralistyczny. Uważam, że to dobrze i trzeba się przyzwyczaić do funkcjonowania w takich warunkach. Decyzje poprzedza długotrwała dyskusja, a potem decyduje większość, którą dane rozstrzygnięcie uzyska w głosowaniu.
– A jak te wszystkie zawirowania przekładają się na funkcjonowanie TVP?
– Sytuacja spółki jest dobra. Przychody z reklam w I półroczu tego roku wzrosły o 7-8%. Oglądalność w I kwartale nieco spadła, ale poprawiła się w II kwartale. Z tego punktu widzenia nie ma powodów do krytykowania zarządu. Chociaż w takiej instytucji jak TVP efekt działalności poszczególnych kierownictw można zobaczyć dopiero po pewnym czasie, w zasadzie dopiero po roku. Zatem teraz nie możemy kompetentnie ocenić, co jest skutkiem działalności tego zarządu, a co poprzedniego…
– Niektórzy wiedzą – i walczą z pozostałościami po Kwiatkowskim.
– Jeśli formułowane były zarzuty, że telewizja publiczna jest zanadto lewicowa, to droga powinna iść w kierunku pokazywania szerokiego spektrum różnych poglądów, ludzi, interesujących zjawisk. Zmiana nie powinna polegać na tym, że zamiast preferowania opcji X, preferujemy opcję Y, że przechylamy wahadło z jednej strony na drugą, lecz na próbie pokazania wielu poglądów, ich wypośrodkowania. Tak żeby przekaz był obiektywny, a zarazem służył opcji obywatelskiej.
– Nie czuje się pan zaniepokojony zmianami kadrowymi w TVP?
– W sprawie zmian kadrowych w TVP ukształtowały się dwa stanowiska. Pierwsze głosi, że nic nie można zmieniać, bo było dobrze. Drugie, że trzeba wszystko zmienić, zburzyć, wyrzucić ludzi, przyjąć nowych. Uważam, że obydwa są nietrafne. Telewizja potrzebuje zmian, ale nie powinny się one odbywać w sposób rewolucyjny, bo zamiast wzmocnić TVP, tylko by ją osłabiły. Zmiany powinny być zaplanowane w ramach strategii spółki. Powinna być także pewna konsekwencja. Jeśli decydujemy się np. na konwencję konkursu, to trzymajmy się jej do końca.
– Maciej Grzywaczewski, szef Jedynki, nie jest z konkursu.
– Więc też moja ocena jego nominacji jest negatywna. Obserwując sytuację w TVP, mam wrażenie, że część ludzi, która trafia tam na stanowiska kierownicze, poddaje się dwóm tendencjom. Pierwsza to tendencja do walki – takiej, że po pewnym czasie nie wiadomo, jakie są jej cele ani kto z kim walczy. Jest wzajemne okładanie. A to nie służy racjonalnym rozstrzygnięciom. Po drugie, istnieje pokusa ręcznego sterowania, zwłaszcza w sprawach kadrowych. Tymczasem tu powinny obowiązywać procedury, każdy powinien działać w ramach swoich kompetencji, autonomicznie.
– Gdzie widzi pan zagrożenia dla pozycji TVP? Ze strony konkurencji?
– Konkurencja wciąż przygotowuje nowe oferty. I jeśli TVP nie będzie miała nowych pomysłów, może tracić swoje udziały w oglądalności i w rynku reklam. Z punktu widzenia rynku reklamowego istotnym mankamentem TVP jest to, że jest słaba w segmencie ważnym dla reklamodawców – przedziale wiekowym 15-49 lat, w którym traci na rzecz stacji komercyjnych, co w przyszłości może zaowocować spadkiem wpływów. To powinno być przedmiotem zainteresowania zarządu, wypracowania strategii. To zadanie między innymi dla wiceprezesa ds. reklamy. Oczekujemy od niego skutecznych działań promocyjnych. Istnieje też problem relacji między oglądalnością a misją, bo TVP wypełnia obowiązki publiczne. Ale nie jest to sprzeczność. Mogą być programy misyjne, kulturalne i informacyjne, które przyciągają widza. Tak zresztą się dzieje, bo programy informacyjne TVP cieszą się popularnością, mają wysoką oglądalność, a są z całą pewnością programami o charakterze misyjnym. Czy dobra telenowela, przekazująca wartości rodzinne, nie spełnia wymagań programu misyjnego? Sądzę, że tak.
– Jeśli chodzi o reklamę, dlaczego TVP traci w tym najatrakcyjniejszym segmencie?
– I na oglądalność, i na przychód z reklam składa się działalność różnych pionów. Od pionu programowego zależy, jaki jest program, czyli jaka jest oglądalność. Od pionu reklamy – jak potrafi je pozyskać. Są też nowe komórki w pionie marketingowo-reklamowym, one mają się zajmować promocją programu. Ich praca także wpływa na oglądalność. Ale pamiętajmy, że polityka zarządu każdej stacji daje efekty po roku. Czyli to, co się uda bądź nie uda zrobić temu zarządowi w roku 2004, będzie widać w roku 2005. I w oglądalności, i w przychodach z reklam.
– Kiedy więc będzie można ocenić uczciwie Jana Dworaka i jego ekipę?
– Najwcześniej w II kwartale przyszłego roku, mniej więcej w maju. Wtedy będzie można porównać okresy rok do roku. Wynik finansowy, oglądalność, wpływy z reklamy; porównać to wszystko z konkurencją.
– I wyciągnąć konsekwencje kadrowe?
– Jeśli chodzi o ocenianie zarządu – rada może odwołać cały zarząd, może odwołać prezesa, może odwołać jednego czy kilku członków zarządu. To leży w jej kompetencjach. Ale nie oceniam sytuacji tak dramatycznie…
– W radzie nadzorczej mieliśmy niedawno wielką roszadę, zmianę układu sił. Nowym przewodniczącym rady został Marek Ostrowski, a jej sekretarzem Adam Pawłowicz.
– Trudno powiedzieć, czy są to trwałe zmiany. Układ sił w radzie zmieniał się już parokrotnie. Owszem, stanowiska przewodniczącego i sekretarza to stanowiska ważne. Ale organizacyjne.
– Jak się teraz pracuje w radzie?
– Rada jest zróżnicowana pod każdym względem. W takiej radzie praca jest bardzo ciekawa, ale męcząca. Decyzje są podejmowane po długich dyskusjach. Trudno je przewidzieć. Co może mieć negatywne skutki dla spółki, bo rada może się okazać nieprzewidywalna. Ale do tej pory nic takiego się nie zdarzyło, nie podjęliśmy decyzji kontrowersyjnej, nieakceptowanej.
– Jak będzie przebiegało wtorkowe posiedzenie rady nadzorczej?
– Program jest dosyć obszerny. Ale nie spodziewam się trzęsienia ziemi.

Wydanie: 37/2004

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy