Naszym kapitałem jest wiarygodność

Naszym kapitałem jest wiarygodność

Z punktu widzenia elektoratu jedna lista lewicy jest naturalna, przywrócilibyśmy normalność

Jan Orkisz – wiceprzewodniczący Unii Pracy, działacz samorządowy i związkowy, wicestarosta olkuski, poseł na Sejm IV kadencji.

Jakie pan widzi miejsce dla Unii Pracy na dzisiejszej scenie politycznej? Konserwatywny elektorat socjalny zagospodarowało PiS, z kolei dla młodej inteligenckiej lewicy naturalnym pierwszym wyborem jest Razem.
– Zgodzę się, że jesteśmy w trudnej sytuacji. Zawsze mówiliśmy, że reprezentujemy tych, których głos słychać najsłabiej, zwykłych ludzi. Tymczasem ta grupa za swoich przedstawicieli uznała PiS, które zrealizowało program 500+, łagodzący skutki transformacji ustrojowej, oraz doprowadziło do podwyżki najniższych wynagrodzeń. Z kolei postulaty światopoglądowe i obyczajowe „ukradł” nam Adrian Zandberg, nasz wychowanek, który teraz odcina się od Unii Pracy, choć nasza współpraca byłaby naturalna i na pewno bardzo owocna. Mimo wszystko nie składamy broni. Będziemy starali się dotrzeć do wyborców o poglądach socjaldemokratycznych, którzy nie są tak radykalni jak Razem, tak liberalni jak SLD ani tak populistyczni jak PiS.

Rodzi się pytanie, czy tak zdefiniowana grupa jest wystarczająco liczna, by potrzebowała odrębnej reprezentacji.
– Odpowiem, odwołując się do swoich doświadczeń samorządowych z powiatu olkuskiego. Komitet założony w oparciu o Unię Pracy, którego byłem współtwórcą, zdobył w ostatnich wyborach lokalnych prawie 9% głosów, a w 2006 r. – aż 14%, wprowadzając do rad gminnych i rady powiatu po kilku przedstawicieli. Moim zdaniem również w innych częściach kraju możliwe jest osiąganie przez nas podobnych wyników. Wszystko będzie zależało od tego, jakie środowiska będziemy potrafili skupić wokół siebie. Na listach wyborczych nie muszą być przecież wyłącznie członkowie Unii Pracy. Chodzi po prostu o osoby, które utożsamiają się z naszą wizją państwa, a także z naszym modelem prowadzenia działalności publicznej: w sposób przejrzysty, uczciwy, propaństwowy i merytoryczny. Powstanie mocnych list, na których znajdą się także działacze społeczni identyfikujący się z programem lewicy, będzie tym bardziej istotne, że PiS planuje zmiany w ordynacji wyborczej do samorządów, a mniejsze okręgi faworyzują większe partie i komitety. Aby zdobyć jakikolwiek mandat w okręgu trzymandatowym, komitet będzie musiał zdobyć poparcie w granicach 17%!

Ponieważ media nie poświęcają zbyt wiele uwagi ugrupowaniom pozaparlamentarnym, Unii Pracy nie będzie łatwo dotrzeć z ofertą do potencjalnych wyborców.
– To prawda, że partiom nieobecnym w parlamencie, a nas nie ma w nim od 2011 r., niezwykle trudno się przebić do świadomości społecznej. Dodatkowym utrudnieniem jest dla nas brak rozpoznawalnych twarzy. Nie ma już z nami profesorów: Karola Modzelewskiego, Tomasza Nałęcza i Ryszarda Bugaja, śp. Aleksandra Małachowskiego i zmarłej tragicznie Izabeli Jarugi-Nowackiej. Obecni liderzy partii, tacy jak przewodniczący Waldemar Witkowski, Andrzej Niski, Elżbieta Zakrzewska, Danuta Polak czy Ewa Kralkowska, choć bardzo dobrzy merytorycznie w swoich zawodach, nie są niestety powszechnie kojarzeni. Wierzę jednocześnie, że dzięki autentycznemu zaangażowaniu w sprawy społeczne będzie możliwe zaistnienie Unii Pracy w środkach masowego przekazu. O naszych strukturach w okręgu krakowskim było głośno nie tylko w regionie, ale również w mediach ogólnopolskich, po tym jak odważnie naświetliliśmy konsekwencje prywatyzacji olkuskiego szpitala.

Proszę opowiedzieć o tych działaniach, będących przykładem realizacji lewicowych ideałów w skali lokalnej.
– Po wygaśnięciu mandatu poselskiego wróciłem do pracy w szpitalu powiatowym w Olkuszu. Rada powiatu, zdominowana przez prawicę i liberałów, zdecydowała o przekształceniu go w spółkę, w której samorząd powiatowy miał tylko 30% udziałów. Oznaczało to w praktyce przekazanie prywatnemu współwłaścicielowi pełnej kontroli nad placówką. Osoba z drugiego końca Polski dostała w 25-letnią dzierżawę majątek o wartości ok. 100 mln zł, a także kontrakt z NFZ, wynoszący obecnie ponad 50 mln zł rocznie i stale rosnący. Szpital, jedyny w powiecie, realizuje zadania samorządu z zakresu ochrony zdrowia, a samorząd wyzbył się nadzoru nad nim!

Na efekty nie trzeba było długo czekać: w pierwszym roku funkcjonowania spółka obcięła fundusz socjalny o prawie 50%. Odzyskaliśmy go dzięki interwencji Państwowej Inspekcji Pracy. Następne problemy to zastępowanie pracowników, którzy przepracowali w szpitalu prawie całe życie zawodowe, osobami na umowach śmieciowych, oraz nierealizowanie pakietu gwarancji pracowniczych. Z inicjatywy mojej i związków zawodowych pracowników ochrony zdrowia do sądu pracy trafiło prawie 170 pozwów, większość spraw wygraliśmy. Unia Pracy zwróciła się ponadto do Najwyższej Izby Kontroli z prośbą o przyjrzenie się działaniom zarządu powiatu i władz spółki, co zakończyło się skierowaniem przez Izbę wniosku do prokuratury w związku z uzasadnionym podejrzeniem popełnienia przestępstwa. Niestety, prokuratura i sąd uznały, że wykryte nieprawidłowości nie mają znamion przestępstwa.

Z jakich środowisk zawodowych rekrutują się działacze Unii Pracy?
– W naszej partii są samorządowcy, nauczyciele, pracownicy ochrony zdrowia, właściciele małych i średniej wielkości przedsiębiorstw. W tych grupach stosunkowo najwięcej osób utożsamia się z naszym programem i to z nich wywodzą się liderzy poszczególnych regionów. Nasze kadry tworzą osoby aktywne w swoich środowiskach, a nie zawodowi politycy, którzy spędzili większość życia na etatach poselskich i rządowych. Dzięki temu mamy bezpośredni kontakt z elektoratem i dobrze znamy jego problemy.

Na których jego bolączkach partia zamierza skupić wysiłki?
– Szczególnie ważna jest dla nas od zawsze organizacja systemu ochrony zdrowia. Konsekwentnie twierdzimy, że nie może on się opierać na działalności nastawionej na zysk i że powinna w nim dominować własność publiczna. Ponadto walczymy o wzrost nakładów na tę sferę. Obecne są niewspółmierne do potrzeb, co wielu wyborcom uświadomił protest lekarzy rezydentów. Ponieważ według nas nie da się trwale zreformować ochrony zdrowia siłami jednej opcji politycznej, konieczne jest zawarcie porozumienia ponad podziałami i wypracowanie modelu, którego kolejne rządy nie będą podważać. Niezbędny jest okrągły stół poświęcony ochronie zdrowia, z udziałem rządu, opozycji, przedstawicieli zawodów medycznych. Być może inicjatywa w tej sprawie powinna wyjść od prezydenta RP.

Dużo uwagi poświęcamy także sprawom pracowniczym i współpracy ze związkami zawodowymi, stanowiącymi naturalne zaplecze lewicy. Nasz program zakłada wzrost minimalnego wynagrodzenia i zwiększenie uprawnień inspekcji pracy, co dałoby szansę na zmianę relacji między pracodawcami a pracownikami na bardziej cywilizowane.

Zmian wymaga również polityka społeczna. Pozytywnie odnosimy się do programów socjalnych obecnego rządu, co nie znaczy, że nie mają one wad. Przykładowo 500 zł na drugie i kolejne dziecko dostają także osoby zarabiające kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, a samotny rodzic jednego dziecka, który o parę złotych przekroczy kryterium dochodowe, już tego dodatku nie otrzyma.

W zbliżających się wyborach samorządowych Unia Pracy będzie konkurować nie tylko z liberałami i prawicą, ale także z partiami identyfikującymi się jako lewicowe.
– Dlatego, zwłaszcza jeśli zostaną uchwalone planowane zmiany w ordynacji wyborczej, SLD, UP, PPS, SDPL i Razem oraz Inicjatywa Polska i OPZZ powinny utworzyć jeden komitet. Takie rozwiązanie byłoby najbardziej racjonalne, bo wówczas każda z tych organizacji wystawiłaby na wspólnych listach swoich najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych działaczy. Z punktu widzenia elektoratu jedna lista lewicy jest naturalna, przywrócilibyśmy normalność. Czy do tego dojdzie? Nie wiem. Partia Razem chce iść osobno, z różnych względów, z których część mogę nawet zrozumieć. Jeżeli zmiany w ordynacji zostaną wprowadzone w takiej postaci, jak zapowiedziano, Unia Pracy powinna rozważyć również udział w szerszym bloku z pozostałymi partiami opozycyjnymi. Nie możemy bowiem dopuścić, by w większości okręgów dwie trzecie mandatów zdobyła jedna partia. Demokracji potrzebna jest równowaga.

W naszym środowisku trwa ponadto dyskusja na temat organizacji wyborów parlamentarnych, w związku z propozycją PiS, by wprowadzić 100 okręgów wyborczych do Sejmu, zamiast 41 obecnie obowiązujących. Małe okręgi w zasadzie uniemożliwiają dostanie się do parlamentu przedstawicieli partii o mniejszym elektoracie, co zapewne dotyczy nie tylko lewicy, ale i PSL czy Nowoczesnej. Grozi nam podzielenie sceny politycznej pomiędzy dwa, może trzy bloki polityczne, co nie będzie dobrym odzwierciedleniem faktycznych preferencji wyborczych.

Argumentem za oddaniem głosu na Unię Pracy może być jej aktywność w parlamentach poprzednich kadencji.
– Mieliśmy duży udział m.in. w uchwaleniu Ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży oraz w zapisaniu w konstytucji zasady świeckości państwa. Naszym pomysłem była przyjęta w 2002 r. ustawa regulująca wysokość i sposób waloryzacji płacy minimalnej, walczyliśmy też o to, by jak najszybciej osiągnęła ona 50% średniego wynagrodzenia, tak jak zaleca Międzynarodowa Organizacja Pracy. Moją inicjatywą jako posła, częściowo zrealizowaną, było wprowadzenie możliwości zabezpieczania przez sąd majątku, co do którego zachodzi podejrzenie, że może pochodzić z nielegalnych źródeł. Podejmowaliśmy również działania na rzecz zwiększenia kodeksowej ochrony pracowników, którzy w zderzeniu z pracodawcą zawsze są na gorszej pozycji. Wnioskowaliśmy ponadto o bezpłatną pomoc prawną dla ludzi o niskich dochodach, czyli o rozwiązanie, które dopiero niedawno wprowadziło PiS. Naszym kapitałem jest wiarygodność: istniejemy na scenie politycznej od 25 lat i przez cały ten czas pozostajemy wierni socjaldemokratycznym wartościom, ponadto nie byliśmy bohaterami żadnych afer.

Wydanie: 49/2017

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy