Zbrodnia rozłożona na części – rozmowa z dr Maciejem Szaszkiewiczem

Zbrodnia rozłożona na części – rozmowa z dr Maciejem Szaszkiewiczem

Przewiduję, że Anders Breivik za dwa, trzy lata popełni samobójstwo. Kiedy zniknie z mediów

Z dr Maciejem Szaszkiewiczem rozmawia Artur Zawisza

Panie doktorze, co można powiedzieć o człowieku, który działa powodowany zemstą na innym narodzie, który rzekomo (lub nie) zrobił mu krzywdę? Chce za wszelką cenę odwetu? Kto to jest?
– Można powiedzieć, że jest bardzo nieszczęśliwy. Czuje się źle, szuka sposobu, żeby poprawić życie sobie i swojemu narodowi. Meandry jego osobowości są częściowo dla nas niedostępne, dlatego że zahaczamy o psychopatologię. Jego rozumowanie, odczucia są niezrozumiałe. Ale w wypadku, który obaj mamy, jak sądzę, na myśli, polega to na tym, że stara się ocalić kraj, zabijając tych ludzi, którzy przyzwalają na zło islamskie ogarniające kraj. On myślał tak: nie można zwalczyć całego islamu, ale można zapobiec jego przenikaniu do tego kraju. Działał, żeby ocalić ojczyznę.
Słusznie pan zwrócił uwagę: w tym wypadku. Ja akurat myślałem o George’u Bushu, który w pewnym stopniu podawał podobne argumenty, wypowiadając wojnę islamskim terrorystom. Jaka jest granica pomiędzy klinicznie stwierdzalnym szaleństwem – czymś, co nie mieści się w granicach norm społecznych – a, powiedzmy, uzasadnioną politycznie i historycznie żądzą zemsty?
– Przede wszystkim różnica biegnie między zdolnością do rozróżnienia, co jest dobre, a co złe. Umiejętnością rozpoznawania przestępstwa i zwyczajnego politycznego działania. Ten, kto przekracza granicę, kierując się ku przestępczości, musi być odrzucany. Takie są reguły gry społecznej.
To, co dzisiaj wychodzi na jaw o Breiviku, co o nim wiedziano dużo wcześniej – a wiedza była spora: kupował nawóz w dużych ilościach, zamawiał materiały wybuchowe, mieszkał sam na odludnej farmie, nie utrzymywał kontaktów z ojcem, wygłaszał kontrowersyjne poglądy – nie wystarczyło do wytypowania go jako człowieka potencjalnie zdolnego do takiej zbrodni. Czy to był błąd norweskiej policji?
– Nie. Myślę, że to jest specyfika tego narodu. Znam trochę Norwegię – mam tam mamę i brata – i wiem, że oni mają nieprawdopodobnie wielkie zaufanie do siebie nawzajem. To zresztą widać po tym zdarzeniu: nie załamują się, nadal sobie wierzą. Natomiast są raczej nieufni w stosunku do obcych i to też w tej sytuacji wychodzi. Ktoś, kto deklarował nieprzyjazne poglądy wobec imigrantów, nawet w skrajnej formie, ale bez odwoływania się do przemocy (w Norwegii zresztą takich skrajności jest więcej, np. dużo nurtów satanistycznych, które promieniują na Europę), mógł pozostać przez dłuższy czas niezauważony. Niechęć wobec obcych nie jest niczym dziwnym, ale rozmiary dzieła już tak. Potworna zbrodnia w ich spokojnym, wierzącym w siebie narodzie jest nie do przyjęcia. Norwegowie dopiero zaczynają się uczyć, że to, co się stało, jest możliwe.

Tak samo myślał Hitler

Teraz analizuje się jego osobowość, żeby dociec przyczyn. Chyba za późno? Są przecież specjaliści, którzy potrafią zrekonstruować na podstawie określonych przesłanek skłonności psychopatologiczne i uprzedzić zamiary ewentualnych masowych zabójców. Tutaj ich zabrakło? Jak to jest z tym profilowaniem?
– Profilowanie to sporządzenie portretu psychologicznego nieznanego sprawcy zabójstwa. Jest zabójstwo, tylko nie wiadomo, kto go dokonał. W rutynowym działaniu policji, gdy już zbrodnia zostanie odkryta, bo znaleziono ciało albo pojawiły się inne okoliczności wskazujące na jej dokonanie, włącza się do działania ekipa, która zbiera odciski palców i różne ślady w nadziei, że zebrany materiał można będzie przyłożyć do różnych potencjalnych podejrzanych. Ten materiał ma wskazać elementy pasujące do sprawcy czynu. Ale bywa tak, że takiego kogoś nie można znaleźć, i wtedy wkraczają profilerzy. Na podstawie tego, co da się zebrać o ofiarach, o skutkach działań nieznanego sprawcy, o czasie i miejscu, w jakim to się działo, typuje się sprawcę. To są trzy filary profilowania: dane wiktymologiczne, czyli dane o ofierze, dane dotyczące miejsca zdarzenia i dane na temat czasu. Posługując się wiedzą psychologiczną, wiedzą o przestępczej umysłowości różnych osób i doświadczeniem, specjaliści próbują sporządzić profil psychologiczny potencjalnego przestępcy. I to też zawsze tylko z pewnym prawdopodobieństwem, żeby tę hipotetyczną konstrukcję przykładać do kolejnych nieznanych osób. To pomaga np. w zawężeniu kręgu podejrzanych.
Co wybór tych, a nie innych ofiar – w większości dzieci i młodzieży – mówi o Breiviku?
– Przede wszystkim, że musi mieć chłodne emocje, że się nie wzrusza, czyli ma zaburzenia psychopatyczne. Ma osobowość psychopatyczną, tzn. taką, jaką ma większość przestępców i pensjonariuszy zakładów penitencjarnych. Ale oprócz tego mówi o tym, że siła jego motywacji, żeby zrobić coś wielkiego w życiu, przekraczała zwyczajne ludzkie wyrzuty sumienia. Breivik albo ich nie ma w ogóle, albo ma rozeznanie dobra i zła, bo sam powiedział, że zrobił coś strasznego, tylko jego decyzja była już nieodwołalna. I zdecydował się zabijać. Zabijać dzieci dla wyższej konieczności – oczywiście według jego własnego rozumowania. To jest to samo myślenie, co np. u Hitlera, który zdecydował się zabijać Żydów dla wyższych celów.
Znalazłem takie określenia jak misjonarz* czy zbrodnia misjonarska albo zbrodnia rytualna, co oznacza, że zbrodnicze działanie jest podporządkowane innym celom niż zadawanie bólu i śmierci. Jest tylko środkiem do osiągnięcia czegoś więcej. Czy to pasuje do profilu Breivika? Czy on jest misjonarzem?
– Chyba raczej nie, dlatego że tamto określenie jest w większym stopniu zarezerwowane dla rytualnych zbrodni popełnianych, żeby przebłagać bóstwa albo urojone demony. Wtedy należy dokonać mordów obrzędowych. Chociaż ktoś mógłby znaleźć przekonujące argumenty, żeby zbrodnię Breivika zakwalifikować do rytuałów, bo granica między zbrodniami religijnymi a politycznymi nie jest znów taka wyraźna.

Znaczyć coś w życiu

Czy profilowanie to jakaś sztywna i osadzona w gotowych formułach metoda działania? Czy może być swobodne i uwarunkowane tylko okolicznościami przestępstwa, z którym mamy do czynienia?
– Jest bardzo elastyczna. Nauka profilowania jest bardzo młodą dziedziną i ciągle się rozwija, odkrywa coraz to nowe prawdy naukowe. To jest naukowa metoda, której prawa pozwalają nam na coraz lepsze i doskonalsze formułowanie wniosków o cechach sprawcy.
Czy z takich wniosków powstają profile indywidualne, czy też mają one pewien ogólny charakter, do którego np. można dopasować kilkaset osób?
– Raczej to drugie, choć kilkaset to za dużo. Ale staramy się z reguły wychwytywać takie cechy nieznanego sprawcy, które pozwolą na jego identyfikację, inaczej nie ma profilowania. To cechy wyróżniające go spośród populacji, bo napisanie o kimś, że np. ma przeciętną inteligencję i że pochodzi ze społeczności miejskiej czy wiejskiej, może być prawdą, ale przydatność takiego stwierdzenia dla śledztwa jest prawie żadna. Natomiast znajdowanie indywidualnych cech pozwala czasem namierzać właśnie konkretnego człowieka, wyróżniać go spośród innych. Powtarzam: profilowanie dotyczy tylko nieznanych sprawców.
W przypadku Breivika nadal pracuje się nad jego profilem psychologicznym, choć jest sprawcą znanym z imienia i nazwiska. Tak jakby ktoś nie wierzył, że ten człowiek jest zdolny do tej zbrodni. Wciąż się bada jego psychikę, szuka się motywacji. Po co?
– My też tak często robimy i teraz krakowski bomber będzie poddany badaniom psychologicznym i psychiatrycznym.
W jakim celu?
– Obecne badania służą nie temu, żeby go poszukiwać, tylko żeby go lepiej poznać i zrozumieć. Wyświetlić jego motywację, psychikę, inteligencję, przystosowanie, mechanizmy, którymi się kierował, co go do tego doprowadziło, jego przeszłość itd. Badanie weryfikuje jego poczytalność. Od takich badań zależy decyzja sądu, czy ma wymierzyć karę, czy nie.
Dlaczego inni Norwegowie, którzy wychowali się w takim samym środowisku, spotykali te same lub podobne „rasowo” osoby, byli pod wpływem tych samych mediów, nie zdecydowali się na taki krok jak Breivik? Jaka jest jego indywidualna cecha?
– Właśnie tego nie wiemy. Tego poszukujemy w badaniach psychologicznych, a odkrycie indywidualnych impulsów da nam odpowiedź co do jego skłonności. Na razie wiemy tylko tyle, że pochodzi z rozbitej rodziny, którą opuścił 15 lat temu, że jest to bardzo inteligentny człowiek o niewielkim stosunkowo wykształceniu, a tacy ludzie są niejako skazani na życie poza społecznością. Normalnie jest tak, że ludzie, którzy kończą jakieś studia, znajdują się w określonym kręgu społecznym, gdzie przewidziane są różne scenariusze, co dalej robić w życiu. Tacy jak Breivik muszą sami wymyślać sobie życie. Nieraz poszukują sposobu, żeby cokolwiek w życiu znaczyć. Jeśli mają bardzo przerośnięte ambicje, które często pojawiają się w sytuacjach niespełnienia lub niemożliwości znalezienia własnego miejsca w społeczeństwie, wówczas chcą być niezwykle ważni, jak nikt inny. Breivik będzie miał przez długi czas, jak sądzę, rekord świata w liczbie zabitych przez jednego człowieka w jednym akcie mordowania. Nie wiem, czy to dla niego satysfakcjonujące, ale być może tak. Wielu takich właśnie zabójców nazywamy szaleńcami, co nie musi znaczyć, że ten akurat jest chory psychicznie. Na razie wyłania się typ mordercy, który zabija wielu ludzi od razu.

Wojownik bez wyrzutów sumienia

Co do satysfakcji, czy nie jest tak, że media ułatwiają jej osiągnięcie, uruchamiając spiralę niekończących się informacji bardzo często o niczym, byleby tylko było o Breiviku?
– Jest tak. Obecność w mediach jest bardzo ważnym wyznacznikiem pozycji w subkulturach przestępczych i więziennych wszelkiego rodzaju. Ktoś, kto dopuścił się takiego czynu, o którym będzie się pisać – a jeśli będzie się pisać dużo, to tym bardziej – zdobywa szacunek i pozycję w hierarchii. Breivik zaś będzie bardzo długo na samym szczycie. Wie pan, co ja przewiduję? Że on w stosunkowo krótkim czasie, za dwa, trzy lata, popełni samobójstwo. Kiedy zniknie z mediów.
Czy taka systematyczność działania, wielomiesięczne przygotowania, wyrachowanie są bardzo często cechą seryjnych morderców?
– Jemu przyświecał cel, że obudzi naród, pociągnie rewolucję, jakieś działania. I do tej pory mu się to udaje, bo jest bardzo ważny w świecie. Potem się okaże, że wszystko wróciło do normy, że to nie spowodowało nic innego oprócz strasznej tragedii. Gdy nikt nie będzie już go podziwiał, kiedy się okaże, że nikt nie będzie chciał za nim iść, przybije go to, trudno mu będzie z tego wybrnąć.
Zastanawia mnie, w jakiej skali można określić siłę jego osobowości – przez kilka godzin zabijał ludzi i nie myślał o karze, o bólu, jaki zadaje ofiarom, nie myślał o strachu, że zostanie złapany i poniesie konsekwencje.
– On myśli w kategoriach wojownika, jest wojownikiem, który nie może sobie pozwolić na wyrzuty sumienia, bo inaczej nie byłby skuteczny. Po prostu to, co zaplanował, zrealizował z żelazną konsekwencją. Chyba na to nie liczył, bo jego adwokat mówił, że był nieco zdziwiony, może nawet rozczarowany, że policja nie dopadła go wcześniej i nie został zabity. Według niego chyba miał zginąć śmiercią męczennika, ale nic takiego się nie stało. Pewnie więc będzie mu to ciążyło i nie wytrzyma tego z biegiem czasu. Takie mam przeczucie.
Wojownik? Czy to tłumaczy, że wśród takich zabójców więcej jest mężczyzn niż kobiet?
– Tak. Niestety, my, mężczyźni, jesteśmy trochę mniej wrażliwi na uczucia innych ludzi, bardziej rzeczowi. Kobiety są raczej emocjonalne, uczuciowe, wrażliwe. Od nich uczymy się empatii. Proszę zauważyć, że małe dziewczynki, dorastające w zwyczajnym, przeciętnym domu, zwykle siedzą przy stołach i uważnie obserwują, jak starsi rozmawiają. A mali chłopcy w ich wieku biegają na podwórku za piłką albo w coś grają. Taka jest różnica.

Mord polityczny

Rozumiem, że inteligencja nie zawsze pomaga człowiekowi w biologicznym przetrwaniu, że barierą, która trzyma nas w człowieczeństwie, są emocje.
– Oczywiście, że tak. Emocje i wrażliwość są bardzo ważne, a wysoka inteligencja może być zaprzęgnięta do wyrafinowanych zbrodni.
Gdyby przystępował pan do profilowania takiego przestępcy jak Breivik, od czego by pan zaczął?
– Profiluję tylko nieznanych.
Ale gdyby Breivik nie został złapany, a pan jako specjalista od odkrywania osobowości na podstawie określonych i możliwych przesłanek miał go sprofilować, co by pan zrobił? Pierwszy krok?
– Analiza ofiar. Kto to jest? I może z tego wyszedłby wniosek, że ich wszystkich łączy to, że są przedstawicielami wielu kultur, a on to uważał za największy ich grzech. Analiza ofiar, potem miejsce zdarzenia, co się stało. Tutaj mamy dwa miejsca i dwa wydarzenia siejące śmierć. No i wyrafinowany sposób zabijania, wskazujący na bardzo długie przygotowania, staranne zaplanowanie scenariusza. Wstępnie wyszłoby, że mord ma wymiar polityczny, a więc to ktoś o wrogim nastawieniu do imigrantów i o agresywnych poglądach w stosunku do obecnej władzy oraz do jej następców. Zabijał młodzież na partyjnym obozie. W tym kierunku by to zmierzało.
Czy po 11 września, kiedy zaostrzono kryteria bezpieczeństwa na świecie, ktoś w Polsce analizuje źródła zagrożeń, które mogą doprowadzić do takiej sytuacji jak w Norwegii? Wielokulturowości u nas nie ma, są za to dysproporcje społeczne.
– Jak to nie ma wielu kultur?
Nie na taką skalę jak w Niemczech, Hiszpanii czy w Norwegii.
– Wydaje mi się, że jesteśmy dużo bardziej wielokulturowi niż oni. O ile wiem, Norwegowie są jednak społeczeństwem zamkniętym. Wielu podchodzi do obcych z tolerancją, ale też z niechęcią. Tam są te zalążki skrajnych postaw. Ale u nas też ich nie brakuje. Ksiądz Rydzyk, nie przymierzając.


* Misjonarz (typ sprofilowany) – odbywa polowanie – „misję”, musi wykorzenić grupę ludzi (np. prostytutki, Żydów). „Oczyszcza” społeczeństwo z jednostek niegodnych. Misjonarz jest w pełni świadomy tego, co robi. Takim typem był Carroll Cole, 40-letni pijak z San Diego, działający w latach 1971-1980. Twierdził, że zabił 35 „nierządnych kobiet” w Kalifornii, Nevadzie, Teksasie, Wyoming i Oklahomie, dlatego że przypominały matkę. Większa część ofiar była duszona na parkingach, potem morderca zabierał je do domu, aby spać ze zwłokami. Nieudana próba obrony, powołująca się na chorobę psychiczną, zawiodła i Cole’a skazano na karę śmierci przez zastrzyk trucizny.


Pierwszy portret psychologiczny zabójcy sporządzono w 1888 r. w Wielkiej Brytanii. Raport dotyczył Kuby Rozpruwacza, sprawcy serii brutalnych zabójstw londyńskich prostytutek.

Profilowanie najbardziej przydatne jest w śledztwach dotyczących:
– sadystycznych tortur w przestępstwach seksualnych,
– przypadków pośmiertnego cięcia i ćwiartowania zwłok,
– podpalenia,
– seryjnych i masowych morderstw,
– gwałtów,
– przestępstw związanych z okultyzmem i fanatyzmem religijnym,
– pedofilii,
– napadów na banki,
– obscenicznych lub terrorystycznych anonimów.


Dr Maciej Szaszkiewicz, psycholog w Zakładzie Psychologii Sądowej Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie

 

Wydanie: 31/2011

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy