Uniki nowego zarządu

Uniki nowego zarządu

Na zamieszaniu wokół Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie tracą ofiary nazistowskich prześladowań

Publikacje na temat Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie stały się pretekstem do odwołania jej dotychczasowego zarządu, z prof. Jerzym Sułkiem na czele. Biorąc pod uwagę dotychczasową historię fundacji, nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego. Niestety, zamieszanie wokół FPNP doprowadziło do poważnego kryzysu w Polskiej Unii Ofiar Nazizmu – organizacji skupiającej 26 największych stowarzyszeń kombatanckich w Polsce, liczącej ponad 500 tys. członków.
– Założyliśmy unię, bo wymieramy, tracimy siły i w pojedynkę nie dalibyśmy rady funkcjonować – tłumaczy Marian Nawrocki, jeden z pomysłodawców PUON, szef Stowarzyszenia Polaków Poszkodowanych przez III Rzeszę. – Tymczasem „Rzeczpospolita” przykleiła nam łatkę aferzystów, nie zważając nawet na ustalenia NIK, z których wynika, że pieniądze przekazane PUON przez FPNP trafiły do nas zupełnie legalnie. Efekty? Odwracają się od nas sponsorzy, w najlepszym razie odsyłając „na później, gdy sprawa przyschnie”, częściej w ogóle nie chcąc rozmawiać o jakimkolwiek wsparciu…
– Mamy status organizacji pożytku publicznego, ale kto przekaże aferzystom 1% podatku? – martwi się Nawrocki. I bynajmniej nie chodzi tu o trwanie struktury organizacyjnej – działacze PUON pracują społecznie. Problemem staje się realizowanie działań statutowych unii, czyli świadczenie pomocy socjalnej najbardziej potrzebującym weteranom i ofiarom nazistowskich prześladowań. – Z czego, skoro większość naszych członków nie stać nawet na zapłacenie 20-złotowej składki rocznej? – pyta retorycznie Nawrocki.
Działaczy PUON martwi również postawa nowego zarządu FPNP. – Są już trzy tygodnie, a nie mieli czasu spotkać się z nami – mówi mec. Andrzej Grabowski, wiceprezes Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych. – Jak usłyszeliśmy, nowy zarząd „zapoznaje się” z problematyką.
Dotychczasowe funkcjonowanie PUON nieodłącznie wiązało się z fundacją – to FPNP przekazała unii, zgodnie z prawem, 200-tysięczną dotację „na rozruch” (PUON istnieje od stycznia 2004 r.). To z fundacji pochodziły również pieniądze wypłacone w 2005 r. Jednak nie był to „duży zastrzyk gotówki” do kasy PUON, lecz zapomogi, które otrzymali członkowie organizacji stowarzyszonych w unii. I nie było to 200 tys., jak donosiła „Rzeczpospolita”, ale 153 tys. zł.
– Okazją do wypłat była rocznica zakończenia wojny – tłumaczy prof. Sułek. – A beneficjentów wybrano ze stowarzyszeń skupiających byłych więźniów obozów. Dlaczego? Bo to oni, przy takiej rocznicy, wydawali się mieć największe moralne prawo do uzyskania pomocy.
W grudniu 2005 r. Zarząd FPNP, za namową PUON, rozważał wypłatę kolejnej, tym razem 200-tysięcznej transzy. W tym przypadku miały to być 500-złotowe zasiłki dla kombatantów i byłych więźniów przebywających w hospicjach, ośrodkach opieki paliatywnej i śmiertelnie chorych, hospitalizowanych w domach. Terenowe struktury PUON odnalazły potencjalnych beneficjentów, jednak stary zarząd FPNP nie zdążył podjąć uchwały w sprawie wypłaty.
Co zrobią nowe władze? W oficjalnej odpowiedzi, udzielonej nam przez rzeczniczkę FPNP, Magdalenę Widę, czytamy: „Fundacja przekazuje pomoc humanitarno-socjalną dla kilkudziesięciotysięcznej grupy weteranów i ofiar prześladowań, znajdujących się często w bardzo trudnej sytuacji materialnej. Zarząd Fundacji przeznaczył na ten cel w 2006 r. kwotę 20 mln zł (…)”. A czy fundacja zamierza dalej współpracować z PUON? „FPNP zamierza współpracować ze wszystkimi organizacjami zrzeszającymi osoby poszkodowane podczas II wojny światowej”.

 

Wydanie: 5/2006

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy