„Będziesz siedział!”, powrzaskują politycy z obu stron, ich poplecznicy skandują tę frazę tłumnie, to wciąż maksymalny wymiar kary, jaki przychodzi do cywilizowanych głów, na prawo od których jednooki konfederata koronny cedzi przez zęby: „Będziesz pan wisiał!”. Ale nie tylko ta groźba karalna uszła mu na sucho, z wszystkiego wykpić się potrafi, do sądu przychodzi w asyście kryminalno-putlerowskiej, a na rozprawie wnioskuje o zmianę sędziego, powołując się na prawo Unii Europejskiej, którą jawnie ma w pogardzie.
Fakt, że Grzegorz Braun pozostaje na wolności, a jego partia wciąż nie została zdelegalizowana, jest miarą nieskuteczności polskiego prawa i skundlenia polskiej polityki. Zamiast się martwić, cóż to się stanie za dwa lata, kiedy będzie trzeba szukać kompana do koalicji w szefie faszystowsko-katotalibskiej sekty, należy go wykluczyć na zawsze z życia politycznego i publicznego. Zaprawdę powiadam wam, nie lękajcie się, że ruskie onuce i polskie naziole będą miały swojego męczennika – lepiej, żeby miały męczennika, niźli reprezentanta w rządzie. Nikomu pochopnie i spontanicznie pierdla nie życzę, ale są męty dla kraju i ludzkości tak szkodliwe, tak perfidne, że należy je po prostu pozbawić możliwości czynienia szkód. Braun przekroczył już wszelkie możliwe granice. Zwłaszcza jeśli się wie, jak niewiele potrzeba zwykłemu Kowalskiemu, żeby dostać się za kraty. Wypijesz piwko na ławeczce, pojedziesz na gapę, postawisz się policjantowi, spóźnisz z alimentami albo żona w ramach przygotowania do rozwodu oskarży cię o znęty. Są setki sytuacji, których weryfikacji doczekać możesz w areszcie tymczasowym.
A to nie jest sanatorium, jak mogłoby wynikać z programu „Eksperyment: Odsiadka”, który teraz zapodaje jedna ze stacji komercyjnych. Celebryci z rozmaitej maści mediów dają się zamknąć na krótko z autentycznymi recydywistami (choć już zresocjalizowanymi); wszystko jest ustawione i wyreżyserowane, żeby nikomu włos z głowy nie spadł. Rzecz dzieje się na oddziale półotwartym – luzik, drzwi do celi pootwierane, można chodzić po korytarzu i odwiedzać kumpli, atmosfera trochę jak na koloniach. Tyle że zamiast wychowawczyni, która upomni na apelu i wyśle list do rodziców, są klawisze, którzy mogą zamknąć na „dźwiękach”, czyli w tzw. celi zabezpieczającej. To jest współczesny karcer – dźwiękoszczelna zastanawialnia, gdzie, o ile nie umiesz medytować, oszalejesz z nudy i klaustrofobii.
Temat penitencjarny jest też gorący medialnie, albowiem swoje pół roku „katorgi” w areszcie śledczym opisał na kilkuset stronach dziennika Janusz Palikot i teraz próbuje to zmonetyzować, promując książkę. Wynika z niej, że







