Kto z kim po wyborach

Kto z kim po wyborach

Nie zauważyłem, aby w spekulacjach na temat powyborczej koalicji rządowej rozważano możliwość, którą Donald Tusk zasugerował mglistymi wypowiedziami i na pozór niezrozumiałym postępowaniem. Powiedział on, że powaga problemów gospodarczych, jakie w następnych latach staną przed Polską, wymaga rządu mającego bardzo silne poparcie społeczne. Jest jasne, że koalicja PO-PSL wystarczającego w takiej sytuacji poparcia mieć nie będzie, a wprowadzenie SLD do rządu jest ostatnią rzeczą, jakiej Donald Tusk by sobie życzył. Silny rząd z masywnym poparciem mogą utworzyć tylko Platforma i PiS. W takim rządzie miejsca dla przywódców tych partii by nie było i Tusk już oznajmił, że do rządu wejść nie musi. Również dla Kaczyńskiego pozostanie poza formalnym rządem, ale zachowanie decydującego głosu żadnym poświęceniem by nie było.

Premier Tusk hamował, jak mógł, wszelkie próby rozliczenia rządów PiS-u z nadużyć władzy i wielokrotnego prawdopodobnego złamania prawa. Kierowanie sejmową komisją „do spraw nacisków” powierzył (kto miał decydujący głos jak nie on?) sympatykowi PiS-u. Wynik śledztwa komisji sejmowej w sprawie śmierci Barbary Blidy, silnie obciążający rządy PiS-u, starał się wyszydzić. Wymowa takiego zachowania jest wyraźna: Tusk nie chciał zrobić niczego, co by przekreśliło możliwość powrotu do POPiS-u. W kierowniczej grupie Platformy znajdują się posłowie, którzy cały czas mizdrzyli się do PiS-u i w różnych kwestiach wygłaszali opinie kaczystowskie.

Platformersi i obsługujący ich dziennikarze prowadzili nękającą akcję propagandową przeciw SLD, zarzucając tej partii, najwidoczniej w złej wierze, dążenie do koalicji z PiS-em. Celem tej akcji było zniesławianie SLD w oczach jego wyborców oraz – co może ważniejsze – odstraszanie ewentualnego konkurenta do koalicji z partią Kaczyńskiego.

Linia postępowania kierownictwa SLD jest dla mnie niepojęta już od momentu obalenia rządu Leszka Millera. Jedna tylko myśl jest wyraźnie artykułowana: władza deprawuje, ale brak władzy deprawuje jeszcze bardziej. Stąd deklarowana chęć wejścia w koalicję z PO. Nie oceniam merytorycznie takiej możliwości, wydaje mi się ona niewielka.
Biegły analityk sceny politycznej obliczył, że 80 procent składu Sejmu zostało już wybrane przez sztaby partyjne. Co do pozostałych 20 procent można snuć przewidywania. Wziąwszy wszystko razem, koalicja rządowa Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości wydaje się najbardziej naturalna z możliwyh.

Wydanie: 40/2011

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Komentarze

  1. sugadaddy
    sugadaddy 5 października, 2011, 14:08

    Jeśli PIS wygra wybory, to będziemy to zawdzięczać, przepełnionemu miłością, Tuskowi.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy