Zima nasza

Z GADZIEJ PERSPEKTYWY

Czeka nas premiera “Przedwiośnia”. Ekranizacja jednej z ostatnich, popularnych lektur szkolnych, chyba ostatniej, potrafiącej wzbudzić jeszcze większe dyskusje. Jeszcze niedawno zwane “obrachunkami inteligenckimi”.
Czytane dzisiaj “Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego, ku przypomnieniu młodszym czytelnikom, jawi się jak przegadana ramotka. Dzisiaj nikt już tak nie pisze, tak ckliwie, egzaltowanie, no może w czytadełkach z harlequinowych serii. Nikt tak już nie miesza publicystyki z literaturą, jak wtedy Żeromski. Dzisiaj taka powieść nie miałaby szans w prestiżowych rankingach, w nominacjach do “Nike”, Kościelskich i podobnych. Bo tam preferuje się chłód, perfekcyjną martwotę. Co z tego, że zainteresowani nagrodzony tom kupią, niektórzy przeczytają nawet, skoro społeczeństwa, tego czytającego jeszcze, już lektura nie zaboli, nie wzruszy.
Sfilmowane dzisiaj “Przedwiośnie” zapewne zachwyci dynamiką, barwami rewolucji od Baku po Belweder. Czy jednak wzbudzi dyskusje, przypomni o obecnej kiedyś w Polsce kontestacji, nonkonformizmie? O brzmiącym, jak dzisiaj rapowy refren, zawołaniu “Czy macie odwagę Lenina?”.
Sfilmowani dzisiaj “Egoiści” Mariusza Trelińskiego wywołują oburzenie i skandaliczne opary, bo reżyser “nihilistycznie” prezentuje zbydlęcenie nowej klasy średniej, elity narodu, warstwy przodującej w budowie nowego, słusznego ustroju. Sprzedającej wszelkie refreny handlarzom i prostytutkom. Nie tak mieli wyglądać herosi niewidzialnej ręki wolnego rynku. Nie tak miało być! A jeśli tak już jest, to czemu artysta nie przedstawi pozytywnej wizji wyjścia z konsumpcyjnego bagna? Czemu znudzony gejowskimi kochankami architekt nie ma łaski iluminacji, nawrócenia? Czemu nie sięga po pisma św. Cezarego Michalskiego i nie idzie do klasztoru? Czemu bohaterowie “Egoistów” spalają się, zamiast raz jeszcze zbuntować?
Portret matki znanego z mediów, czteroletniego Michałka, wrzuconego do lodowatej Wisły, odtworzony w reportażu z “Gazety Wyborczej”, jak żywo przypomina “Egoistów”. Treścią życia jest realizacja wszechobecnych reklam. Codzienne pozwalanie sobie na “odrobinę luksusu”, światowego życia w zasięgu sklepowej półki. Wystarczy tylko zamówić, albo ukraść. Skoro każdy już wie, że pierwszy biznesowy milion musi być skradziony, to po co robić raban o te zwinięte tysiąc złotych? Przecież wszyscy jesteśmy równi, każdy ma taki sam żołądek, po to obalono komunę.
Dzisiaj nikt nie chce obalać, kontestować, skarżą się socjolodzy i obserwatorzy alternatyw kulturalnych. Nadal czuje się powszechne oczekiwanie na resztkę tortu. Miał dawać Bank Światowy, dał za mało. Poczekajmy, aż wejdziemy do Unii Europejskiej. Unia da, zasponsoruje nas. Złagodzi wszelkie kłopoty. AWS zabrał, przyjdzie Miller, odda z procentami.
W kraju w bród mamy towarów i usług. Klasa przodująca, średnia, bogaci się, nadrabiając PRL-owskie zacofanie. Ale w tym wielkim supermarkecie, przesłodzonym codziennymi promocjami, nie ma półki dla kontestacji, alternatywy. Dystansu wobec klasycznego, zbydlęconego mieszczaństwa.
Nie ma pomysłów na inne życie niż reklamówkowe.
“Zwykły proszek” jest szczytem nonkonformizmu i buntu.

Wydanie: 7/2001

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy